27 maja 2014

Wakacyjne spacerowanie

Juz po wszystkim mama wrocila do swojego domu gdzie jest jej miejsce a ja zostalam w moim.
 przez 10 dni jej pobytu duzo spacerowalysmy po miastach, parkach po mojej wsi, nad jeziorem po sklepach na poczte, do warzywniaka, z psem.
Zaczelysmy od parku Breggia w mojej miejscowosci. To miejsce zawsze robi wrazenie moze dlatego ze wchodzi sie tam z parkingu za centum handlowym.
Potem byla wycieczka objazdowa, spacerowalysmy po starowce miasta Bellinzona a nastepnie wdrapalysmy sie (dobra, wjechalysmy winda) na jeden z tamtejszych zamkow. Zostaly nam jeszcze 2 do zwiedzenia:)
Dzien zakonczylysmy spacerem brzegiem jeziora Lugano.
Byla tez wycieczka do Como w najbardziej deszczowy dzien z calego tygodnia:(
Oczywiscie nie obylo sie bez zakupow, kupilysmy sobie takie same buty. Po raz pierwszy namowilam ja kolor rozowy chociaz mysle, ze bardziej ja przekonala cena- 25 frankow, nie moglysmy ich nie kupic, bo w calym sklepie byly tyko te 2 pary i obie w naszym rozmiarze.
 No i bylo tez wspolne gotowanie. Zrobilysmy mini drozdzowki z nutella z ciasta drozdzowego recznie wyrabianego. Potem zabralysmy sie za ruskie pierogi.
Przy okazji rada dla mieszkajacych we Wloszech, gdzie trudno zrobic ruskie pierogi, bo nie ma twarogu. Wiem, ze sa tacy co zastepuja go ricotta ale to nie to samo. Moim zdaniem najbardziej zblizonym serem jest quartirolo lombardo. Swiezy, niesezonowany bialy ser o slonym smaku nadaje sie sietnie do naszych polskich ruskich pierogow :) Niestety ten ser nie nadaje sie do sernika. 
No i poleciala.


15 maja 2014

Co robic?

Juz wszystko gotowe na coroczna wizyte mojej mamy. Lozko dla gosci zakupione, opony w samochodzie zmienione na letnie, bo od 15 maja we Wloszech nie mozna uzywac tych zimowych a mama laduje na lotnisku pod Mediolanem. Nawet juz kupilam jej ulubione owoce i warzywa. Jutro jade zobic reszte zakupow :) Nie pozostaje nic innego jak tyko wsiasc w samolot w Lublinie i spedzic najfajniejszy urlop w Szwajcarii.
Oczywiscie ciesze sie bardzo. Szkoda tylko, ze nie wszyscy moga sie tak cieszyc jak ja.
Niedawno poznalam pewna dziewczyne, wlasciwie kobiete przyjechala do Wloch 5 lat temu za glosem serca. Razem z nia przyjechal jej juz teraz prawie dorosly syn z pierwszego malzenstwa. W swoim rodzinnym kraju zostawila rodzicow, ktorzy juz sa w podeszlym wieku. Co roku jezdzili do dziadkow na wakacje w tym roku ani ona ani jej syn nie zobacza dziadkow. Nie wiedza jak sie dostac do ich ojczystego kraju, bo podobno nie istnieje. Nie wiedza do kogo zglosic sie po wize i jak to wogole zalatwic. Moi nowi znajomi pochodza z Krymu czyli z tej czesci Ukrainy, ktora juz jest w granicach Rosji. To straszne, bo ona nie wie kiedy bedzi mogla zobaczyc swoich bliskich, po prostu nikt nie jest jej w stanie odpowiedziec co zrobic zeby sie tam dostac. Nie potrafie sobie tego wyobrazic i nawet nie chce probowac. Po co to wszystko??
Powysylajmy im troche pozytywnej energii, bo ci ludzie ktorzy tam mieszkaja nie wiedza co z nimi bedzie, nikt z rodziny i znajomych L. nie glosowal w tym podejzanym referendum.
A tymczasem ja dalej lecze moja astme, bylam wczoraj na kontroli u lekarza. Pan doktor jest dobrej mysli dal mi kolejna dawke lekarstwa 2 razy mocniejsza od porzedniej i mowi ze powinno byc dobrze.
To na zdjeciu to jeszcze stary dysk, nowy ma moc 500 nie wiem co to znaczy ale wiedziec nie musze. Ufam lekarzowi i robie tylko to co on mi zaleci. Wiele z osob, ktore znam bardzo sie przejely moim losem i bardzo im za to dziekuje, ale dawanie mi milion rad na temat tego co powinnam zrobic mija sie z celem. Jestem pod bardzo dobra opieka lekarska. Najbardziej mnie roczula jedna moja znajoma, ktora co kilka dni do mnie pisze z zapytaniem o moja chorobe i kiedy sie dowiaduje, ze jeszcze mi nie przeszlo pociesza mnie i mowi ze musze byc cierpliwa, bo potrzeba czasu zeby astme wyleczyc i tak w ten desen. Tylko ze ja nie narzekam, nie skarze sie wiec nie wiem po co to gadanie o cierpliwosci :)
 Wczoraj zapytalam sie o testy alergiczne, ktore wiele osobo zalecalo mi zrobic pan dr. powiedzial, ze nawet jesli wykryjemy co powoduje astme to nie zmieni to sposobow leczenia a zazwyczaj czynnikow uczulajacych nie da sie wyeliminowac. Zreszta ja takie testy juz robilam kilka lat temu i nic nie wykazaly. Narazie bede sobie wciagac ten proszek 2 razy dziennie przez nastepny miesiac a potem zobaczymy.
Juz dzis zycze milego weekendu, bo pewnie do 25 maja nic nie napisze.

