31 października 2013

O radosci

Zombie, czarownice, duchy i inne straszne potwory dzwonily do naszych drzwi caly wczorajszy wieczor. Po moich ciastkach nie zostalo nawet slad, z domu zniknely wszystkie slodzycze nawet nie przeznaczone na rozdawanie. Camillo tylko patrzyl ze smutna mina jak wynosilam na klatke kolejne porcje czekoladek, batonikow no i tych ciastek.
 Bylo duzo smiechu, krzykow i wiele radosci az szkoda, ze nastepne halloween za rok.
Teraz juz mozna zaczac myslec o swietach grudniowych a ci ktorzy zajmuja sie rekodzielem wiedza, ze jest juz dosyc pozno.
W sklepach od dawna jest juz zaopatrzenie swiateczne jesli chodzi o ozdoby. Smialo moge stwierdzic, ze w tym roku bedzie panowal kolor bialy a motywem przewodnim sa biale ptasie piora. Wiem, bo wczoraj wybralam sie na zwiady :) Nie zakupy, bo jakos nie potrafie kupic gotowych dekoracji swiatecznych.
Szukalam tylko baz do bombek choinkowych i pierwszy raz udalo mi sie kupic szklane, zwykle przezroczyste szklo.  Nawet nie wiecie jak bardzo sie cieszylam tym bardziej, ze 4 takie bombki kosztowaly mniej niz 1 plastikowa. Stalam przed regalem w sklepie i chcialm zabrac je wszystkie, na szczescie sie opanowalam i kupilam tylko 2 opakowania. Zawsze moge dokupic ;)
Wprawdzie sprzedawane byly jako gotowa dekoracja, bo wypelnione sa tymi cholernymi piorami. Mam zamiar je zamalowac, wiec piora mi nie przeszkadzaja, zreszta mozna je wyjac.
Szkoda tylko, ze nie bylo troszke wiekszych ale nie mozna miec wszystkiego, tyle lat szukalam takich a teraz jeszcze wymagam, zeby byly we wlasciwym rozmiarze.
Nie wiem dokladnie gdzie ja te nowe bombki zawiesze, bo tych co mam juz by wystarczylo na 1,5 choinki ale nie obchodzi mnie to. Lubie je robic, nic mnie tak nie relaksuje jak ozdabianie technika decoupage bombek choinkowych. Najwyzej w domu bedziemy mieli 2 drzewka, no kto nam zabroni???

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie,

Co to będzie, co to będzie?

Halloween jak co roku jest polemika w krajach gdzie ta tradycja jest nowa np. w Polsce. Swietowac nie swietowac, a bo to nie nasze swieto tylko takie amerykanskie= komercyjne, sa tacy co mowia, ze nie ladnie sie tak cieszyc przed Dniem Zadusznym, bo to czas na zadume, refleksje o naszy bliskich, ktorzy odeszli.
Ja sie z tym nie zgadzam, bo nikt mi nie bedzie mowil kiedy mam wspominac zmarlych a juz na pewno raz w roku  mi nie wystarczy. A co do komercyjnosci tego swieta to nie uwazam, zeby bylo mniej komercyjne od Swieta Zmarlych, gdzie kazdy musi udekorowac grob sterta kwiatow sztucznych lub prawdziwych, ktore w kilka dni potem wyladuja na smietniku. Oczywiscie trzeba zapalic cala sterte zniczy najlepiej, zeby bylo ich wiecej niz u sasiada, no bo jeden symbolicznie nie wystarczy. Powstaja na ta okazje nowe stoiska na targach, supermarkety tez zaopatruja sie w odpowiedni towar. Wszystko wyglada dokladnie tak samo jak w przypadku kazdego innego swieta krytykowanego z powodu komercyjnosci np. Boze Narodzenie, Walentynki czy dzisiejszy Halloween.
 Za to wystarczy raz do roku pozartowac ze smierci,  poobcowac z duchami na wesolo, poprzebierac sie w straszne stroje, udekorowac dom kosciotrupami, strasznie swiecaca dynia i nie zastanawiac sie czy to wypada i gdzie wymyslono ta tradycje.
Mi sie podoba koniec i kropka.
A jesli ktos dalej ma watpliwosci to w Polsce byl kiedys podobny zwyczaj pisal o nim pan Mickiewicz w drugiej czesci Dziadow.
Wieczorami sie swieci dynia, slodycze czekaja na dzieci sasiadow, ktore napewno po nie przyjda.
Do kompletu upieklam orzechowe ciasteczka w ksztalcie czaszki. Pewnie bedziemy sie nimi zajadac przez caly weekend.
Dodatkowo zrobilam zdjecie mojej naturalnej halloweenowej dekoracji domu, pan pajak akurat teraz zamieszkal nad moja glowa :)
Bawcie sie dobrze :)

