28 grudnia 2013

Kuchenny pomocnik

W Szwajcarii zaczely sie juz wyprzedaze narazie z naciskiem na asortyment swiateczny. Wszystko co zostalo w sklepach po swietach dostalo naklejke -50%. Juz wczoraj udalo mi sie trafic na duzo okazji i kupilam kilka drobiazgow m.in kolejne foremki do ciastek(ostatnie przysiegam :)) Jednak najwieksza niespodzianka byl dzisiejszy zakup. Wybralismy sie do sklepu tylko po pierdoly a wrocilismy z czyms o czym marzylam od zawsze- robot kuchenny KitchenAid. Odkad pamietam chcialam go miec w mojej kuchni jednak cena skutecznie odstraszala, bo w koncu to nie byle co. Od niego sie wszystko zaczelo, wynaleziono go ponad 90 lat temu i od tamtej pory niewiele sie zmienil dalej jest caly metalowy, ciezki i solidny. To podobno sprzet na cale zycie znam ludzi, ktorzy kupil go w latch 60-tych i sluzy im do tej pory. Produkowany jest w 20 kolorach, ma nieskonczona ilosc akcesoriow, ktore sprzedawane sa osobno. 
Zawsze wyobrazalam sobie w moje kuchni taki czerwony ale jak sie widzi cene obnizona o 75% to nie ma sie prawa marudzic niech bedzie bialy.

Nawet nie zauwazylam, ze moje nogi odbijaja sie w misie:) Zazwyczaj to urzadzenie sprzedawane jest tylko z 3 koncowkami do ubijania, zagnaniatania i mieszania. W zestawi ktory ja kupilam byly dodatkowo pokrywka, ktora chroni przed chlapaniem oraz zestaw do tarcia warzw. 
Dzis mam zamiar spedzic reszte popoludnia w kuchni z moim  nowym, najlepszym przyjacielem:)
Tak dlugo na niego czekalam,ze teraz nie wiem od czego zaczac. 
Ze wczorajszych zakupow przynioslam do domu kulka do robienia pomponow, wielkie szydelko i wszystkie wzory washi tape jakie tylko znalazlam, bo byly bardzo przecenione.


Do tego kilka nowych super modnych kolorow wloczki na czapki. Mam zamiar zrobic 2 czapki w prezencie. 

