31 lipca 2012

Co z ta woda sodowa?

Kolczyki zaczelam nosic i nawet mi sie podoba, zawsze bylam przekonana, ze nie jestem do tego stworzona. Przekuto mi uszy tak gdzies w okolicach pierwszej komuni, bo jakis dziadek albo babcia koniecznie mi chcieli podarowac kolczki z tej okazji. I tak sie stalo, mam dziurki w uszach od dawna tyle tylko, ze nie podobalo mi sie noszenie kolczykow. Do zeszlego tygodnia nie mialam nawet jednej pary kolczykow, sprawdzilam okazalo sie ze dziurki nie zarosly wiec kupilam 1 pare by sprawdzic jak to bedzie. No i jest super, wiec potem dokupilam kilka innych par a ze akurat sa wyprzedaze, wlasciwie koncowka to wszystko kosztuje bardzo malo. To wynik mojego szalenstwa.
Teraz juz wiem, ze to nie koniec, bo oczywiscie musze sprobwac sama sobie jakies zrobic w zwiazku z tym zaczynam gromadzic odpowiednie przydasie, mam nadzieje, ze niedlugo bede mogla pochwalic sie moimi wyczynami :) Juz mysle nad tym jak je przechowywac, bo trzymanie wszystkiego w pudelku po ciastkach jest malo wygodne i takie pudelko nie wyglada estetycznie na toaletce.
A co z ta woda sodowa. A to ze odkad mieszkamy w Szwajcarii przestalismy kupowac wode mineralna, bo tak ktora jest w kranie jest bardzo dobra, nawet nie trzeba jej filtrowac. Pijemy wiec kranowke, ale oboje bardzo lubimy wode gazowana a taka z kranu nie leci, przynajmniej nie u nas w domu. W zwiazku z tym przymierzalismy sie do zakupu odpowiedniego urzadzenia co by nam te babelki do wody wtloczyla. Nie moglismy sie zdecydowac, glownie odstraszala nas cena, bo co jesli zakup okaze sie nie udany to pieniadze wyrzucone w bloto. W czasie ostatnich zakupow znalezmy je w promocji za polowe ceny, teraz juz wiem, ze to zakup roku. Znowu mozemy sie delektowac woda z gazem :)

30 lipca 2012

Kawa i pies


 Pisalam juz kilka razy o mojej wielkiej milosci do kawy, dla mnie dzien bez kawy to dzien stracony. Odkad mieszkam w nowym domu musze sie bardzo kontrolowac, bo praktycznie 200 m w lini prostej od mojego domu jest fabryka kawy, zapach palonej kawy unosi sie po calej wsi :) Nie picie kawy co godzine to teraz dla mnie wielki wysilek, staram sie nie przekraczac 4 espresso w ciagu dnia. Czasami jednak musze, robie sobie wtedy kawe mrozona- laduje do miksera kilka kostek lodu, filizanke kawy, troche mleka i cukier i taki oto napoj mi wychodzi.
Pycha...
W tamtym tygodniu, przestaly mi sie podobac moje poduszki na kanapie, stwierdzilam, ze za kolorowe powyciagalam materialy i migiem uszylam nowe, ladne tzn. przez jakis czas beda mi sie podobac :)
Przygotowalam wszystko ladnie do zdjecia i poszlam po aparat, wracam po chwili a moje nowiutkie poduszeczki zostaly juz zagospodarowane inczej, Brick rozkopal moja kompozycje i postanowil odpoczac chwile na kanapie, bo widocznie zmeczyl sie odpoczywaniem na trawie :) Zdjecie tylko takie zrobilam.
Na zdjeciu nie widac ale na jednej z nich jest ladny czarny labrador, jak zobaczylam ten kawalek materialu
 odrazu wiedzialam ze musi byc moj i ze powstanie z niego psia poduszka.
Ktos mi moze zarzucic, ze ten moj pies tylko sie leni, a ja go czasami przgonie po wsi (albo raczej on mnie) kilka dni temu wdrapalismy sie na taka mala gorke za domem i oczom moim ukazal sie taki oto widok.
Nastepny post bedzie o tym jak mi woda sodowa uderzyla do glowy.


