30 stycznia 2013

Zaleglosci

Nareszcie udalo mi sie zrealizowac kilka malych planow szyciowych, takie tam rzeczy do domu, ktore zawsze odkladalam na pozniej. Na poczatek skonczylam obrus zaczety w zeszlym tygodniu, klelam przy tym na czym swiat stoi, bo zamiast wyciac odpowiedni prostokat podlozyc brzegi obszyc, zawsze sobie musze utrudnic zycie tym moim wymyslaniem. Chyba nie bylabym soba gdybym nie modzila. Obrus jest przeznaczony tylko do ozdoby na nim sie nie bedzie jadac, ma zakrywac tylko stol i nadawac koloru pokojowi.
Nastepnie zrobilam cos co na swoja kolej czekalo najdluzej, taki jakby kosz na gazety kupiony jakies 5 lat temu w chinskim sklepie za 2 euro. Pasowal do owczesnego  mieszkania w kolorze czarno-bialym, potem sie przeprowadzilismy i w nowym domu juz mi sie nie podobalo wtedy wymyslilam, ze zmienie material.
Plan zrealizowalam dzisiaj w 3 z koleji mieszkaniu po jakis 3 latach.

 
W ferworze walki zapomnialam zrobic zdjecie przed ale zrobilam juz zdjetej starej szmacie.Kiedy kupowalam podobala mi sie bardzo dzis wyladowala w smieciach.

Na sam koniec zostawilam rzecz najwazniejsza worek na brudna bielizne do lazienki Camillo, nie wiem co te chlopy maja ale zostawianie brudnych ubran w jednym miejscu, zawsze tym samym to dla nich za skomplikowane. W mojej lazience jest taki kosz plastikowy ale dla jasnie pana to za daleko wiec musi miec cos w swojej. Za mala jest na normalny kosz wiec zawiesilam tam za drzwiami na tymczasowo siatke z supermarketu, wisiala sobie tak od kwietnia i czekala az ja zastapi specialny worek uszyty na ta okazje. Dzisiaj sie doczeklala. 
Teraz juz nie ma watpliwosci gdzie skladowac uzywane skarpetki i bielizne a musze powiedziec, ze nie zawsze tak bylo. Kiedys C. mial dziwne przyzwyczajenia i brudne skarpetki znajdowala w roznych miejscach na balkonie, na parapecie zewnetrznym w lazience, w sypialni. Pewnego dnia wymyslilam sposob, malo sprytny jak sie okazalo, na to by wytlumaczyc Camillo lopatologicznie gdzie maja ladowac uzywane skarpety. On niestety byl sprytniejszy odemnie, jak zobaczylam co zrobil to smialam sie dosyc dlugo.
 
Przykleilam nad koszem na brudna bielizne karteczki z napisem " Camillo to jest miesce na uzywane skarpetki" i potem zrobilm strzalke. Niestety miedzy koszem a strzalka zostalo za duzo miejsca, wykorzystal to spryciarz Camillo i przykleil swoje skarpety do sciany z karteczka "To Tutaj? Prawda?". To by bylo na tyle w sprawie uczenia chlopa porzadku. 
Dziekuje za uwage
Milego dnia zycze :)



 


Znowu torebka

W sobote przy okazji wizyty w Ikei kupilam tez kawalek materialu z ktorego odrazu wiedzialam co zrobie- torebke. Taka wygodna, duza na sezon wiosna/lato 2013. Po raz pierwszy chyba moj projekt nie czekal na realizacje, zaczelam juz w niedziele od naniesienia  motywu uzylam do tego szablony i farby, ktora kupilam kilka dni temu razem z calym zestawem.
Na zdjeciu tego nie widac ale torebka ma dosyc sluszne wymiary. Farba uzyta do malowania jest specjalna farba do tkanin i mozna ja prac, material to bawelna. do srodka dalam podszewke ta sama, ktora uzylam do plaszcza w zeszlym roku. Zostal mi kawalek i uznalam ze to bedzie swietne rozwiazanie, bo pod szewka jest pikowana.
W srodku ma tylko jedna kieszen, poniewaz ja wiecej nie potrzebuje.