29 października 2013

Oberzyna= wegetarianski obiad

Po weekendowych zakupach stalo sie tak, ze mam lodowke pelna roznych warzyw. Swieze i pachnace, az zachecaja do gotowania. Dzis wybralam oberzyne na obiad, jest to warzywo za ktorym specjalnie nie przepadam ale od czasu do czasu jadam.
Potrzebny nam bedzie :
spory baklazan,
mozzarella,
pomidorki koktajlowe,
suszone oregano,
olej z oliwek oraz sol.
Baklazana nalezy pokroic w 1cm plastry, nastepnie kazdy z nich posolic z obu stro i ulozyc na sitku lub durszlaku, przycisnac czyms ciezkim i tak zostawic nawet na godzine od biedy wystarczy pol. Potem wyplukac pod biezaca woda i dobrze osuszyc kazdy krazek. 
Ukladamy je na blaszce z piekarnika wyscielonej papierem do pieczenia kazy lekko nacinamy nozem w kratke. Nastepnie kladziemy mozzarelle pokrojona w kostke i pokrojone w cwiarki pomidorki posypujemy osregano i polewamy lekko olejem. Pieczemy jakies 20 minut na 180°C. 
Jak dla mnie pycha, to danie wlasnie stalo sie moim ulubionym daniem z baklazanow.  W lodowce mam jeszcze jednego i napewno niedlugo znowu je zrobie :)


28 października 2013

Podwieczorek w nowym domu

Pomalowalam dom a raczej domek, ktory kupilam w zeszlym tygodniu na starociach. Brazowy mi sie nie podobal i nie bylabym soba gdybym go nie przemalowala na jakis jasny kolor. Wybralam bardzo jasny bez na sciany. Dach zostal calkowicie zmieniony, po stary okazal sie polamany przy okazji pomalowalam go na ciemny bez. Poprzecieralm postarzylam i tak sie prezentuje moj robotkowy dom.
W srodku zamieszkaly akcasoria do recznych prac. Jest maszyna do szycia i kolowrotek do welny i zelazko, mini naparstek, sloiczek z guzikami, pojemnik z tkaninami, koszyczek z wloczka, no i szpulka z czerwona nicia.




Jest tez malusia filizanka na poranne espresso i kubek na popludniowa herbate :)
Kiedy juz dom jest urzadzony nadeszla pora na podwieczorek. Ja ostatnio jem duzo owocow a teraz jest sezon na moj ulubiony owoc- kaki.
Jak sprobowalam go pierwszy raz to nie smakowal mi wcale, bo okazalo sie, ze zle sie do niego zabralm.
Potem wytlumaczono mi co i jak, od tamtej pory jem je ciagle jak tylko dojrzeja czyli na przelomie pazdziernika i listopada. Zasady sa dwie po pierwsze owoc musi byc bardzo dojzaly, sprawiajacy wrazenie prawie popsutego, po drugie nie jada sie skorki, bo psuje smak wszystkiego. Ja go zazwyczaj jem lyzeczka, wczesnie rozkrajam go na cwiartki z tej drugiej miekkiej strony. 


27 października 2013

Smaki Ticino

Dzis rano zupelnie przez przypadek trafilismy na targi "Sapori e saperi" czyli smaki i wiedza. Wystawiali sie miejscowi producenci zywnosci i wina. To co widzicie na zdjeciach wychodowano, uprawiano i wyprodukowano w kantonie Ticino.
Nie bylam przygotowana na to, wiec nie mialm ze soba aparatu a robienie zdjec telefonem jakos mi nie wyszlo. Czego tam nie bylo warzywa, owoce, wedliny, sery, czekolada no i oczywiscie wino, gotowe potrawy, piwo. Mozna bylo sprobowac wszystkiego. To byla 12 edycja tej impresy, organizuja ja po to by promowoc produkty regionalne.
My zrobilismy tez male zakupy, niestety C. nie ma cierpliwosci do takich miejsc i nasza wizyta trawla doslownie chwile. Do domu wrocilo z nami pudelko warzyw za 5 frankow.