24 lipca 2012

Pomidory

Znowu goraco, ja siedze caly dzien w zaciemnionym pokoju, gdzie jest namiastka chlodu, po calym pracowitym przedpoludniu przyszla pora na obiad. Dzis jem sama, wiec postanowilam przygotowac sobie jedno z moich ulubionych dan, cos za czym Camillo nie przepada- spaghetti z sosem pomidorowym. Dziwne prawda wloch, ktory nie lubi najbardziej wloskiego dania. Jest tego przyczyna- kuchnia jego rodzicow, serwowano mu to danie stanowczo za czesto i znudzilo sie chlopu.
W niedziele Camillo opowiedzial mi jak to sie dzialo w jego rodzinnym domu. Zaczelo sie od tego, ze miala nas odwiedzic nasza kolezanka, jednak w ostatniej chwili dala znac ze jednak nie przyjedzie, bo zapomniala ze robia przecier pomidorowy, zdziwilam sie bardzo, bo dla mnie to nie jest wystarczajacy powod by odwolywac wizyte. Okazalo sie, ze jest, przygotowywanie przecieru to bardzo wazny moment w zyciu tradycyjnej wloskiej rodziny a taka jest rodzina naszej kolezanki.
U Camillo w domu odbywalo sie to tak
Po pierwsze zakup pomidorow odpowiedniego gatunku zazwyczaj 500 kg. Potem wszystko zazwyczaj odbylalo sie na zewnatrz, kazdy czlonek rodziny mial swoje zadanie, jeden myl butelki, drugi myl pomidory, jeszcze inny pilnowal tych pomidorow, ktore sie wlasnie gotowaly i wszysce razem na zmiane krecili je przez specjalna maszynke- niestety reczna, bo tylko taka mieli rodzice C.

 Potem na sam koniec Camillo jako najmlodszy w rodzinie mial za zadanie wlozyc do kazdej buteli listki bazyli. Wszystko bylo dokladnie wyliczone, bo tych butelek z pomidorami mialo wystarczyc do nastepnego roku. Calosc trwala 1 dzien od rana do wieczora, w miedzyczasie zgodnie z tradycja jedli pieczona kukurydze prosto z kolby i ta koniecznie musiala byc kradziona z pobliskiego pola :)
I przez to opowiadanie, nabralam ochoty na to danie i dzis nie moglam zrobic nic innego. Szybki, smaczne i zdrowe chociaz zrobione z kupionego przecieru :) ale za to bazylia wychodowana na moim parapecie.
Zeby nie bylo, ze ja nie robie zadnych przetworow, to pochwale sie kolejnymi 3 sloiczkami powidel sliwkowych, ktore wczoraj dolaczyly do mojej kolekcji.
Ciekawe czy wytrzymaja do zimy, napewna dolacza do nich jeszcze inne dzemy :)


20 lipca 2012

Sniadanie krolow

Znowu sobie poparzylam paluchy, nie wiem co to jest moje stare rekawice do wyciagania blach z piekarnika nie daja rady. Poprzeklinalabym sobie cholera!!! No ile mozna- jutro kupie sobie rekawice ognioodporne takie ktorych uzywaja do spawania. A co!!
No, bo przeciez nie przestane uzywac piekarnika, za bardzo lubie piec.
Dzis padlo na pieczywo, znalazlam w sklepie mieszanke maki do wypieku tradycyjnego pieczywa z  regionu w ktorym mieszkam. Oto wynik.
I nawet gdybym miala przypalac sobie rece za kazdym razem to i tak sie nie poddam. A jaki zapach. Wlasnie robi sie marmolada sliwkowa, jutro sniadanie krolow.