Zamek i wszystkie czesci skorzane zostaly odzyskane ze starej torebki, no i mam moja nowa ulubiona torbe :)

28 stycznia 2013

Cholerna Ikea

To mial byc leniwy weekend z serii siedzimy w domu i nic nie robimy albo robimy tylko to na co mamy ochote. Taki byl plan, ktory nam kompletnie nie wyszedl, w sobote okazalo sie ze trzeba  jechac na poczte, przy okazji zrobic male zakupy. Potem po obiedzie kiedy juz lezelismy rozwaleni na kanapie gotowi realizowac plan, nie wiem co mi strzelilo do glowy wypalilam "jedziemy do Ikei" no i w ciagu pol godziny bylismy juz na miejscu. Jeszcze szybciej tego pozalowalismy, czy naprawde ten sklep przypomina park rozrywki pelno tam rodzicow z dziecmi, ktorzy przyszli tam tylko, dlatego ze nie wiedza co robic w sobote po poludniu wcale nie robili zadnych zakupow. Robia tylko tlum a inni, ktorzy chca kupic tanie lustro i komode musza sie przedzierac przez ten rozbawiony tlum krasnali. Czy tym rodzicom naprawde brak fantazji, jedyne na co ich stac to wycieczka do Ikei. Nawet nie mozna tego wytlumaczyc brzydka pogoda, bo ta akurat dopisuje.
 W zimie zamykaja to centrum o 17 wiec wyszlismy ze wszystkimi, stalismy korku dokladnie godzine, przez ktora Camillo tylko przeklinal. No i caly misterny plan...
Gdyby nie to, ze meble w Ikei naprawde malo kosztuja i latwo je przywiezc do domu nawet w Twingo, to wcale bym tam nie chciala jezdzic.
A teraz przyjemna czesc opowiesci, w planie mielismy kupic lustro, komode i chlebak. I tak sie stalo

Lustro jeszcze nie rozpakowane, bo akurat jak sie za to zabieralismy, to zadzwonil domofon zawieszanie go zostalo odlozone do poniedzialku. Chlebak oczywiscie zostanie pomalowany a komode sama osobiscie skrecilam, bo Camillo chcial ja spalic ze zlosci.
Przy okazji pochwale sie obrazkiem, ktory zrobilam juz jakis czas temu a zawisl na scianie dopiero w ostatnim tygodniu.

 

A tak wyglada Brick kiedy czeka az ja przestane blogowac, lezy sobie pod moim krzeslem  i wzdycha, bo przeciez sam spac nie pojdzie.
Milego poniedzialku o ile to mozliwe :)

27 stycznia 2013

Wiosna w kuchni, wiosna wszedzie

Wszedzie dookola zima pada snieg, wielkie mrozy to znaczy tak slyszalam, bo u nas jest cos jakby wiosna.
 Cieplo i slonecznie, nabralam  ochoty na wiosenne porzadki ale jeszcze sie wstrzymam, za to jak zobaczylam w czasie zakupow zestaw ziol w doniczkach to nie moglam sie powstrzyma i tak w kuchni zalozylam plantacje :)
Potem dokupilam tylko doniczki gliniane i rosna sobie: szalwia, rozmaryn, 2 rodzaje tymianku, mieta i oregano brakuje mi jeszcze tylko bazyli, ktora dokupie przy najblizszej okazji.
Ostatnio mam faze chinskiej kuchni, kiedys co tydzien chodzilimy na kolacje do restauracji chinskiej. Teraz zeby znalezc taka restauracje musielibysmy jechac za granice. Zaczelam wiec gotowac znane nam potrawy w domu. W piatek na kolacje byl kurczak z migdalami. Na zdjeciu sa potrzebne skladniki.
Migdaly powinny byc bez skorki, latwo je obrac po namoczeniu w goracej wodzie. Potem trzeba je tostowac na rozgrzanej patelni lub w piekarniku. Nastepnie odkladamy je na bok, beda potrzebne na samym koncu. Pokrojona cebule( jak kto lubi mniejsze lub wieksza kostka) zeszklic na odrobinie oleju z dodatkiem 1 lyzki startego na drobnej tarce imbiru(wczesniej go trzeba obrac), dodajemy piers z kurczaka pokrojona tez w kostke, obtoczona w mace. Smazymy tak ze 20 minut na niewielkim ogniu pod koniec mozna dodac pedy bambusa ale nie sa obowiazkowe. Pod koniec dolewamy 4 lyzki sosu sojowego i troche wody, tak by wytworzyl sie sos. Najwazniejsze to nie solic tego przed dodaniem sosu sojowego, bo ten juz jest slony. Jak ktos lubi moze dodac wiecej sosu sojowego i wtedy mozna wcale nie solic, jak nie to dosolic do smaku.na koniec mieszamy z wczesniej przygotowanymi migdalami. Podajemy z ugotowanym na sypko ryzem basmati.
Na koniec ciekawostka.
Nie, to nie sa pisanki takie kolorowe jajka sprzedaja tu caly rok, na poczatku nie zdziwilo mnie to, bo sprowadzilismy sie do Szwajcarii w okresie Wielkianocy myslalam ze to z tej okazji mozna je znalezc w sklepach. Potem odkrylam ze te jaka sa caly rok w sprzedazy, na dodatek sa juz ugotowane na twrdo a farba na nich to sposob na zabezpieczenie ich swiezosci. Ja tam nie wiem ale nigdy wczesnie spotkalam sie ze sprzedawaniem jajek juz ugotowanych.