10 maja 2014

Zapominalska

Mam profil na Istagramie. A co!!!! Wszyscy maja to ja tez chce czasami fajnie jest podazac z pradem. Uslyszalam ostatnio ze jak sie nie ma Profilu na Facebooku to sie nie istnieje. Jestem zywym dowodem na to ze to nie prawda i do tego sama dokonalam "zabojstwa", bo profil oczywiscie mialam ale wykasowalam z wlasnej i nie przymuszonej woli. Tak, taka jestem dziwna :) Po ten Instagram, zebym calkiem nie znikla ;)
Wlaciwie z Instagramem bylo tak, ze zalozylam go juz jakis czas temu, potem o nim zapomnialam jakis miesiac temu sobie przypomnialam, mialam o tym napisac na blogu ale znowu zapomnialam. Jednym slowem jestem zapominalska ale jak byscie chcieli tam zajzec to tam sie beda ukazywac migawki z codziennego zycia na szwajcarskiej wsi. Zapraszam teraz bede publikowac tam wiecej zdjec.
Na szczescie wczoraj nie mialam zacmienia mozgu i pamietalam o tym zeby pojechac po gazete do wloskiego kiosku. Wyczytalam, ze moim kiedys ulubionym tygodniku dla kobitek bedzie w prezencie krem naturalanej wielkosci czyli 50ml. Zaplacilam za gazete z "fantem" caly 1,50 euro a krem ma wartosci ok. 30 euro. Nigdy go nie uzywalam ale krem z aloesem nie powinien byc zly.
Lubie polowac na takie okazje w kiosku spotkala mnie niespodzianka, bo w drugiej gazecie tego samego wydawnictwa byl krem na celulit. Kosztowala zawrotna sume 1 euro :) 
Za tyle to ja moge probowac pozbyc sie celulitu. Chociaz nie wierze, ze sam krem cos zdziala. 
Jednak czasy sie zmienily kiedys takie gratisy w gazetach bywaly duzo czesciej i nie trzeba bylo na nie polowac. Teraz jak pojawia sie 1-2 razy w roku to juz sukces. Milo wspomninam czasy kiedy kupowalo sie gazety za 1euro z mascara o reguralnej wielkosci Lancome albo Pupa albo pomadka Chanel ale to juz przeszlosc. Od czasu do czasu sa tylko miniaturowe wersje tych kosmetykow. 
Kiedy pierwszy raz przyjechalam do Wloch odrazu rzucilo mi sie w oczy, ze ichniejsze kioski sa pelne wydawnictw z gadzetami. Doslownie w pierszym momencie, bo wysiadlam z autokaru na placu Zamkowym w Mediolanie i tuz przy budce z gazetami :) 
Byly to glownie przedmioty do kolekcjonaowania lub skladania modeli. Mozna zrobic sobie kolekcje miniatur wszystkiego od instrumentow muzycznych po fajki, oczywiscie wszystko to co zmotoryzowane czyli samochody, motory, skutery, lodki, pociagi, figurki swietych, zegarki, scyzoryki, rozance, wieczne piora, mineraly, miniatury slynnych perfum, zapalniczki o dziwnym ksztalcie. 
Ostatnio byly wszystkie samochody Batmana... Ponad 10 lat temu bylo tego duzo wiecej i jeszcze bardziej absurdalne przedmioty np. miniatury mlynkow do kawy. Wiele z nich wylecialo mi z glowy ale pamietam co sobie wtedy pomyslalam- Wlosi to chyba lubia kolekcjonowac ale ida na latwizne kupujac wszystko w kiosku. Co innego taka kolekcja zdobywana z trudem a co innego kupiona w regularnych odstepach 2 razy w miesiacu bez zadnego wysilku. No ale co kraj to obyczaj