Gnocchi(cos jak ziemniaczane kopytka), ravioli z roznymi nadzieniami a opakowanie fettuccine dostalismy w ramach gratisu, wszystko bezposrednio od producenta to ten sympatyczny pan na zdjeciu :)
Na stoisku miescowej telewizji dostalismy ksiazke kucharsko z ich przepisami z programu, ktory codziennie mozna ogladac na ich kanale. W zamian wzielismy udzial w konkursie gdzie trzeba bylo zgadnac wage dyni.
Ulotka z targow. 
Wiekszosc tych produktow mozna dostac w kazdym miejscowym supermakecie. W Szwajcarii badzo duzy nacisk stawia sie na produkty regionalne. Podoba mi sie to ze nie ma tu hipermarketow gdzie czlowiek jest zmuszony przejsc niepotrzebne kilometry przez sklep zanim dotrze do tego po co przyszedl. Sa centra hadlowe ale podzielone na mniejsze sklepy i nie mozna za jednym zamachem kupic telewizora i mleka.
Chetnie zostalabym tam jeszcze troche jednak musialabym wracac do domu w deszczu a na to akurat nie mialam ochoty. 

26 października 2013

Troche jesieni

Znalazlam troche jesieni jeszcze jest jej malo ale jest. Zrobilam kilka zdjec na spacerze z Brickiem tu w mojej wsi. Akurat tego dnia gory wygladaly jakby sie z nich dymilo, to byla po prostu poranna mgla ale na mnie zrobila duze wrazenie.



A juz widok na gore Generoso byl nie powtarzalny.
Chodzilismy po parku wokol naszego kosciola parafialnego.
Nigdy sie nie zblizylam do samego budynku kosciola, bo na ten teren nie mozna wprowadzac psow a ja tam zawsze jestem w towarzystwie psa, wiec chyba nigdy nie zobacze go z bliska.
To jest strome wejscie z drugiej strony. Szwajcaria a przynajmniej kanton Ticino jest dosyc katolicki. W naszej miejscowosci, liczacej niewiele ponad 3 tys. mieszkancow sa 3 koscioly. Podobno w parafi jest jeden ksiadz z Polski, mnie to malo interesuje ale jak tylko sie tu sprowadzilismy wszyscy nasi sasiedzi czuli sie w obowiazku poinformowania mnie o tym jak tyko dowiadywali sie,ze jestem polka. 
Nie zapomijcie przestawic zegarka, jutro sie spi godzine dluzej:)
Buona domenica

