30 kwietnia 2013

Jak dobrze wstac skoro swit

i rozpoczac dzien podkladaniem spodni, bo akurat te Camillo musial dzis zalozyc... No dobra, potym jak podlozylam spodnie zanim jeszcze wypilam kawe, usiadlam znowu przy maszynie i szylam caly dzien z mala przerwa na zakupy, bo jutro swieto=wszystko zamkniete.
Po tych spodniach przyszla pora na male takie tyci, tyci przydasie do szycia z resztek materialu, ktory szkoda mi bylo schowac do pudelka ze scinkami,  mogly by juz nie ujzec swiatla dziennego.
Zrealizowalam tez zamowienie mojej kolezanki Clary, w marcu bylysmy razem na targach w Mediolanie gdzie ona wypatrzyla sobie material z Vespa. Kupilysmy wszystko co potrzebne do uszycia torby, potem Clara dostarczyla mi kawalek czarnego jeansu.
  Rano bylo to tylko kawalkami tkanin, po poludni stalo sie torebka :) To jest wlasnie powod dla ktorego lubie szyc.




 
Jak widac na zalaczonym obrazku, torebka ma regulowany pasek na ramie, jedna kieszonke w srodku, cos jakby smycz na klucze no i jest zamykana na zamek. Czy wam ta torebka tez kojazy sie z filmem "Rzymskie wakacje"? Ja w czasie szycia mialam ciagle przed oczami Audrey Hepburn i Gregory Pecka jak sobie jezdza po Rzymie Vespa.
Mam do was mala prosbe, trzymajcie kciuki za moja roslinke, ktora kupilam dzis rano, niestety nie mam talentu do hodowania roslin, potrafie usmiercic nawet kaktusy, mimo to co roku probuje cos sadzic, siac. Jak do tej pory wszystko konczy sie tak samo, po jakims czasie zapominam podlewac i tak pod koniec czerwca, moj "ogrodek" jest juz przeszloscia. W tym roku chce zobaczyc kwitnaca lawende tu w domu nie ma zadnego wsparcia,bo Camillo mnie wysmial jak zobaczyl co przynioslam do domu powiedzial, ze tym razem kupilam roslinke juz zdecha, licze na was :). Mam tez inne roslinki ale najbardziej zalezy mi na lawendzie. Niech zakwitnie!!!
Bede informowac o postepach o ile sie przyjmie w nowej doniczce....
 



29 kwietnia 2013

Zakupy w gumowcach

U nas znowu deszcz, mam wrazenie ze pada od zawsze, mi wlasciwie to nie przeszkadza tylko biedny pies lezy obrazony na mnie, bo wyjsc musi a tam tyle wody do ogrodu nie chce, widzi ze pada trzeba na smyczy wysc na spacer  dla niego nie mam plaszcza przeciw deszczowego i gumowcow no i jak wychodzimy to patrzy na mnie jakbym go bila i co 2 kroki probuje zawracac do domu.
W piatek zupelnie nieoczekiwanie wypadla mi wyprawa do Como czyli do Wloch, jak juz zalatwilam co mialam zalatwic, napilam sie dobrej kawy i odpoczelam chwilke w barze ruszylam na zakupy no i oczywiscie odwiedzilam wszystkie mi zanane pasmanterie. Potrzebowalam kilku rzeczy a reszte kupilam, bo mi sie spodobala. Ostatnio szylam pokrowiec na Ipad, ktory mozna zobaczyc tutaj nameczylam sie przy nim troche, bo mail duzo dziwnych otworkow do powycinania a ja akurat nie mialam odpowiednich nozyczek. Pierwsza rzecza jaka zrobilam bylo kupienia malych nozyczek z ostrym czubkiem, znalazlam takie w komplecie z nicmi, ktorych nigdy nie jest za duzo.
Potem poszlam do pasmanterii gdzie kupilam 4 calowy tamborek drewniany i przy okazji znalazlam interesujaca aide Zweigart i wzielam kawalek. Szkoda tylko, ze zamiast patrzec panu sprzedawcy na rece rozgladalam sie po sklepie, bo moje zakupy zostaly zapakowany w taki sposob...

W sklepie oprocz mnie byla jeszcze jedna klijentka i druga sprzedawczyni corka pana, ktory mnie obslugiwal, wszystkie 3 jeknelysmy na ten widok z bolu. Niestety nic nie powiedzialam, bo pan ma chyba z 80 lat i wyciecie tego kawalka i wcisniecie go tej torebeczki zajelo mu z 10 minut a na koniec byl taki z siebie dumny. Zplacilam wyszlam ze sklepu i przepakowalam to do wiekszej i plastkikowej torby, bo padal deszcz. 
Potem juz tylko dokuplilam kilka mulin,gumke, laty do reanimowania ulubionych dzinsow Camillo i guziki.