27 grudnia 2013

Sekrety kuchni

Swieta zaliczam do udanych odpoczelismy, zregenerowalismy sily, troche pomogla nam w tym pogoda przez dwa dni nieprzerwanie padal deszcz a pierwszego dnia wial silny wiatr nawet wyjscie do ogrodu bylo niemozliwe. Nasi goscie po raz kolejny potwierdzili, ze potrafie doskonale gotowac. Czesto zdarza mi sie przekonac ludzi i tych malych i duzych do sprobowania potraw, ktorych zazwyczaj nie jadaja. Tym razem bylo tak z moja przyjaciolka i salatka jarzynowa, ktorej ona nie jadala az do kolacji u nas. Camillo, ktory sie przekonal by sprobowac lazanek z kiszona kapusta. Kiedys corka kuzynki C. zaskoczyla wszystkich, zjadla dwie porcje gnocchi alla romana(niedlugo podziele sie przepisem) przed podaniem jej na stol jej mama zapowiedziala, ze dziecko tego nie dotknie, bo w domu odmawia jedzenia ich.
Wiem, ze to malo popularne tak sie chwalic ale to jedna z niewielu rzeczy w zyciu, ktorych jestem pewna, ze bardzo dobrze gotuje.  
 Na naszym swiatecznym stole zabraklo tylko super swiatecznego dania- lasagne. To ulubiona potrawa Camillo i co ma wisiec nie utonie aby przedluzyc swiateczna atmosfere przygotowalam ja dzisiaj.
W prezencie poswiatecznym podziele sie z wami moim tajemnym przepisem. Smakuje wszystkim i zawsze zbiera wiele komplementow.
Potrzebne skadniki to:
Makaron na lasagne
Ser grana padano lub parmezan
Mieso mielone wolowo-wieprzowe 0,6kg
Przecier pomidorowy 1 butelka- 700ml
cebula-1 srednia
Olej z oliwek
Nalezy zeszklic cubule pokrojona w drobna kostke na oleju potem dodajemy mieso i obsmazamy tak zeby cale zmienilo kolor na koniec wlewamy pomidory, gotujemy wszystko ok polgodziny.
do lasagne potrzebny bedzie tez bialy sos zwany beszamelem we Wloszech mozna kupic taki gotowy w kartonie jednak jest on badzo latwy do przygotownia.
Skladniki
litr cieplego mleka
100g masla
100g maki
Galka muszkatolowa
Rozpuszczamy maslo nastepnie wsypujemy make i mieszamy wszystko razem trzepaczka. Nastepnie wlewamy cieple mleko i mieszamy wszystko dobrze zeby nie zrobily sie grudki. Gotujemy na wolnym ogniu ok.15 minut. Ma miec konsystencje rzadkiego budyniu. Na koniec dodajemy swiezo starta galke muszkatolowa. Co do te przyprawy to ja nie uznaje te zmielonej musi byc tarta na bierzaco. Galka muszkatolowa bardzo szybko wietrzeje i kupowaniej tej tartej nie ma wiekszego sensu.
Kiedy oba sosy sa gotowe mieszamy je razem to jest wlasnie to co ja robie inaczej niz reszta swiata. Potrzebny bedzie tarty parmezan lub grana padano. Ja zamiast tarki uzywam miksera do rozdrobnienia go. Im wiecej tego sera tym lepiej. Do lasagni nie dodaje sie innego sera zadnej mozzarelli, goudy itd.
Przystepujemy do skladania wystkiego do kupy. 
Naczynie zaroodporne smarujemy mieszanka sosow na to suche platy makaronu(nie trzeba go wczesniej gotowac) potem smaruje obficie sosem, posypujemy parmezanem, znowu makaron, sos i tak do wyczerpania skladnikow. Na koniec musi byc sos i duzo tartego sera. Pieczemy w nagrzamym piekarniku jakies 20-25 minut. Nastepnym razem lasagne beda w wersji wegetarianskiej.  
Drugim takim daniem, tym razem slodkim ktorym sie moge z wami podzielic jest krem maskarpone. Przepis tez jest zmodyfikowany przezemnie ale dzieki temu zyskal wielu zwolennikow. W tym roku nawet byly telefony z prosba o zdradzenie tajemnicy. Dlaczego moj krem jest lepszy od tego, ktory robia inni. A juz potwierdzeniem wyzszosci mojego kremu na reszta bylo swiateczny podwieczorek u nas w domu z bratankami C. Cala trojka zazyczyla sobie krem do panetone, co ich mama a moja szwagierka straszenie oburzona skomentowala: Ciekawe dlaczego jak ja robie ten krem to nigdy go nie chcecie jesc? Biedne dzieciaki nie wiedzialy jak powiedziec mamie, ze nie umie go robic.
Oto sam przepis, bo krem sie na zdjecia nie zalapal.
500g serka maskarpone
3 jajka
3-4 lyzki mialkiego cukru brazowego
3-4 lyzki jakiegos aromatycznego alkoholu moze byc np. rum, marsala, vin santo. Ja dodalam miodowego burbonu, ktory dostalismy na gwiazdke. Zeby nie bylo, ze daje alkohol dzieciom to najmlodsze z tych dzieciakow ma 16 lat :)

Zaczynamy od ubicia bialek na sztywna piane, jesli uzyjemy do tego szklanej lub ceramicznej miski to jest wieksze prawdopodobienstwo ze sie uda ubic ta piane no i slynna szczypta soli nie zaszkodzi. W drugim naszyniu ubijamy zoltka z cukrem na gladka mase nastepnie dodajemy po 2 lyzki sera co jakis czas ciagle ubijajac. Na koniec wlewamy alkohol i  piane z bialek mieszajac drewniana lub plastykowa lyzka z dolu do gory. Krem powiniem byc gladki i puszysty ale nie plynny. Dobrze jest go wstawic do logowki przykryty folia spozywcza na co najmniej pol godziny. Jesli ktos nie chce dodawac alkoholu albo nie ma odpowiedniego to moze zrobic bez. Nie polecam dodawanie esencji zapachowych, bo psuja efekt nadajac kremowi chemiczny smak.