24 października 2013

Wloskie klimaty

Po raz kolejny przekonalam sie, ze powiedzenie "nigdy nie jest tak zle zeby nie mogloby byc jeszcze gorzej" to swieta prawda". Nic sie na to nie poradzi ale nie bede tu narzekac, bo to nie dobre miejsce. Nikt nie powiedzial, ze bedzie latwo.
Moge za to po marudzic o pierdolach, bo wizyta na poczcie to prawie pierdola. Wiecie co trzeba zrobic, by na poczcie gdzie nie ma kolejki, bo jedna osoba to nie kolejka, spedzic godzine. Jest jeden warunek do spelnienia, urzad pocztowy musi byc wloski. Dzis rano mialm watpliwa przyjemnosc stac w tej "kolejce". Sytuacja wyglada tak mala poczta 4 stanowiska i 4 panie do nich a otwarte sa tylko 2, bo pozostale byly bardzo zajete rozgryzieniem strasznie trudnego programu do czegostam, kombinowaly tam we dwie prawie przez caly czas. Kiedy weszlam na poczte bylam  jedna osoba czekajaca ,bo pozostale dwie byly juz obslugiwane. Zadowolona usiadlam sobie ze swoim numerkiem, nagle pojawily sie 3 inne osoby, ktore mnie przeskoczyly, bo maja konto w banku pocztowym wiec wedlug zasad wloskiej poczty=pierwszenstwo. Glupi system ale to bym jeszcze wytrzymala gorzej panie za lada- srednia wieku 55 lat ale to nie bylby problem gdyby chociaz jedna byla rozgarnieta. Cyrk sie zaczal kiedy nadeszla wreszcie moja kolej. Pani, ktora mnie obslugiwala uzywala jednego palca na klawiaturze trwalo to wiecznosc, kiedy nagle te dwie w kacie, co kombinowaly z programem nagle zaczely zadawac jej pytania. A ona co robi? Rzuca wszystko i leci im z pomoca bez przepraszania, bez wyjasnien, a ja stoje przy ladzie i czuje sie jak w ukrytej kamerze. Wygladalo to  jakby one wszystkie sie czegos nawachaly, bo pani ze stanowiska obok tez zostawila klientke w trakcie. Po prostu w pewnym momencie zlapala za torebke i zwiala na zaplecze bez slowa wyjasnienia. To byl moment w ktorym pomyslalm, ze to cyrk nie poczta a mnie dzis zabraklo dobrego humoru, by przyjac to wszystko z dystansem. Takie troche inne oblicze slonecznej Italii, ktorego turysci zakochani w krajobrazach, uroczych miasteczkach i pysznej pizzy nie maja okazji poznac.
Skoro juz tam bylam to poszlam do sklepu z uzywanymi rzeczami. Coz zrobic lubie tam kupowac:)
Najbardziej ucieszyla mnie ksiazka kucharska z 1975 roku, oczywiscie kupilam ja ze wzgledu na tytul "Ewa w kuchni". Koszyk to wiadomo- nigdy za duzo, domek na ktory mam juz pomysl i jak go zrealizuje to pokaze no i mini naczynia miedziane.
Do kompletu kupilam jeszcze inspirujace gazety. Od dawna nie kupowalam tych decoupagowych ale swiateczne motywy zawsze sie moga przydac. Najwyzsza pora zajac sie ozdobami zimowo-swiatecznymi.
Nie potrafie wyjsc ze sklepu z jedna gazeta wybralam jeszcze taka z xxx.
Najbardziej podobaja mi sie kapsulki nespresso to przeciez moja ulubiona kawa :)



23 października 2013

Sposob na chandre

Czasami  tak mam, ze dopada mnie chandra. Ostatnio znowu probuje i to nie dlatego ze jest jesien i pada. Ot po prostu zycie. Mam jeden nie zawodny sposob na zle dni, kiedy juz nic innego nie dziala to przestawiam meble. Wczoraj po obiedzie dorwalam sie do mebli w mojej pracowni, wszystko zostalo dokladnie przemeblowane. Przy okazji wymiotlam z katow, wytarlam kurze i zrobilam porzadki. Odrazu mi lepiej. Poprzednia wersje mozna obejzec tutaj.
Obecne wyglda to tak.


Napewno nie jest to ostateczna wersja ale puki co podoba mi sie tak. Nadejdzie taki dzien,ze mi sie znudzi i znowu meble beda jezdzic po pokoju. 
Bardzo podoba mi sie moj nowy kat z maszyna do szycia.
W ten sposob mam blizej do komputera i moze dzieki temu bede teraz wiecej haftowala maszynowo. 
Uszylam zaslonki do regalu gdzie trzymam najwiecej rupieci, pracownia teraz wydaje sie bardziej uporzadkowana. 
Kiedys w komentarzach sugerowano mi robie herbaty w dzbanku, zeby bylo wiecej. Ja mam na to lepszy sposob wielka filizanka,w ktorej miesci sie ponad pol litra napoju. 

Dzisiejszy zakup to zestaw nici do cerowania, zaszywania. Ma bardzo duzo kolorow i dzieki temu zawsze mozna dobrac odpowiedni do zaszycia dziury w ulubinym sweterku.