17 lipca 2012

Made in Poland

Mamy tutaj takie jajkowe centrum handlowe, ma ksztalt gigantycznego jaja, wybralam sie tam dzis w przerwie obiadowej celem uzupelnienie brakow w lodowce. Jednak nie o kupowaniu salaty chcialam napisac, a o tym jak zamarzla mi krew w zylach, otoz zostalam poproszona przez Camillo o kupienie mu rysika do ipada, wchodze sobie do odpowiedniego sklepu i tam stanelam jak wryta z wrazenia zapomnialam po co przyszlam, zatkalo mnie. A co sie stalo? Co mnie tak porazilo, ze o malo na zawal nie zeszlam? Cos, czego mialam nadzieje, ze juz nigdy w zyciu nie uslysze, a juz na pewno nie w szwajcarskim sklepie rtv- disco polo :(
Ja lubie spotykac przejawy polskosci, to bardzo mile tak daleko od kraju spotkac cos z napisem "Made in Poland". Nidgy nie slyszalam polskiej muzyki w publicznym miejscu a tu dzisiaj taka niespodzianka. Ja sie pytam, nie mamy tam w Polsce lepszej muzyki, wszystko bylo by lepsze tylko nie to. Z wrazenia nie kupilam nic, wyszlam jak najszybciej sie dalo nie tylko z tego sklepu ale z calego budynku. Brrr!!!
Pochwale sie za to czyms co wygrzebalam w sklepie "Wszystko za 2 franki" gdzie kroluje produkcja chinska. Nie wiem jak to sie nazywa i do czego moze sluzyc, u mnie w domu sluzy do podlewania bazylii a kupione zostalo glownie dlatego ze ma ten napis no i jest czerwone :)


Mam cos jeszcze do pokazania, juz nie "Made in Poland" a calkowicie handmade czyli moja tworczosc decoupazowa. Pierwszy raz zrobilam komplet przedmiotow w jednym stylu: podkladki pod kubek, podkladka pod dzbanek np. z herbata, serwetnik i pudelko do schowania malych podkladek.


W ramach totalnego relaksu zdecoupagowalam tez puszke metalowa, ma teraz na sobie sliczna, letnia lake i moim zdaniem bardzo mocne pozytywne wibracje:)

13 lipca 2012

Spacerowa torebka

Wiecie, ze dzis jest piatek 13, ja sie dowiedzialam dopiero wieczorem i co z tego, nie jestem przesadna jak mam miec pecha to go mam bez wzgledu na date.
  Dzis byla mi pilnie potrzebna nowa torebka, taka nieduza zakladana przez ramie, jak wychodze z Brickiem na spacer musze miec gdzie wlozyc klucze, telefon, woreczki na nr.2. Do niedawna wystarczaly mi kieszenie, w zwiazku z tym, ze kupilam nowy telefon wielkosci sredniego kalkulatora co to w kieszeni ledwo sie miesci musialam pomyslec o jakims rozwiazaniu. Rano zrobilam szybka rundke po sklepach ale jakos nie moglam zmusic sie do kupienia kolejnej torebki, stwierdzilam, ze mam w domu wszyskie materialy potrzebne uszycia takowej. Juz w drodze powrotnej mialam pomysl w glowie jak tylko wrocilam to odrazu sie za to zabralam. W 3 godziny mialam to co chcialam. Oczywiscie moj domowy krytyk stwiedzil, ze mu  sie podoba i ze powinnam ja sprzedac. No zesz!! Co on sobie mysli bede sprzedawac cos co mi jest potrzebne wrecz niezbedne:) I co to wogule znaczy ze mam dziesiatki innych w szafie. Sprzedam nastepna...

Do tej wykorzystalam pasek z mojej ulubionej torebki, ktora po prostu sie zniszczyla, przed wyrzuceniem jej zachowalam pasek i inne metalowe czesci, ktore wykorzystalam dzisiaj. Uszyta jest z szarego plotna, kawalka kolorowej bawelny, usztywniona flizelina w rogu przyszylam moje nowe zawieszki pieska i miche z koscia i gotowe :).

12 lipca 2012

Grad


Takiego gradobicia jak wczoraj wieczorem to ja jeszcze nigdy nie widzialam. Pies tak sie bal, ze chcial wlezc pod kanape, sasiadka akurat byla sama w domu i przyszla do nas, bo tez sie bala, a my z Camillo robilismy zdjecia :) Do pokazania proporcji wykorzystalam paczke papierosow C. akurat to byla pierwsza rzecz pod reka, potem sie okazalo ze byla pelna i troszke mu sie papieroski zamokly ;)

