30 lipca 2013

Przy okazji turystycznie

Upal na chwile dal nam odetchnac, wczoraj byla piekna burza i prawie caly dzien padal deszcz, dzieki temu pogoda i dzisiaj jest znosna na szczescie, bo mialam pare spraw do zalatwienia w Como. Jak juz pozalatwialam, co mialam pozalatwiac wybralam sie na spacer. Tym razem w malo przeze mnie uczeszczana czesc miasta, wlasciwie bylam tam tylko kilka razy. Pierwszy raz prawie 13 lat temu, bo Como to bylo pierwsze Wloskie miasto jakie widzialam. Tam zjadlam moja pierwsza pizze, wypilam pierwsza kawe.
Dzis postanowilam po raz skorzystac z kolejki jaka sie tam znajduje i wjechalam do miejscowosc, ktora sie znajduje nad Como-Brunate. Zawsze myslalm, ze mam lek wysokosci i jezdzenie takimi kolejkami to nie dla mnie. Okazuje sie, ze sie mylilam wiec musze teraz wszystko nadrobic. Kolejke ta widac na zdjeciu w tym poscie.
Kursuje co pol godziny i dokladnie tyle bylam na gorze ale jeszcze tam wroce kiedy bede miala wiecej czasu i odpowiednie buty :)

 Na tym zdjeciu jest maly czerwony punkcik po prawej stronie. To juz Szwajcarja a punkcik to mniej wiecej gdzie znajduje sie moj dom.




 Widok jaki sie stamtad rozciaga jest niesamowity od polnocnej strony oczywiscie Alpy a od poludnia Nizina Padanska. Ze mna na gore wjezdzal starszy pan ze swoim opiekunem, ktoremu opowiadal o okolicy. Podsluchalam o tym ze podobno przy odpowiedniej pogodzie widac tez Apeniny i wiezowce w Mediolanie.
Na jednym ze zdjec widac male jeziorko jest to jezioro Mntorfano a przynajmniej tak mi sie wydaje. Jest to jedno z niewielu jezior w okolicy gdzie mozna sie kapac. Jedynie jeziora Como nie sfotografowalam z gory, bo liczylam na to ze zrobie to z wagonika kolejki. Niestety nie przewidzialam tlumu jaki tam panowal w drodze powrotnej.

Na pocieszenie zrobilam tez pare zdjec na dole.
W oddali autostrada o ktorej mowa we wsponianym wczesniej poscie.



W samym miescie nie ma mozliwosci skorzystania z jeziora. Jak ktos koniecznie chce to moze sprawdzic jaka jest woda schodzac po takich schodach.

Wejscie do kolejki bardzos sie rozni od innych budynkow, bo ma juz prawie 120 lat, zreszta jak sama kolejka.
Zblizala sie juz godzina obiadu i restauracje przygotowywaly sie do nakarmienia glodnych turystow. Sama chetnie zjadlabym obiad z takim widokiem. Na mnie jednak czekal w domu glodny pies, zjadlam obiad w jego towarzystwie :)
A teraz jakby mnie ktos szukal to jestem tutaj i mam zamiar reszte popoludnia poswiecic na nic nierobienie.

Dobra moze cale popoludnie nie dam rady ale z godzinke wytrzymam :)

26 lipca 2013

Cappuccino

Na drugie mi Anna wiec sobie i wszystkim innym Ankom skladam najlepsze zyczenia. Wszystkiego najlepszego mamo. 
Kiedy sie przeprowadzalismy z Wloch do Szwajcarii wszyscy nasi znajomi i rodzina martwili sie jak my sobie damy rade tak daleko od domu(jakiego dokladnie nie wiadomo), nowe miejsce, trzeba sie do wszystkiego przyzwyczajac itd. A moim jedynym zmartwieniem bylo to gdzie ja rano bede wyskakiwac na cappuccino i brioches, bo w okolicy gdzie mieszkam nie ma baru gdzie moglabym to robic jak kiedys. Tak wiec od ponad roku cappuccino pije sporadycznie ku mojej rozpaczy. Na szczescie mam bardzo dobry ekspres do kawy i przynajmniej tej mi nie brakuje, niestety nie ma on funkcji spieniania mleka.
Wczoraj w czasie zakupow wpadlo mi w rece takie ustrojstwo do ubijania mleka o smiesznie niskiej cenie. Postanowilam sprobowac, bo lepsze to niz nic.
W domu okazalo sie, ze to nawet nie jest na baterie  Camillo sie troche ze mnie smial, ze kupilam bubel ale wyglada solidnie nie tylko, dlatego ze jest w szwajcarska flage:) Dziala doskonale wystarczy tylko pare ruchow i juz mleko ma piane.
Od dzis bede pic domowe cappuccino tylko w wesji light, bo ja kupuje mleko chude a to barowe zawsze jest tluste a przynajmniej powinno.
Brioches moge sobie darowac, wystarczy mi kromka z dzemem. Tylko tych barowych plotek nie da sie zastapic...