20 października 2013

Zestaw obiadowy i szok kulturowy

Na ostatnich targach kupilam kawalek czerwonego materialu, ktory dzis trafil pod igle. Kupilam go specjalnie, bo jest dokladnie z tej samej kolekcji co ten. W maju uszylam poduszki na krzesla a dzis do kompletu podkladki pod talerze i koszyczek na chleb.
Podkladki sa dwie pikowane, moim zdaniem bardzo wygodne rozwiazanie na codzienne posilki.
Do kompletu zrobilam koszyczek do pieczywa, wlasciwie powstal z resztek, ktore mi zostaly z majowych poduszek. Lubie tak wykorzystac material do konca. Jak widac na zdjeciu jest on dwustronny. Serce, ktore widac w srodku jest zrobione z ostatnich scinek no nic sie nie zmarnowalo. 
Tak bedziemy jadac nasze posilki przez najblizsze tygodnie a napewno do czasu kiedy nie uszyje nowego zestawu :)
Moj domowy krytyk nie byl zachwycony, bo te wszystkie kwiatuszki i serduszka a jemu by sie podobalo np. z trupia czaszka. Na szczescie ja w tym domu rzadze i podkladki pod talerz z trupia czaszka-never!!! 
Za to lubiej jak podpowiada co moglabym ugotowac,  wczoraj przypomnial mi, ze dawno nie robilam makaronu z lososiem. To nie byl zly pomysl, bo prawie nie ma przy tym roboty a przygotowanie wszystkiego trwa doslownie 10 minut.
Skladniki to oczywiscie makaron my wybralismy taki dziwny kolorowy ale swietne sa np. pappardelle. 
Losos wedzony dla dwoch osob wystarczy 50 g
Mala cebula lub szalotka
Maslo 
smietana nie kwasna ok 100 ml
kieliszek wodki
Wstawic wode na makaron w miedzyczasie na masle trzeba zeszklic cebule, dodac lososia pokrojonego w kawalki, kiedy ryba zmieni kolor wlewamy wodke po chwili kiedy odparuje zalewamy wszystko smietana. Zagotowac. W tym momencie makaron powinien byc juz gotowy, wiec wrzucamy go na patelnie i mieszamy z sosem. Na talerzu mozna popieprzyc swiezym czarnym pieprzem. Do makaronu z ryba nie dodaje sie parmezanu. Solic nie trzeba, bo wedzony losos jest wystarczajacy slony i nada smak potrawie. Oto niedzielny obiad w 10 minut. Podobno makakaran ze smietan i z wodka to bylo modne danie we Wloszech w latach 70 ubieglego wieku. Kiedys rozmawialam z moja znajoma wloszka i ona bylo przekonana, ze to jest polska narodowa potrawa, no bo skoro z wodka... Trudno jej bylo wytlumaczyc, ze w Polsce kiedys makaron jadalo sie glownie w rosole albo w pomidorowej ewentualnie z truskawkami i smietana. Ona po prostu myslala, ze w Polsce tez jada sie na pierwsze makaron tak jak we Wloszech tylko mamy inne sosy do niego. Wtedy dowiedziala sie, ze tradycyjnym pierwszym daniem w kazdym polskim domu jest zupa, to byl dla niej lekki szok, mniej wiecej taki jak dla polakow informacja o tym, ze w Italii nie jada sie zupy pomidorowej i nie ma np. kiszonych ogorkow. 

18 października 2013

Kurtka

Chcecie wiedziec co ja bede robic dzis po kolacji? Nie, nie trzeba zgadywac sama powiem. Bede wykanczac recznie moje nowa kurtke.
Zaczelo sie wszystko dokladnie tydzien temu albo moze troszke wczesniej kiedy kupialm ostatni numer Burdy i znalazlam model kurtki, ktory odrazu mi sie spodobal. Mialam potrzebny material, kiedys dostalam kupon czystej welny od tesciowej, pewnie lezal u niej jakisc 20-30 lat w szafie az doczekal sie.
W poprzedni piatek wygladalo to tak-kilka kredowych lini na kawalku tkaniny.
Teraz to jest juz prawie kurtka, brakuje wykonczenia, ktore planuje zrobic recznie, no i trzeba to wszystko porzadnie uprasowac. Musze tez wybrac guzik, bo potrzebny jest tylko jeden na gorze w lewym rogu.
Wybralam kilka propozycji i jak narazie wygrywa ten czarny z bialym wzorem. Wy jak myslicie?
Inne guziki beda niewidoczne.
W orginalnym projekcie sa tez kieszenie, ktorych ja nie zrobilam, zastanawiam sie jeszcze. Teraz juz zima mi nie straszna. Narazie mamy tutaj troche za cieplo na tego typu okrycia.  Chcialm tez zwrocic uwage na rozwiazanie problemu nogi do manekina, ktory zostal mi dostarczony bez :). Wykorzystalam tymczasowo stolek od perkusji Camillo i calkiem niezle sie sprawdza. Musze wam powiedziec, ze bardzo jestem zadowolona z wykonania, bo wyszla duuuuuuzo lepiej niz moj pierwszy plaszczyk z przed 2 lat.  No i juz teraz wiem, ze bedzie bardzo wygodna.