25 grudnia 2013

No to sa Swieta


Po raz pierwszy od zawsze pocztowcom udalo sie mnie zaskoczyc, wczoraj w dzien Wiglii dotara do mnie kartka z oplatkiem od mojej mamy.
To co sie dzieje u nas za oknem wcale nie przypomina swiatecznej atmosfery, wogole niczego nie przypomina:
wieje silny wietr pada deszcz jest zimno i ciemno. W domu na szczescie swieta na calego, Camillo i pies chrapia na kanapie z pelnymi brzuszkami a ja popijam kawe, czekam na gosci. Wykorzystam okazje i pochwale sie co sw. Mikolaj zostawil pod nasza choinka dla mnie lub dla nas. Przed prezentami byla obowiazkowa kolacja wigilijna, udalo mi sie w tym roku wczesniej nakryc stol i nieskromnie powiem, ze bardzo mi sie podobal w koncu uszylam obrus w kolorze pasujacym do talerzy, ktore notabene dostalismy w prezencie na gwiazdke kilka lat temu. Najwiekszym sukcesem wczorajszego wieczoru okazaly sie lazanki z kiszna kapusta, myslalam ze tylko ja je bede jadla i dla pewnosci zrobilam makaron z lososiem i smietana.
Okazalo sie wszyscy lacznie z C. zachwycili sie kiszona kapusta z grzybami.

Tylko male akcenty w postaci bombek do oznaczenia miejsc i cos w rodzaju obreczy na serwetki swiatczyly o tym ze to swiateczny stol.
A prezenty?
Po pierwsze z wczorajszego "kolendowania" wrocilismy z cala masa podarkow, Camillo z pracy tez przyniosl wiele prezentow. Na pierwszym miejscu sa wszelkiego rodzaju trunki: wina, szampany, likiery i whiskey zaraz za nimi sa slodycze i sami zreszta zobaczcie.
Najbardziej z calego tego majdanu ucieszyly mnie jaja prosto od kury a Camillo cieszyl sie z kielbasy z dzika.
Wsrod prezentow znalazla sie tez soczewica i cotechino czyli typowe produkty na sylwestrowa kolacje.
Wielki sloj brzoskwini w syropie i mala butelka swietnego oleju z oliwek tez nie zaszkodzi. 
Od naszych gosci dostalam swiateczny stroik, najladniejszy jaki kiedykolwiek widzialm z prawdziwych roslin, zywe orchidee sa po prostu cudowne. Sama nigdy nym takiego nie zrobila, jesli bede go podlewac wytrzyma dlugo. 


Jedna z sasiadek przyniosla mi prezenty hand made: domowe ciasteczka i obrecze do serwetek robione na szydelku, przy okazji dowiedzialm sie ze tez haftuje xxx.
A juz pod sama choinka znalazalam niespodziewny prezent od Milkolaja-Camillo. Do mojej kolekcji trafily kolejne perfumy i teraz razem liczy 2 flakony :)
Od mojej kolezanki-towarzyszki wszystkich moich gorskich spacerow i nie tylko dostalam kije do trekkingu, ktore badzo chcialam miec ale nie bardzo wiedzialam jakie wybrac.




23 grudnia 2013

Uff....

Usiade tu sobie na chwile i odsapne. Dzien byl bardzo intensywny ale zanim padne na pysk w sypialni to zloze wszystkim moim czytelnikom zyczenia swiateczne. Po prostu Wesolych Swiat. Na drzwiach mojej pracowni zawisl dzis wianek z tym napisem. Jedna z niewielu ozdob w moim domu kupiona gotowa.
Miedzy pieczenim ciasteczek a obieraniem warzyw na salatke udalo mi sie dzis zapakowac wszystkie prezenty. Moim zdaniem nawet najskromniejszy drobiazg zyskuje na waznosci jesli sie go wlasnorecznie zapakuje. Nie uznaje pakowania prezentu juz w sklepie albo jeszcze gorzej papierowych firmowych torebek zszytych zszywaczem biurowym. Od kilku lat uzywam zwyklego, pakowego papieru, zmieniam tylko ozdoby w zeszlym roku byly to washi tape w tym roku sznurek i sniezynki z recznie robionymi biletami z imieniem. Do tego czekoladka ze swietym Mikolajem.
Wspomniane ciasteczka beda czescia prezentow w kazdym odwiedzanym jutro domu zostawimy jedna paczke. Bilet na torebke z ciastkami tez zrobilam sama. Mam nadzieje, ze moj wyrob sie spodoba:) Tym razem ciasteczka sa migdalowe.