 
Takich guzikow nie widzialam od kilku dobrych lat, w moim rodzinnym domu(pewnie nie tylko w moim) uzywne byly  do poscieli. Jako dziecko mialam za zadanie wyjac je ze wszystkich poszew przed praniem i zalozyc w czystych, jak ja tego nie lubilam..
W zeszlym tygniu wyszylam tez malutka stokrotke z zestawu Permin of copenhagen zmienilam tylko tkanine z aidy na naturalny len Dmc. Narazie nie mam pomyslu jak ja wykorzystac ale juz ja cos wymysle. 

P.S. wyglada na to ze gazety beda losowane, bo znalazlo sie wiecej chetnych

25 kwietnia 2013

Oddam w dobre rece

Od dawna mam manie kupowania i czytania gazet, czasopism, tygodnikow, ksiazek wlasciwie wszystkiego. Dzis chcialam napisac o prasie, zaczelo sie nie pamietam kiedy od "Misia" potem byl "Swierszczyk"( i bez podtekstow, bo to byla prawdziwa gazetka dla dzieci)nastepnie "Filipinka", "Bravo". Zawsze mialam jakis ulubiony tytul, ktory namietnie kupowalam i kolekcjonowalam ale to u nas rodzinne, bo tak robi mama, tak robi babcia, ktora prenumeruje "Przyjaciolke" od ponad 50 lat. Ja teraz na moje nieszczescie znam wiecej niz jeden jezyk wiec wybor mam duzo wiekszy niz w dziecinstwie, no i wszystko co mnie interesuje mam na wyciagniecie reki a interesuje mnie duzo. W ostatnich latach moje kolekcjonowanie gazet "ogranicza sie"(jesli tak mozna powiedziec) do tych craftowych tj. o szyciu, wyszywaniu, decoupagu itd. Mam moj jeden ulubiony tygodnik dla kobiet, ktory tez co tydzien jest na mojej liscie zakupow. Juz rok temu w czasie przeprowadzki zorientowalam sie, ze to moje zbieractwo, mimo ze zawsze uporzadkowane, jest bardzo uciazliwe i zajmuje duzo miejsca. Wtedy w smieciach wyladowala polowa mojego zbioru.

Na zdjeciach, jest to co sie ostalo plus to co dokupilam w ciagu ostatnich 12 miesiecy, a i zapomnialabym o niemalej kupce w piwnicy . Postanowilam ze trzeba cos z tym zrobic, nasze mieszkanie jest duze ale nie jest z gumy. Pewnie ktos by powiedzial, ze wystarczy przestac kupowac i problem z glowy. Ja nie mam zamiaru tego robic, dostalam w "spadku" od Camillo tablet z nadgryzinym jablkiem i od miesiaca wszystkie gazetki kupuje tam.
Moja mania weszla w XXI wiek, takie rozwiazanie ma wiele zalet m.in. oszczedzam miesce w domu i pieniadze, moze dzieki temu oszczedze tez jakies drzewo albo 2.
Juz nie mowiac o wygodzie przy haftowaniu z wzoru, ktory mozna sobie dowolnie powiekszac.
Przy okazji porzadkow znalazlam dwa podwojne tytuly i jesli jest ktos chetny to z przyjemnoscia mu je wysle, bo mi szkoda wyrzucic.
.
Dorzuce tez troche roznych przydasi wiec jesli ktos jest chetny, prosze to zglaszac w komentarzach, jesli sie zglosi wiecej niz jedna osoba za tydzien zrobie losowanie.



23 kwietnia 2013

Z zycia psa

Jak zaczelo padac w piatek o 16 to skonczylo dzis rano, wiec caly weekend w deszczu ale to nic jedynie Brick byl smutny, bo wlasnie w piatek wynalaz sobie nowe miejsce do uprawiania swojego ulubionego hobby-spania.

Dzis rano jak tylko wyszlo slonce Brick ulozyl sie pod drzwiami do ogrodu i czekal cierpliwie na wypuszczenie. Niestety biedny pies nie wiedzial, ze wszystko jest jeszcze mokre i nici ze spania pod krzakami :)
W niedziele trawsko w ogrodzie tak juz nam uroslo od tego deszczu, Camillo stwierdzil, ze strasznie mu to przeszkadza i nie moze na ten zarosniety trawnik patrzec. Wymyslil, ze musi cos z tym zrobic, no i zrobil-zaslonil firanki...To sie nazywa kreatywne rozwiazywanie problemow:)
Niestety ja trawy kosic nie moge, dzungla bedzie sobie tak rosla jeszcze do soboty.



17 kwietnia 2013

Zakupy i niespodzianki

Ci co tu zagladaja pamietaja pewnie post w ktorym pisalam o szwajcarskiej zyczliwosci. Dzis znowu jej doswiadczylam, dostalam od pewnej pani, ktora nawet mnie nie zna cale pudlo serwetek do decoupagu jest ich wiecej niz ja zdazylam zgromadzic w ciagu tych wszystkich lat mojego decoupagu.