Na koniec psy w ciagu :) Mamy duza kanape narozna, na ktorej dla mnie dzis zabraklo miejsca, bo na drugiej polowie lezal sobie C. ale ja sobie to zapamietam wkoncu to ja karmie to cale towarzystwo :D
No kanapa-No party :)


7 maja 2014

Eco-zakupy

Zimno mi!!! To wszystko przez te moje krakajace sasiadki, bo jak w lutym byla wiosna, bylo cieplo i slonecznie to one krakaly, ze w maju bedzie zimno. No i wykrakaly. Mam nadzieje, ze sa z siebie zadowolone w koncu mialy racje. Psy na znak protestu spia caly dzien, Popa to nawet dzis rano nie podniosla glowy kiedy wstalismy spala i spala. O godzinie 11 musialam ja obudzic, bo nie wiem czy to dobrze jak pies spi ponad 14 godzin bez sikania.
 Juz lepiej zebym nie rozmawiala z sasiadkami o pogodzie, bo znowu cos wykracza. Potrzebna nam tu jest ladna pogoda, bo bedziemy mieli goscia za niewiele ponad tydzien. 
A z sasiadkami bede rozmawiac o warzywniaku, okazalo sie, ze otworzono nam tutaj pod nosem cos w rodzaju sklepu z warzywami i owocami. Wlasciwie to od zawsze byla tam hurtownia ale nie prowadzili sprzedazy detalicznej teraz postanowili otwierac swoj magazyn raz w tygodniu. Moim zdaniem to super pomysl, bo maja zawsze wszystko swieze najlepszej jakosci i ceny bardzo konkurencyjne. Warzywa i owoce glownie pochodza od lokalnych rolnikow no moze poza bananami:) Chociaz sa miejsca w Ticino gdzie bananowce rosna. 
 Bardzo sie ucieszylismy z C. i oczywiscie odrazu zrobilismy tam zakupy. Camillo bardzo chcial pomarancze  chociaz sie juz sezon na nie wlasciwie skonczyl to dostalismy jedna do sprobowania i okazaly sie pyszne. 
Tutaj niestety nie ma malych osiedlowych ryneczkow gdzie mozna by robic codzienne zakupy, nie mamy nawet sklepu blisko zeby wyskoczyc jak zabraknie czegos. Wszystkie sklepy zamknieto w bezdusznych centrach handlowych. Tradycyjne piekarnie mozna policzyc na palcach jednej reki ja wlasciwie znam tylko jedna w okolicy i to na dodatek w miejscowosci obok. Takiego warzywniaka bardzo mi brakowalo gdzie moge kupic ogorki bez glupiej plastykowej foli, gdzie zanim kupie pomarancze sprzedawca da mi jedna na sprobowanie, gdzie wszystko jest takie na jakie wyglada.
W kazdej wiekszej miejscowosci raz w tygodniu odbywaja sie targi zamykany jest jakis plac albo ulica i tam rozkladaja swoje kramy roznego rodzaju handlarze. Jednak nie jest to co znam z Polski albo z Wloch jak na moja gust bardziej to przypomina atrakcje turystyczna niz miejsce gdzie zrobic co tygodniowe zakupy.  