22 grudnia 2013

Zrobic prezent

No i zaczelo sie. Jak co roku obiecywalam sobie, ze tym razem nie dam sie zwariowac, bo to przeciez tylko swieta a dzis wlaczyla mi sie przedswiateczna goraczka. Najpierw rano z Camillo zaliczylismy kilka sklepow(w tym Ikea), potem po poludniu wybralam sie na do naszego lokalnego centrum handlowego z sasiadka. Mam dosc. Jutro ma zamiar w spokoju przygotowac potrawy, ktore moga byc ugotowane wczesniej a we wtorek rano wyruszymy w coroczna pielgrzymke po krewnych Camillo bawiac sie w swietych Mikolaji. Wyglada to mniej wiecej tak, ze jezdzimy od domu do domu zostawiajac prezenty, ktore dla nich przygotowalismy i odbierajac to co oni przygotowali dla nas. Potem to wszystko laduje pod choinka i kazdy sobie otwiera w noc Wigilijna po polnocy. Kiedys wymyslilismy, ze kupimy tylko jeden prezent i w kazdym nastepnym domu zostawimy to co nam dali porzednicy :) Niestety narazie brak nam odwagi by to zrobic.
W tym roku postawilismy na kosze, tutaj jest zwyczaj, ze kupuje sie kosz wypelniony produktami spozywczymi, moga sie tam znalezc jakies rarytasy, specjaly, ktorych nie jada sie na co dzien lub calkiem normalne produkty. Kupuje sie to juz gotowe skomponowane przez sklepy, supermarkety lub mozna zrobic to samemu.


Ten ze zdjecia to gotowiec, zostal on przeze mnie przepakowany po naszemu albo raczej weglug gustow obdarowywanych. To napewno lepszy pomysl niz jakis gadzet, ktory potem zajmuje tylko miejsce w szafie. 
Kolejna moja prywatna tradycja to kupowanie sprzetu do kuchni, co roku sprawiam sobie cos nowego. W tym roku nowe zastapilo stare. Po 8 latach wiernej sluzby odszedl na zawsze moj ukochany blender Braun, kilka miesiecy przed nim zaczal sie psuc mikser do ubijania, polamala sie jedna z koncowek.

 Postanowilam wiec zastapic oba urzadzenia jednym. Nowy blender z wieloma funkcjami, niestety w ferworze walki w sklepie ostatecznie w koszu wyladowal model bez ubijaczki. Na szczescie mozna ja dokupic osobno.

Kolejne foremki do ciastek dolaczyly do kolekcji, wiaderko swiatecznych foremek oraz aniolek i sniezynka.
 Jutro z samego rana zabieram sie za pieczenia ciastek, beda one dolaczone do prezentu gwiazdkowego dla wszystkich, ktorych mamy zamiar obdarowac. 
Innych ciast piec nie bede, bo tu jada sie te gotowe, ktore ja bardzo lubie. Nawet juz dostalismy jeden placek co to nie wiem jak sie nazywa :) ale wyglada ciekawie. 
Jeszcze tylko przygotuje plan na jutro i ide spac. 


20 grudnia 2013

Zrobiona na szaro

Zrobilo sie szaro, brzydko i zimowo. Od wczoraj pada deszcz i podobno kolo Nowego Roku spadnie tez snieg, jak narazie skonczyla sie piekna pogoda a zaczelo sie babranie w blocie, przynajmniej jesli chodzi o spacery z psem.
W niedziele zaczyna sie kalendarzowa zima, wiec pora na zimowa torebke. Tym razem postawilam na kolor szary, material na nia mialam juz od dawna czekalam tylko na odpowiedni pomysl. W zeszlym roku w czasie wyprzedazy kupilam pudelko metalowych ciwiekow.
 Postanowilam polaczyc jedno z drugim i powstala torba ze sniezynka:) Wczoraj miala ona swoja premiere na swiatecznym obiedzie w firmie. Na plan zdjeciowy dla niej wybralam wlasnie biuro.




Sniezynka wyszla troche koslawa ale przynajmniej dzieki temu widac, ze to reczna robota. Tak sie sklada ze mam odpowiednie buty i do tej torebki i na taka pogode jaka tu teraz pasuje- szare gumowce. Sprawdzaja sie w czasie deszczu, bo wracam do domu z suchymi stopami i nie wygladam jakbym wlasnie wrocila ze stajni.