17 października 2013

Sztuczki krawieckie czesc druga

Chcialam zrobic jesienne zdjecia Balerny ale tu jeszcze wszystkie liscie sa zielone i na drzewach. Nasza wies jeszcze nie ma kolorow jesieni, wiec na zdjecia bedzie trzeba jeszcze troche poczekac. Dzis byl spacer bez aparatu.
Bedzie za to druga czesc szyciowych wskazowek dla mniej zorientowanych. Zaczne od czegos co przez lata mnie meczylo i kiedy musialam to zrobic to dostawalam gesier skorki, bo wiedzialam ze bede sie meczyla.
Dopiero niedawno znalazlam na to sprytny sposob. Mowie o wywracaniu na prawa strone waskich rurek.

Odkrylam ten sposob na ostatnich targach wypatrzylam taki specjalny przyzad do tego firmy Prym, nawet juz mialam kupowac ale moja karta kredytowa zastrajkowala. Trudno. Wymyslilam ze sprobuje domowym sposobem. Porzebne nam beda plastykowa rurka o srednicy nie wiekszej niz to co uszylismy, jakis twardy dlugi przedmior ale nie ostry zeby nie przebil tkaniny, ja wybralam grube szydelko. 
Uszyta rurkr zaszyta tylko na jednym koncu nakladamy na plastykowa rurke( moja jest po wypisanym flamastrze). potem zaszyty koniec wciskamy do rurki pomagajac sobie paltyczkiem, kiedy z drugiej strony pokaze sie koniec po prostu cigniemy i gotowe. Za kazdym razem trzeba dobrac odpowiednio rozmiar plastykowej rurki i paltyczka pomocnego. W zestawie Prym byly 3 rozmiary. Teraz moje zycie stalo sie o wiele latwiejsze, bo czasami ta czynnosc zajmowala mi wiecej niz uszycie calosci.
Kolejna trudna sprwa to przyszywanie kolek np. w postaci aplkacji ale tez szycie kolek np. do wypchania.
Mialam kiedys maszyne do szycia, ktora miala do tego specjalny przyzad w zestawie, obecna maszyna tego nie ma ale ja wymyslilam inny sposob. Potrzebna nam bedzie duza plastykowa pinezka lub jakis inny szpikulec, cos co tym razem przebije material. no i cos do zaznaczenia punktu na materiale ja uzylam znikajacy pisak taki ktory znikinie po kilku godzinach, mozna uzyc do tego np. flamastrow dla malych dzieci, takich co to sie latwo spieraja. 

Wycielam kolo z materialu i przykleilam je spreyowym klejem do filcu ale moze to byc inny material, zaznaczylam srodek po prostu skaldajac kolo na 4. 

Wkaldamy wszystko pod stopke, kazda klasyczna stopka do nomalnego szycia ma zaznaczony srodek i ten powinien sie znajdowac w miejscu gdzie chcemy zeby byl szew, mozna takie kolo przyszyc gestym zygzakiem.
Pinezka lub inny szpikulec potrzebny nam do tzemania calosci, nalezy ja przebic przez wszystkie warstwy i oprzec o maszyne ale nie wbijac w nia. Wystarczy lekko przycisnac i to powinien byc jedyny punkt przytrzymywania materialu, opuszczamy stopke i lecimy z tym koksem. Material bedzie sie przesuwal po kole, moze za pierwszym razem nalezyc szyc troche wolniej niz normalnie, najwazniejsze nie przesuwac szpikulca po zadnym pozorem. 
Gotowe, kolko jak ta lala :)
Jeszcze zrobilam zdjecia praktycznego zastosowania freezer paper czyli fliseliny dwostronnie klejacej, ktora jest spokojnie dostepna w Polsce-sprawdzilam.