Oczywiscie serwetki byly podzielone na kategorie swiateczne, ze zwierzetami, slonecznikami,rozami, lawenda, misiami itd. to sie nazywa szwajcarska precyzja. Juz sie nie moge doczekac zeby je uzyc.
Wybralam sie tez na zakupy do pasmanterii, ktora chyba odwiedzilam dzis ostatni raz, bo ceny tam maja chyba z ksiezyca. Kupilam tylko 2 rzeczy, bo nie mieli wszystkiego czego potrzebowalam. Glownie chodzilo mi o len i wzielam  na probe jeden motek muliny jedwabnej. Zobaczymy czy to takie cudo jak mowia :)
Juz w drodze powrotnej znalazlam druga pasmanterie troche gorzej zaopatrzona, badziej zorientowana w kierunku cerowania skarpet, przyszywania brakujacych guzikow. Na wystawie wypatrzylam opakowanie muliny Madeira- 20 kolorow i weszlam kupic tez na probe, bo nigdy tej marki nie uzywalam, przekonala mnie cena.


16 kwietnia 2013

Tu juz lato

Pogoda u nas juz bardzo letnia, nawet wiosenne ubrania, ktore zajely miejsce zimowych kurtek i swetrow okazuja sie juz nie potrzebne. W sobote bylam na spacerze na nowym szlaku, ktorych jest tutaj w okolicy bardzo duzo.






Wysoko w gorach jest jeszcze snieg albo raczej byl w sobote :) W niedziele natomiast zostalam obudzona wczesnym rankiem, by jechac na sniadanie w jakies ladne miejsce.


niestety nasza wycieczka nie trwala tak dlugo jak bysmy chcieli, bo Camillo zapomnial, ze umowil sie na zmiane opon w samochodzie, musielismy wiec wrocic wczesnie do domu. Nastepnym razem juz nic nas nie powstrzyma.
A tak wyglada Brick w czasie jazdy, kiedy znudzi mu sie wygladanie przez okna.
W czasie kiedy Camillo zaja sie niedzielnym obiadem ja haftowalam sobie zegar do pracowni, byl w planie juz od jakiegos czasu.




11 kwietnia 2013

Robie co moge

W poprzednim poscie zamiescilam zdjecie jednej stokrotki dla przywolania wiosny szczegolnie tam gdzie jej jeszcze nie ma. Dzis pojde tym tropem i wstawie wiecej wiosennych zdjec, wszystkie autorstwa Camillo.
Pierwsze najbardziej wiosenne ptaszek z galazkami w dziobie, ktory bedzie wil gniazdko albo juz je wije.
A teraz calkiem wiosenne zdjecia kwiatkow. Pierwsze jakby w 3D.


Moze od tego bedzie wiecej wiosny. U nas podobno od soboty ma byc juz lato...




10 kwietnia 2013

Byle jaki post o byle czym a ile radosci

Po kilku ciemnych dniach, zachmurzonych i padajacym deszczu dzis wyszlo slonce. Nareszcie, bo chociaz ja za latem nie przepadam ale lubie jak jest jasno. Rano wyszlam do ogrodu i te kwiatki, ktore sobie tak dziko rosna, pachnialy po prostu bylo czuc ich zapach.  Postanowilam, ze od dzis bedzie wiosna albo nawet lato. A co! Postanowilam, ze minie mi zly humor i najwyzsza pora wyjsc z tego deszczowego marazmu.
I co zrobilam kupilam truskawki : niniejszym sezon truskawkowy uwazam za otwarty. Oczywiscie jadlam je juz przed Wielkanoca ale tamte tylko wygladaly ja truskawki te dzisiejsze maja tez smak truskawek :)
.
Do kompletu znalazlam w supermarkecie moj ulubiony grecki jogurt z miodem, zaden inny nie smakuje mi tylko ten a prawie nigdy nie moge go dostac.
Juz bylam szczesliwa i calkowicie zapomnialam o chwilowej depresji, az przy kasie spotkala mnie mila niespodzianka dostalam gratisowa butelke brzoskwiniowej herbaty w ramach promocji. Nie zostalam jakos szczegulnie wyrozniona wszyscy klijenci dostawali ale tylko mnie to tak ucieszylo.
Mozna sie cieszyc z byle czego? Mozna, mi tam wiele do szczescia nie trzeba. 
Z tej radosci pochwale sie jeszcze moimi ostatnimi kolczykami, wszystkie kolorowe elementy zostaly zrobione z fimo.



A dla tych wszystkich, ktorzy wiosne maja tylko we wspomieniach z tamtego roku- stokrotka.
Wiem, wiem jedna stokrotka wiosny nie czyni ale od czegos trzeba zaczac. Za duzo sie naczytalam na roznych blogach o tesknocie za wiosna tam w Polsce, zatem wysylam tam troche mojej.