18 grudnia 2013

Swiateczny sezon na zlodzieja

Wczoraj wieczorem wybuchla mala afera w naszym domu, jeden z sasiadow zauwazyl, ze ktos probowal sie dobrac do glownych drzwi wejscowych. Zblizajace sie swieta to sezon dla zlodziei a ta dziura oznacza ze ktos przygotowuje sie do wlamnia. Wszyscy mieszkancy zostali zawiadomieni i jak jeden maz stawilismy sie w holu po pierwsze ogladac dziure w drzwiach, a po drugie naradzic sie co robic. Przy okazji tego spotkania ustalismy, ze zorganizujemy swiateczna kolacje w pralni dla wszystkich mieszkancow. Ci ktorzy mieszkaja tu najdluzej mowia, ze zawsze takie byly organizowane wiec postanowilismy wrocic do tej tradycji. 
Milo tak zyc w zgodzie z sasiadami, podoba mi sie ze nie mijamy sie w milczeniu ze spuszczona glowa. Ja znam wszystkich moich siasiadow po imieniu. Szkoda tylko, ze teraz zyjemy w strachu przed tym wlamaniem. Mimo ze to Szwajcaria to tu tez zdazaj sie takie epizody, niestety mieszkamy blisko granicy z Wlochami co zacheca zlodziei do goscinnych wystepow, bo latwo jest uciec przez przejcie graniczne oddalone od naszego domu o jakies 5 km. A tam juz zlodzieja moze scigac tylko wloska policja i wszystko sie komplikuje. 
Zeby nie bylo tak dramatycznie pokaze jeszcze kilka ozdob swiatecznych. Wczoraj wieczorem kiedy wrocilam z tez zaimprowizowanej narady sasiedzkiej zrobilam choinke z odzysku. Mialam mala doniczke po swieczce na komary, kawalek drewnianego kija od szczorki, tekturke usztywniajaca gazety do tego filc, tasiemki, drewniane guziki, srebrna folia i troche kleju no i sztuczny mech. Oto moja ekologiczna choinka. 
Mam kilka takic ozdob, ktore towarzysza mi juz od kilku lat i bez nich nie wyobrazam sobie swiat. 
Metalowe pudelko na ciastka, ktore zazwyczaj jest puste, bo ciastka znikaja za szybko. Zawszw wyciagam 2 gliniane aniolki kupione na miedzynarodowych targach rzemieslniczych w Medilanie. Te pochodza z polskiego stoiska. 
W zeszlym roku zrobilam sznurkowa choinke ozdobiona tylko cekinami. 

Mam malutka niebieska sniezna kule z Mikolajem, ktorej nie chowam wcale jest ze mna caly rok :)
No i moja ulubiona bombka stoi na honorowym miejscu na stole w tym roku zostala przyozdobiona srebrnym lancuchem z gwiazdkami. 
Dzis nie moge nie wspomniec o naszym Bricku, wlasnie mija 3 lata odkad z nami zamieszkal i stalismy sie jego ludzmi. Teraz nie wyobrazamy juz sobie zycia bez niego a on bez nas. Nawet teraz kiedy to pisze on spi tuz obok mojego krzesla. 



17 grudnia 2013

Grudniowy (?) spacer

Wrocilam do moich dlugasnych spacerow, wczoraj znalazlam czas na 2 godziny lazenia po wsi. Wlasciwie to poszlam do wsi obok, dawno tam nie bylam, od kilku miesiecy most laczacy moja wies z ta obok jest w remoncie. Znalazalm altrnatywna droge i zamiast przejsc mostem mozna sie dostac na druga strone po torami kolejowymi.
Bardzo lubie chodzic w tamta okolice na zdjeciach bedzie widac dlaczego :)
Po drodze mijam gospodarstwo ktore "ladnie" pachnie gnojem ale za to mozna podziwiac ichniejszy "park maszyn"nowoczesnych, no bo jesli budynki pochodza z XVII wieku to traktory z lat 50 wieku XX sa calkiem nowiutkie.
Taka mamy zime na poludniu Szwajcarii, czapka i rekawiczki wyladowaly w kieszeni bardzo szybko.
Na horyzoncie sa dowody, ze to jednak grudzien, bo w Alpach lezy snieg, ktorego my w dolinie jeszcze nie doswiadczylismy w tym roku.




Po spacerze miedzy winnicami, gdzie droga chroniona jest przez stary murek z kamieni docieramy do wsi.
Po drodze mijajac wiekowy wodopoj dla krow.
Tuz obok niego nowoczesny wodopoj dla wozow strazackich przerobiony na dzielo sztuki.
ulica ktora sie wchodzi do tej miescowosci jest Moja o czym informuje mnie tabliczka. 


Zrobilam tez zdjecie typowej dla tych stron stodoly murowanej w takich zadaszonych budynkach trzymalo sie kiedys siano dla zwierzat.
Po wejsciu do wsi spotkalam kolejne dowod na to ze to jednak grudzien. Ktos na brama swojego domu w ramach dekoracji ukrzyzowal biednego Sw.Mikolaja. I w tym miejscu ruszylam w droge powrotna do domu.



Wszystkie zdjecia z wczorajszej wycieczki zrobione zostaly telefonem przy kompletym braku wspolpracy psa, ktory ciagle ciagna smycz :)