Wybralam serduszko jako przyklad. 
1. Odrysowujemy ksztalt na lewej stronie podwojnie zlozonego materialu. Potem przyprasowujemy kawalek innego materialu do papieru klejacego.
2. Z drugiej stronie na papierze rysujemy ksztalt laty, ja odrysowalam kwiatek od karteczek post-it.
3. Zszywamy serce cale bez zostawiania dziury na wywrocenie, wycinamy za to dziure w jednej z warstw serduszka. Aby serce wyszlo na ladne i rowne nalezy zostawic minimalny zapas materialu przy szwie w  miejscach strategicznych ponacina czubkiem nozyczek prostopadle do szwa ale tak zeby go nie przeciac. Strategiczne miejsca to te w rogach lub w tym wypadku u gory serca. 
4. Wywracamy na prawa strone.
5. Wypychamy obficie watolina
6. Z wycietego wczesniej kwiatka odrywamy papier zabezpieczajacy 
7. Goracym zelazkiem przyprasowujemy kwiatuszka do dziury, mozna go obszyc jakims sciegiem ozdobnym ale i bez tego sie bedzie trzymal.
8. Na koniec guziczek i sznurek do zawieszenia. Kolejna ozdoba do domu gotowa. Ja mam wiele takich na choinke.
Ostatnia dzis rada to o zaadoptowaniu psa, bardzo sie przydaje przy szyciu. Dotrzymuje towarzystwa jak nikt inny i nie zawraca tylka. Fajny taki pies pomocnik. A jesien to fajny czas na przygarniecie porzuconych psow idzie zima a w schroniskach nie ma ogrzewania. Prosze pomyslcie o tym. 


16 października 2013

O akcesoriach i narzedziach do szycia

Dzis moze byc dla niektorych nudno ale od jakiegos czasu mialam zamiar napisac taki post. Zdecydowalam, ze to dobry moment kiedy przeczytalam  post Monromy.
Odrazu zaznaczam, ze nie jestem zadna ekspertka i cala moja wiedze zdobylam sama, bez zadnyc kursow, szkol ani nauczycieli.
 Chodzi oczywiscie o szycie. W moim rodzinnym domu zawsze byla maszyna do szycia, a nawet dwie jedna przedwojenna mojej prababci, druga elektryczna walizkowa marki Lucznik. Jako dziecko bardzo rwalam sie do szycia, niestety babcia z prababcia skutecznie odstraszyly mnie od tego zajecia. Opowiedzialy mi historie o tym jak babcia, kiedy byla mala przeszyla sobie palec. Na niewiele sie to zdalo, bo w koncu uroslam i nie wierzylam juz w te bajki.
No i sie zaczelo metoda prob i bledow nauczylam sie obslugiwac maszyne. Teraz mam moja wlasna maszyne, nowoczesna z mozliwoscia haftu komputerowego, wieloma funkcjami i wcale nie tesknie za starym Lucznikiem.
O czym to ja chcialam? O akcesoriach i narzedziach do szycia moze nie wszystkie sa niezbedne ale jest wiele takich, ktore pozwalaja nie zniechecic sie do szycia po pierwszej probie.
Zaczynamy od ciecia materialow.
Ja uzywam nozy krazkowych, mam je w wersji normalnej z zygzakiem i fala. Do uzywania ich niezbedna jest specjalna mata samogojaca  i linijki z podzialka. Taki zestaw ulatwai wycinanie idealanych kwadratow, prostokatow jak trzeba to nawet kilka na raz.
Oczywiscie mam tez nozyce, bo bez nich obejsc sie nie mozna. Te ktorymi tnie sie tkaniny nie mozna uzywac do papieru. Sa kobiety, ktore z tego powodu potrafia podac o rozwod, bo maz wzia nozyce krawieckie do ciecia pierdol.

Przydadza sie tez male nozyczki o ostrym czybkiem, no i te z zygzakiem.
Zapomnialabym kazdy samouk powinien sie zaopatrzyc sie w literature fachowa czyli roznego rodzaju poradniki, gazety itp. O korzystaniu z internetu i filmow w You tube nie bede wspominac.
Prawidlowe wkrojenie materialu to podstawa, co by to nie bylo: poszewka na poduszke, scierka do naczyn czy spodnica z klosza.