.

24 stycznia 2013

Lalka do zadan specjalnych

Kilka lat temu uszylam lalke do przechowywania reklamowek, siatek tych, ktore daja zawsze w sklepach. Znalazlam wykoj i chcialam sprobowac, mialam wtedy taka glupia zasade ze najpierw szylam na probe z byle jakich materialow. Tak powstala wlasnie ta lala.
 
Technicznie wyszla dobrze ale materialy do niej uzyte nie podobaly mi sie od poczatku. Dzis postanowilam zmienic pannie ubranie.
Przeprosilam sie z maszyna do szycia i tak powstala moja nowa pomoc kuchenna.  Szwajcaria nie jest w UE i nie obowiazuje w tym kraju zakaz produkowania i rozprowadzania plastikowych reklamowek, wiec dostajemy je na kazdym kroku. Ja je wszystkie zbieram a potem wykorzystuje jako worki na smieci. Pod ta sliczna patchworkowa sukienka znajduje sie worek na siatki. 
Do szycia zabralam sie juz wczoraj, skonczylam torebke, ktora zaczelam juz kilka miesiecy temu. Uszyta jest z materialu, ktory dostalam od tesciowej i mam takie mieszane uczucia co do niej, bo moze trzeba bylo material przed uzyciem dac do egzorcysty :)

23 stycznia 2013

Prezenty, zakupy

Ostatno krzyzykowanie znowu wciagnelo mnie na dobre co wieczor sobie cos dlubie, 2 dni temu zrobilam taki maly przerywnik. Plan mialam juz od dawna, chcialam to wyhaftowac na gwiazdke dla C. ale nie wyrobilam sie albo raczej zapomnialam, bo zrobienie tego malenstwa zajelo mi jeden wieczor.
Znalazlam ten haft w ksiazce z wzorami japonskimi po polsku znaczy swit czyli alba po wlosku, tak nazywa sie firma Camillo. Prezent powstal z okazji zakupu nowego samochodu, to na szczescie zeby juz nie musial go tak czesto zmieniac jak w 2012. Mi osobiscie sie nie podoba ale to nie mnie mial sie podobac. Latwo sie go xxx, uzylam 3 nitki kanwa ma kolor szary, czego na tym zdjeciu dobrze nie widac:(
Chcialam sie jeszcze pochwalic moimi ostatnim zdobczyczami, w sezonie wyprzedazy mozna trafic na wiele okazji nawet w asortymencie przydasiowym. Dzis np. w drodze do pracy wstapilam do sklepu typu castorama, udalo mi sie kupic fajny zestaw do malowania na tkaninie a konkretnie filcu. Przed sietami go ogladalam ale cena prawie 40 frankow wcale mnie nie zachecila teraz zaplacilam za niego tylko 5.


 
Za taka cene moge sprobowac malowania na filcu w zestawie sa 2 podkladki po talerze i 6 podkladek po szklanke/kubek, 2 farby, szablon, brokat. Do tego z kosza "wszystko za 1 frank" wygrzebalam lakiey i kleje do decoupagu to tez super cena, bo normalnie jedna buteleczka kosztuje ok 7.
W ostatnim czasie kupilam tez takie ustrojstwo do wloczki w ramach eksperymentow z nowa technika.
A w niedziele kiedy Camillo sobie wybieral obrazy do zawieszenia w firmie ja sobie wynalazlam ramke na zdjecie w ktorej mozna tez trzymac kolczyki.
no i oczywiscie nie moglam sobie odmowic kilku par kolczykow tez oczywiscie z wyprzedazy. Wlasciwie to ja nie kupuje niczego w normalnych cenach, no moze tylko jedzenie. Po co mam wydawac pieniadze skoro wiem ze wczesniej czy pozniej na wszystkim pojawi sie naklejka -50%, -70%.