24 lipca 2013

Nie ma co narzekac

Tak mi napisala w jakims mailu Asia z tego bloga , powtarzam to ciagle zeby nie zapomniec. Lato nie bedzie trwac wiecznie w koncu kiedys sie ochlodzi.
A poki co robie blyskotki i czekam na urlop w nieznanym miejscu.

 W tym roku postanowilismy, ze pakujemy sie do samochodu jedziemy sina dal. Nie mozemy sie na nic zdecydowac wiec jak zwykle zdecyduje slepy los. Mam tylko nadzieje, ze nie trafimy w takie korki jak ci, ktorych widzielismy wczoraj na wloskiej autostradzie.
Ciekawy poczatek urlopu, ci ludzie wlasnie przed chwila wjechali do slonecznej Italii na ich wymarzone wloskie wakacje:) Jak widac dolce far niente zaczyna sie juz na trasie :)
Potem znowu probowalam zlapac widok na jezioro Como z autostrady. Za kazdym razem jak tamtedy przejezdzam zaluje, ze nie mozemy sie zatrzymac zeby zrobic wiecej zdjeci. Z pedzacego auta z barieria po srodku nie wiele sie da zrobic a do tego wczoraj mialam do dyspozycji tylko aparat w telefonie.

23 lipca 2013

Dla ochlody

Lipiec=lato=piekielny upal. Po co? Dlaczego? Ja tego nie wiem, nawet pies za bardzo tego nie rozumie, bo przemieszcza sie po domu i ogrodzie jakby chcial uciec od slonca. Ja zaciskam zeby i czekam na chlodniejsze dni.
Narazie ratujemy sie napojami chodzacymi i lodami. Ja od wielu lat robie lody w domu w wersji dietetycznej ale smacznej i baaaardzo orzezwiajacej.
Potrzebne sa do nich specjalne foremki do lodow na patyku .
Po wielu nie udanych zakupach trafilam na te ich wielka zaleta jest to ze kiedy sa niepotrzebne mozna je zlozyc i zajmuja malo miejsca. Kosztuja niewiele a do tego ich koszt zwraca sie bardzo szybko.
Dzis zrobilam cytrynowe ale czesto robie z syropem mietowym lub zamiast cytryny urzywam limonke albo inny naturalny sok owocowy. Rozpuszczam cukier(ja uzywam brazowy) w odrobinie goracej wody, wyciskam sok z cytryny i uzupelniam zimna woda. Wszystko robie na oko, probuje na koniec i dodaje czego brakuje. Smak musi byc mocniejszy od normalnej lemoniady, zeby potem lody mialy zdecydowany owocowy smak nie wodny.
Laduje do zamrazarki i dzis po kolacji bedziemy sie delektowac lodowym deserem bez wyrzutow sumienia ze tuczy. Do tego tu ostatnio sa tak gorace wieczory, ze ratuja nas tylko te lody i wentylator. Takich lodow robie naprawde duzo 12 foremek na raz i znikaja w kilka dni. Moim zdaniem to najlepszy deser na lato.