Nie ma wielkiego wyboru a ceny sa ja z ksiezyca. Oczywiscie mozna sie tam wybrac raz na jakis czas kupic cos ciekawego np. jakis lokalny ser, sloik miodu, bukiet kwiatow ale nie da sie tam zopatrzyc lodowki. 
Jedna z moich wczesniej wspomnianych sasiadek ta ktora swojego psa wozi na spacer samochodem 200m od domu, jest strasznie zdziwiona kiedy mnie widzi jak wracam sama z zakupow. Nie moze pojac jak mi sie chce isc piechota 20-25 minut do supermarketu. Zawsze wtedy sie bardzo nademna uzala jak to ja jestem pokrzywdzona i jaka musze byc zmeczona. Kilka razy nawet proponowala, ze mnie zawiezie jak ja poprosze, bo ona sie boi ze od tego chodzenia zachoruje :)  Tlumaczenie, ze ja chodze bo lubie nie pomaga. Rok temu sprowadzila sie druga taka jak ja tez wszedzie na piechote a w oczach naszej maniaczki samochodowej uchodzi chyba za jeszcze wieksza wariatke, bo ja przynajmniej nie mam samochodu a tamta zostawia auto w garazu i wszedzie chodzi na nogach. No jak tak mozna. 
Ostatnio zainwestowalam tylko w pewien gadzet, ktory ulatwia mi przytarganie siaty z zakupami do domu.
Przed zrobieniem zakupow wyglada niewinnie jak torebka. 
A przy sklepowej kasie przeksztalca sie w srodek transportu moich zakupow. To nie pierwsza moja torba tego typu, bo niestety po jakims czasie kolka sie niszcza ale ta zdecydowanie jest najladniejsza ze wszystkich jakie do tej pory mialam.

6 maja 2014

Lusterko i sposoby na zlodzieja

Juz jest wtorek a ja sie jeszcze po niedzieli nie pozbieralam. To byl dziwny weekend najpierw w sobote pojechalismy na polowanie na najwazniejszy mebel do domu czyli kanape. Potem w niedziele drzwi sie nam do mieszkania nie zamykaly przychodzili a to sasiedzi, a to wlasciciele budynku. W zwiazku z ostatnim wlamaniem, ktore bylo pierwszym w historii wlasciciele zastanawiaja sie co zrobic, zalozyc alarm czy kamery albo jedno i drugie. Policja podejrzewa, ze zrobila to albo kobieta albo nastolatki.
Tak czy inaczej staram sie nie myslec o tym, ze nasze okna mozna otworzyc od zewnatrz zwyklym srobokretem.
A co robic w takich przypadkach najlepiej zajac sie czyms innym, wiec zajelem sie moja toaletka. Wczoraj kupilam sobie wreszcie lusterko do makijazu. Do tej pory uzywalam dziwnej i malo stabilnej konstrukcji zrobionej z dosyc duzego lusterka torebkowego i pojemnika z olowkami, dlugopisami.

Az znalazlam to czego szukalam lusterko z dodatkowa funkcja. Jk to zobaczylam to prawie podskoczylam z radosci:)

 A rados podwojna, bo w tym lusterku moge trzymac  kolczyki. To jest rozwiazanie najlepsze ze wszystkich  jakie do tej pory testowalam teraz wszystko mam latwo dostepne i jednoczesnie sa schowane przed kurzem.
Znalazalm tez zastosowanie na szklanke/kieliszek z Mini, ktora dostalam kilka lat temu w komplecie z Myszka Miki. Znajomi nam przywiezli taki souvenir z Disneylandu nie bardzo wiedzialam co zrobic z tym "prezentem".
Teraz Mini juz nie musi sie ukrywac w szafce wreszcie ma jakies zajecie :) Pilnuje moich pedzli, kredek itp. 