Nastepnie potrzebna beda szpilki, ja mam ich cala kolekcje ale uzywam tylko tych  na niebieskim magnesie, sa cienkie, maja plaski lepek, nie niszcza nawet najcienszych materialow. Przydadza sie tez specjalne spinacze krawieckie do trzymania w kupie grubych i ciezkich materialow. Mam tylko 2, bo znalazlam je w jakims gotowym zestawie do szycia ale planuje dokupic wiecej. Na gorze zdjecia jest teleskopowy magnes, ktory przydaje sie do zbierania szpilek, igiel z podlogi kiedy nam sie nie chce tylka podniesc z krzesla ale wiez cie mi czasami sa sytuacje kiedy sie nie da inaczej.
Tutaj na zdjeciu kilka drobiazgow niektore oczywiste inne mniej znane.
1. linijki do zaznaczania zapasow materialu przy szwach jedna jest z zestawu ikei druga firmy Prym
2.klasyczne mydelka do znaczenia na tkaninach jasnych i ciemnych(prawie wcale ich nie uzywam)
3. naparstki najfajniejszy ten szary
4/5 urzadzenia do wciagania gumek, tasiemek, sznurkow
6. specjalne nici do fastrygowania nie mozna nimi szyc, bo sie rwa bardzo latwo dzieki temu mozna je szybko usunac po przeszyciu na maszynie
7. przyrzad do wygladzania rogow, nadawania im  formy, po uszyciu i wywroceniu na prawa strone
8. nawlekacze do igiel szegolnie przydatne w przypadku nici metalizowanych
9. klej w sztyfcie, ktory po upraniu sie znika potrzebny w naglych przypadkach, kiedy mamy do zszycia maly kawalek
10. rozpruwacze lub jak twierdza niektorzy rozcinacze do dziurek na guziki tak czy inaczej przydaja sie zawsze nie wybrazam sobie zycia bez nich.
11. takie nozyczki tez pomagaja przecinac szwy. Jedno i drugie bardzo potrzebne w poczatkach kariery kazdej szwaczki, kiedy to sie wiecej pruje niz szyje :)
Kwiatek tez sluzy do obcinania nici ale mniej precyzyjnie, miedzy platkami ma ostrze.
12. kredowe pisaki do znaczenia materialow ja uzywam ich ciagle dlatego klasyczne mydelka i kredy poszly w zapomnienie.
Moja maszyna posiada 2 ostrza do obcinania nici 1. na gorze i 2. na dole. To ulatwia bardzo zycie i przyspiesza szycie. (zrymowalo mi sie :) ) Miedzy innimi dal takich detalinie brakuje mi Lucznika
 Jakies 7 lat temu odkrylam Freezer paper jest to rodzaj fliseliny dwustronnie klejacej. Wycina sie kawalek tego papieru, przyprasowuje do materialu po lewej stronie, natepnie na papierze rysuje wybrany ksztalt i wycina po czym przyprasowuje do materialu np. oczy sowy w pracy Monromy. Przyszycie takiej aplikacji jest wtedy duzo latwiejsze. Mozna tego uzywac tez np. do latania dzieciecych ubran, nie odklei sie nawet bez przyszywania, mozna to spokojnie prac. Dzieki temu laty moga byc bardziej kreatywne.
Kolejne moje przydasie to kleje. Pierwszy z lewej jest tymczasowy tzn. spiera sie. Mozna go uzywac do mocowania tkanin np. przy pikowaniu. Popsikany nim material zachowuje sie jak karteczka samoprzylepna- daje sie z latwoscia odklejac i przyklejac w innym miejscu. Dwa pozostale kleje sa permanentne tzn. kleja szmaty na amen.
Oczywiscie zadna krawcowa nie moze sie obejsc bez zelazka, ktore trzeba sobie naszykowac w gotowosci
za kazdym razem kiedy rozkaldamy maszyne do szycia.  Ulatwia mi zycie mala deska do prasowania rekawow ale nie tylko, rekawica do prasowania miejsc trudnych i niedostepnych w normalnych warunkach, no i uzywam nakladki na zelazko, bo czasami to samo miejsce trzeba prasowac kilka razy a nakladka zapobiega blyszczeniu sie materialow i przydaje sie do prasowania tkanin delikatnych.
 Mam tez mini zelazko do mini prasowania np. malutkie aplikacje.
      Nie wsponialam o iglach do maszyny i do szycia recznego itd. ale to chyba jasne, ze bez nich sie daleko nie zajedzie. Mozna by bylo napisac szczegolowo o rodzajach poszczegolnych igiel ale do drugi post z tego wyjdzie.
Jeszcze jeden wazny element to metr krawiecki. Ja mam ich z 10, bo czesto przy zakupach przydasieowych dostaje je jako gratisy. Dla ulatwienia jeden przykleilam sobie do stolu z maszyna do szycia, przy okazji zrobilam zdjecie mojej podrecznej szuflady w ktorej trzymam rozne stopki, srobokrety i reszte akcesorii maszynowych. 
Jesli sie ten post komus przyda to sie bardzo ciesze a jak sie spodoba to napisze tez o malych sztuczkach np. jak przyszyc rowno kolo lub o tym co potrzebne jest do haftu maszynowego oprocz maszyny oczywiscie.