21 lipca 2013

Jak narkotyk

Zaczyna mi sie podobac to chodzenie po gorach i to bardzo, mimo ze moja kondycja fizyczna jeszcze mi nie pozwala na nie wiadomo jakie wyprawy to probuje, nie poddaje sie. Wczoraj niestety nie dotarlysmy na szczyt z mojej winy ale tym razem bardzij niz kondycja fizyczna i gory pokonalo mnie slonce. Poprostu ja i slonce nie badzo sie lubimy a jak zobaczycie na zdjeciach ostatni odcinek trasy nie mial nawet kawaleczka cienia na dodatek ten odcinek musialybysmy pokonac w samo poludnie. Wygral wiec rozsadek i zawrocilysmy.
Na nasza wycieczke wybralysmy ta sama gore co ostatnim razem, bo tym razem mialysmy wejsc na szczyt. Zaczelo sie ladnie na parkingu.


Potem na nasze drodze byl jakby park gdzie mozna zrobic sobie piknik, zapalic ognisko.
I dale w gore, podziwiac widoki, oddychac swiezym powietrzem i robic zdjecia.
Nawet jesli sa to te same zdjecia co ostatnim razem to i tak sie nie moglam powstrzymac.
Jest druga opcja, prawie na sam szczyt mozna wjechac malym pociagiem. Podroz trwa 40 minut napewno sie kiedys wybiore. 

Na szczescie na poczatku bylo troche cienia, byly tez widoki w przepasc, szkoda ze nie potrafie zrobic tak zdjecia aby na nim bylo widac kat nachylenia.

Nagle cien sie konczy trzeba sie zmiezyc ze sloncem i mniej wiecej w polowie tej drogi wymieklam.





W drodze powrotnej pstrykal jedno zdjecie za drugim tak jak bym chciala to wszystko zabrac do domu. 


A do domu da sie zabrac tylko zdjecia, bo cala reszta tam zostaje. Ktos to tak wymyslil, nie wiem rozpylil w powietrzu , ze cignie mnie tam ciagle, zaczynam wpadac w jakis rodzaj uzaleznienia. 
Potem zobaczylysmy to co w pierwszej chwili wydalo sie jaskinia a jest tylko tunelem przez ktory przejezdza wczesniej widziany pociag.
Na moich zdjeciach tego nie widac ale pelno tam ludzi, cale rodziny z dziecmi, najmlodsze dziecko nie mialo jeszcze roku i siedzialo sobie u taty na plecach w specjalnym nosidelku. Byly tez dzieci starsze, niektore nawet na smyczy :) No i sa ci ktorzy lubia sobie polatac na paralotni po wlosku nazywa sie to parapendio.
Potem zatrzymalysmy sie na obiad z widokiem na doline, posilone ruszylysmy w dalsza droge.
I ja i moja kolezanka Clara bez kawy nie potrafimy zyc i jak tylko dotarlysmy do dworcowego baru poprosilysmy odrazu o nasze espresso. Napis pokazuje na jakiej wysokosci ta kawe wypilysmy.

Potem jeszcze wrocilysmy na szlak, ktory prowadzil na taras widokowy. Nie moge sie napatrzec na jezioro z gory. Przesiadzialysmy tam polgodziny gapiac sie na dol, szkoda nam bylo tych ludzi, ktorzy smazyli sie tam w sloncu na brzegu jeziora. Wedlug nas wybralysmy lepsza opcje od nich.
Tak, tak zdecydowanie gory to super sprawa, gdyby ich nie bylo nalezalo by je wymyslec :) 
Nastepnym razem moze dotre nawet do szczytu, czytalam ze gory w dobre dni widac Gran Paradiso, Monte Bianco(znane wszystkim jako Mont Blanc) albo katedre w Mediolanie. Pozyjemy zobaczymy, napewno jesienia sie tam wybiore jeszcze raz kiedy to piekielne slonce przestanie tak grzac. a tymczasem przed nami najbardziej upalny tydzien w roku, przynajmniej u nas

19 lipca 2013

Niezly model

Jutro znowu kolejna wycieczka w gory, bateria od aparatu juz sie laduje. Mam nadzieje, ze beda lepsze warunki do fotografowania.
A wczoraj byly takie warunki, ze Brick postanowil troche popozowac, kochana psina :)
To bedzie intensywna sobota ide sie troche porelaksowac przy dobrej muzyce.
Zycze milego weekendu :)