Niektore z nich zostaly kupione na czesci a w tych ostanich zmienie kolor nitki na niebieski, wlasciwie to moge go zmieniac tak czesto jak bede miala ochote :)



19 stycznia 2013

Kapusniak i wspomnienia

Juz dawno nie pisalam o gotowaniu, nie podawalam zadnych przepisow dzis mnie naszlo na post o gotowaniu, dlatego ze jest okazja do swietowania. Wczoraj ugotowalam zupe, ja ktora za zupami nie przepadam uwazylam kapusniak jak sie patrzy. Dostalam polska kapuste kiszona a wlasciwie zostala mi on przywieziona na moja prosbe, no i ten kapusniak chodzil za mna juz ze 2 miesiace.
W czasie gotowania tej zupy przypomniala mi sie historia zwiazana z garnkiem w ktorym ja gotowalam. To szybkowar, ktory dostalam na urodziny od Camillo. Bylo to w czasach kiedy dopiero co zamieszkalismy razem. Ja nie mialam nic, on mial nic, razem mielismy niewiele. Kilka mebli zabranych z domu jego rodzicow, kilka szafek znalezionych w piwnicy domu, w ktorym zamieszkalismy.


 Bylo to mieszkanie nowe nigdy nie zamieszkane. Na kuchnie czekalismy ok 3 miesiace, talerze mylam w lazience itd. jednym slowem- dluga historia a ja dzisiaj tylko o garku chcialam. Zblizaly sie moje urodziny a ja zabronilam Camillo wydawac pieniadze dla mnie na prezent a prezent w postaci garkow czy rzeczy do kuchni/ domu uwazam za glupie, bo co to za prezent z ktory nie jest tylko dla mnie a dla wszyskich. W kazdym badz razie Camillo mogl mi zrobic prezent tylko pod warunkiem, ze nie wyda na niego pieniedzy. I tak sie stalo, w dniu urodzin pojawil sie w domu z tym oto garnkiem, ktory dostal od swojego uwczesnego szefa( podwojny prezent slubny), wyjasnil ze garnek to nie prezent a tylko opakowanie na prezen wlasciwy. W srodku znalazlam plik, swego rodzaju kuponow, przygotowanych przez niego kazdy byl na co innego, mialam prawo je wykorzystac w dowolnej chwili a on bez szmerania spelnial to co bylo tam napisane. A bylo ich chyba 5: jeden na zrobienie i powieszenie prania, jeden na umycie naczyn, jeden na wieczor w kinie, jeden na weekend na jeziorem, jednen na zlosc ktora mija(to na wypadek gdybysmy sie poklucili i on bylby wkurzony). Okazalo sie, ze da sie zrobic prezent bez wydawania pieniedzy, ten prezent jak narazie jest pierwszy na liscie najfajniejszych prezentow.  A garnek jest z nami do dzis :)
Na zdjeciu jest w mojej lodowce za okiennej, gdzie kapusniak czeka na odgrzanie, bo dzis powinien byc jeszcze lepszy niz wczoraj.
Nie wiem jak wy ale taki garnek uzywam bardzo czesto do gotowania warzyw, nawet robie pieczen ze schabu. Akurat kapusniak gotowalam bez pokrywki w tradycyjny sposob.
A ta smutna kuchnia ze zdjecia wygladala tak po 4 latach mieszkania w niej. To jak narazie jedyna kuchnia, ktora urzadzilam osobiscie, ozdobilam lodowke, zrobilam ozdobe na sciane. 
 
No to sobie powspominalam. :)
Dziekuje za uwage i zycze milego weekendu
P.S
Zeby nie bylo, ze moj chlop tak sie mnie slepo slucha, to w te wspomniane urodziny dostalam od niego tez i kupny prezent w postaci perfum."bo jemu nikt nie bedzie mowil co i kiedy ma mi dawac w prezencie" O!!

18 stycznia 2013

Gazety

Jak to dobrze sie sklada, ze obiecalam pokazac zawartosc gazet, ktore wczoraj nabylam droga kupna. Troche sie zmachalam, bo wrocilam z supermarketu na piechote a tak swoja droga to gdyby sie dowiedziala o tym moja sasiadka to chyba padlaby z wrazaenia, ona nawet psa na spacer wiezie samochodem. Akutat dzis to znowu widzialam, ulica przy ktorej mieszkamy jest slepa ma jakies 200m, wiec co robi ta baba wsiada w samochod na parkingu pod domem wyjedza ten kawalek do parkingu na poczatku uliczki, staje sobie na srodku otwiera drzw, jej piesek wyskakuje robi pare okrazen, siusia i takie tam. Sama sasiadka siedzi w tym czasie w aucie i gada przez telefon albo slucha muzyki, normalnie mam ochote baba potelepac, bo takie cos to psu nie wystarcza nawet malemu. Na kursie dla psow dowiedzielismy sie, ze mozna na nia doniesc i wlepia jej kare za zle traktowanie, bo w Szwajcarii psy maja prawa i ta mala Meggy ma prawo do normalnego spaceru, moze gdyby sie w ciagu dnia zmeczyla to nie miala by sily szczekac nocami.
No ale nie o tym chcialam, gazety mialam pokazywac. Pierwsza z kuchniowymi motywami





I druga ProFilo