Moja toaletka w pelnej okazalosci, lubie miec wszystko pod reka a dzieki podstawkom i pojemnikom sprzatanie jest ulatwione, bo nie musze przestawiac kazdej buteleczki i tubki. 
Wachlarz nie jest w stalej ekspozycji, niedlugo wyladuje w moje torebce uzywam go zawsze podczas upalow. 
Na gwiazdke dostalam perfumy w zestawie z kremem o tym samym zapachu. No i perfumy jak perfumy wyperfumuje sie i mi wystarczy ale na cholere jest ten krem? Kiedy go uzywac? 




3 maja 2014

Trzeba sie dzielic jedzeniem

U nas jest malo majowo, deszcz zacza padac w czwartek po poludniu i nie przestaje ale jakos mi to nie przeszkadza, bo wiem ze jak zrobi sie letnio i upalnie to bede tesknila za tym chlodkiem.
Chcialam wam dzis napisac o znowu o naszych psach, bo po raz kolejny udalo sie im mnie zadziwic. Rodzaj ludzki powinien sie od nich uczyc. Nasz Brick dzieli sie jedzeniem z Popa. Ich posilek przebiega w nastepujacy sposob, obydwoje dostaja karme w tym samym czasie Popa swoja wciaga, bo tylko tak to mozna nazwac, w 30 sekund  potem sie kreci kolo Bricka i jego miski. Ma troche utrudniony dostep, bo Brik ma "nakryte" na stolku, to pozostalosc po tym kiedy mial problemy ze zginaniem szyji i nie mogl dosiegnac jedzenia. Brickowi chyba jest jej szkoda bo, bierze do pyska kilka chrupek, wypluwa je na podloge i pozwala jej jesc przy nim a ona biega ze szczescia tam i z powrotem dlatego na zdjecie sie nie zalapala :)
Zreszta to bardzo ruchliwy maly piesek mamy nawet podejrzenia, ze ona podrobila sobie dokumenty i oszukala nas co do wieku. Ostatnio polubila spanie na kanapie ale nie potrafi sie na nia dostac wiec ustawia sie blisko i cichutko pojekuje zeby ja na ta kanape przetransportowac, smiejemy sie ze Popa czeka na winde. Byl tez problem ze schodzeniem z kanapy ale rozwiazalismy go za pomoca poduszki, po prostu zostawiamy ja bisko a mala szelma po prostu na nia skacze. 
A tak wygladaja nasze czworonogi kiedy wracamy do domu po kilku godziennej nieobecnosci.
Brick sie gapi ale nia zamiaru nas witac a Popa nawet nie zauwazyla, ze ktos wszedl do domu. Jedno jest pewne to nie sa psy obronne. W weekend po swietach okradziono naszych sasiadow tych z za sciany i zaden z naszy psow nic nic slyszal. Na szczescie sasiadow nie bylo w domu wyniesiono im tylko zlota bizuterie i stary komputer. Przez kilka dni troche sie czulam nieswojo, bo ci ktorzy weszli do ich mieszkania noca wiedzieli, ze tam nikogo nie ma wybrali sobie wlasciwa rodzine a to znaczy, ze nas troche obserwowali. Nie fajne uczucie. 
Na koniec mialam sie pochwalic pieknym ciastem jakie upieklam na weekend ale niestety cos poszlo nie tak i placek sie spali. Tak zdaza sie nawet w najlepszej rodzinie :) Oto zeby nie bylo ze pokazuje tylko udane produkcje :