11 lipca 2012

Moje skarby

Kobiety tak maja czasami musza sobie jakos poprawic humor i w moim przypadku nie dziala czekolada za to dzialaja zakupy. W pierwsza niedziele lipca grzebalam w internecie i postanowilam, ze cos kupie juz dawno sie przymierzalam by powiekszyc moja kolekcje roznego rodzaju zawieszek, ktore normalnie sluza do wyrobu bizuterii, ja jej nie nosze wiec te ozdoby wykorzystam w alternatywny sposob. Wybralam polski sklep internetowy Beads, ktory mial bardzo atrakcyjne ceny w porownaniu z wloskimi cenami tak mniej wiecej o 80% mniejsze :) Zrobilam wiec maly zapas. Dzis odebralam paczke z poczty no i :) nawet 2. Bardzo mi sie wszystko podoba.

najbardziej mi sie podobalo to ze zwrucono mi pieniadze za to czego brakowalo czyli nozyczki
Juz dawno nie dostalam reszty w zlotowkach i troche mnie to rozbawilo, bo co ja z tym skarbem zrobie :)
Z drugiej strony to dowodzi teg jak uczciwy jest ten sklep.
W ramach gratisu dostalam to.
Cale te zakupy powiekszyly moja kolekcje.


9 lipca 2012

Mam dzem

pomaranczowy, sama zrobilam pierwszy raz ale na pewno nie ostatni. To wprawdzie nie jest sezon na te owoce ale mi sie tak zdarzylo miec w lodowce kilka pomaranczy, ktorych nikt nie chcial jesc. Obralam pokroilam i wrzucilam do maszyny do chleba( bo ma funkcje do dzemow) dodalam troche cukru brazowego i soku z cytryny po 2 godzinach mialam fajny dzem-galaretka. Po prostu pycha :)

Dzis kupie inne owoce i bede eksperymentowac z nowymi smakami.

7 lipca 2012

O tym jak zakupy robilam

Mam mala przerwe w haftowaniu spowodowana mala kontuzja, otoz sparzylam sie w kciuk prawej reki tak skutecznie, ze przez ostatni tydzien nie bylam w stanie wziac igly do reki. Ciekawe czy wyciagne z tego nauke, to nie pierwszy raz, ciagle zapominam o uzywaniu rekawic do wyjmowania goracych potraw z piekarnika, bo naczynie moze i jest zaroodporne ale moje paluchy juz nie. No nic, widze ze skora na palcu wrocila na swoje miejsce. Da sie szyc i wyszywac.
Ostatnio poczynilam male zakupy craftowe przy okazji zwiedzania miasta-stolicy regionu w ktorym mieszkam. Znalazlam tam wielki dom handlowy ma cale jedno pietro ze wszystkim co moze sie przydac takim zakreconym "artyskom" jak ja. Akurat trafilam na pierwsze dni wyprzedazy i wybralam sobie pare drobiazgow.
Teraz pochwale sie co znalazlam w zakupowym wozku kiedy to razem z moim C. robilismy cotygodniowe zakupy w celu zapelnienia lodowki.
Nie widac dobrze ale jest to wiadro pelne przegrodek a w nich igly, nici, naparstki, nozyczki jednym slowem przybornik krawiecki. Znalazl sie on tam za sprawa Camillo, wlozyl go tam kiedy ja wybieralam cos innego. Mimo ze jest mi to do niczego nie potrzebne, bo wszystko juz mam to sprawil mi tym tak ogromna przyjemnosc, ze nie mialam serca zeby mu o tym powiedziec i do tego taki byl z siebie dumny.

5 lipca 2012

O tym jak pies jezdzil koleja

i nie tylko. Zaczne jednak od wydarzenia tygodnia, Brick odbyl swoja pierwsza podroz pociagiem juz wczesniej wiedzielismy, ze uwielbia podroze np. do samochodu wskakuje sam. Kilka dni temu odkrylam, ze zaden pociag tez mu nie straszny jakby nigdy nic innego nie robil przez cale zycie, tylko jezdzil pociagami.

Napewno bedziemy to czesto powtarzac, moze niedlugo sprawdzimy jak Brick radzi sobie na statku :)
Ostatnio malo tworze, bo jest po prostu za goraco, jedyne co udalo mi sie zrobic to pojemnik na kuchenne przydasie.