To czarne to nie polewa czekoladowa tylko zweglona beza :(

2 maja 2014

Majowka czesc druga

Dzis druga czesc wycieczki pod tytulem" w poszukiwaniu nowego domu". Zanim zaczniemy szukac ogloszen w internecie postanowilismy sprawdzic gdzie chcielibysmy mieszkac i wybrac jak najlepiej.
Pojechalismy pare kilometrow dalej brzegiem jeziora. Kolejna miejscowosc jest troche bardziej turystyczna ale nie na tyle zeby nie dalo sie tam mieszkac. Znajduje sie tam park ze Szwajcaria w miniaturze, chetnie bym go zwiadzila ale kolejka pelna dzieciakow jakos nas zniechecila. Poczekamy az bedzie komu ten park pokazac :)
Po zaparkowaniu samochodu poszlismy na kolej spacer brzegiem jeziora.




Znalezlismy tu zdecydowanie wiecej przestrzeni, mozna tu spacerowac z psem, bo w przeciwienstwie do poprzednej miejscowosci nie ma zakazu ich wprowadzania. 
Gdyby ktos chcial sa dostepne rowery mozna go sobie wypozyczyc tak jak w wielkich miastach. 



1 maja 2014

Majowka czesc pierwsza

Zabiore was znowu na wycieczke po okolicy w ktorej mieszkam. Pojechalismy dzis rano na poszukiwania nowego miejsca do zycia. Tu gdzie mieszkamy nie jest zle, lubimy naszych sasiadow, dobrze sie tu czujemy ale chcemy czegos wiecej. Za rok konczy nam sie umowa o wynajem i byc moze nie bedziemy jej przedluzac wiec sie rozgladamy. Chcielibysmy mieszkac blizej jeziora, najblizsze jakie mamy to jezioro Lugano. Pojechalismy wiec w tamta strone tym razem wybralismy boczne drogi a nie autostrade.








Jak widac z jednej strony gory a z drugiej woda nie ma rady trzeba jechac przed siebie. bylo bardzo wczesniej, nie bylo ruchu wiec udalo nam sie zawrocic na malym skrawku ziemu nad jeziorem.

Tylko dzieki kamerze do parkowania udalo nam sie nie wyladowac w wodzie. 
Na zdjeciach widac jeszcze mgle na gorami chociaz sa tacy, ktorzy mysla ze to chmury to jednak ta biala wstega przecinajaca gory na pol to wlasnie mgla. 

I tu juz powrot w strone wschodzacego slonca do wsi gdzie chcelibysmy zamieszkac. Rok temu zrobilam zdjecie tej miejscowosci z gory, ktora kroluje nad okolica-Generoso.



Piekne miejsce, bardzo stara miejscowosc polozona nad samym brzegiem jeziora. 

W sezonie otwarte jest Lido co po polsku oznacza tyle co kapielisko szkoda tylko, ze na bramie jest zakaz wszystkiego: plywani, wprowadzania psow, gry w pilke. Za to jest darmowy wi-fi jest plac zabaw, duzy trawnik, mozna sie plazowac do woli i chronic przed upalem w cieniu drzew. 

Mozna tam przyjechac rowerem albo motorem trzeba tylko pamietac by zaparkowac porzadnie jak wskazuje tablica.
Spacerujemy dalej. 


Zdjecia malo wyrazne ale zapomnialam ze wylaczylam autofocus i wyszlo jak wyszlo. W barze po lewej zatrzymalismy sie na cappuccino i rogalika odrazu sie tam dobrze poczulismy. Dostalismy do naszego sniadania dodatkowo chleb z domowym dzemem-pycha. Ruszylismy dalej po drodze w kacie miedzy budynkami wypatrzylismy kartke mowiaca, ze to miesce to nie wc :)
We si znajduje sie najstarszy w Szwajcarii budynek sakralny-baptysterium sw. Jana pochodzace z przelomu V i VI wieku. 


W drodze do samochodu znalezlismy bar dla takich jak my :)
To tylko pierwsza czesc naszej wycieczki, bo pojechalismy dalej szukac. Riva San Vitale, bo tak sie nazywa miejscowosc z dzisiejszego posta dostala 7 punktow na 10 mozliwych. O kolejnej wsi napisze w nastepnym poscie.