30 września 2015

To bedzie hit!!

Juz nie pamiętam, kiedy ale chyba wiosna tego roku dostałam od mojej sąsiadkę kolejna torbę materiałów do szycia, większość z nich do niczego mi się nie przyda ale był wśród nich kawałek chyba skory. Pisze chyba, bo jak był w kawałku to wyglądał jak skora, natomiast jak zaczęłam z tego szyć to już nie byłam pewna czy to 100% naturalny materiał, nieważne. Nie mogło z tego powstać nic innego jak torebka. I powstała w ostatni weekend torebka na październik:) Nie oddam jej nikomu, bo mi się za bardzo podoba. Szyło mi się z tego bardzo dobrze, materiał jest miękki i miły w dotyku.

Jest duza i pakowna jak to torebka na miara zrobiona zgodnie z moimi wymaganiami. Ma dwie raczki na rami i dlugi pasek jak by co. Pasek jest przypiety karabinczykami wiec wrazie czego mozna sie go pozbyc. Mysle ze na zime wymienie go na szary ale aktualnie nie posiadam takiego na stanie, kupie przy najblizszej okazji. 



Zdradze wam tajemnice-zolta nitka to taka mala sztuczka na zakrycie skazy na materiale, jest tam jakby biala smuga. Zakrylam ja woskowanym sznurkiem przyszytym zolta nitka, zygzakiem. Do tego jak zwykle ostatnio robie doszyta plakietka z napisem "handmade".

Moje torebki wyroznaja sie tym ze prawie zawsze maja fantazyjna podszewke, zwlaszcza wtedy kiedy material wlasciwy jest jednokolorowy, spokojny. 
Kieszonka na zamek w srodku to tez co staram sie zawsze wszyc. Tak wyglada od srodka jakby sie ktos uparl to mozna ja nosic na lewa strone. 



27 września 2015

Mulinowy porządek musi być

Mam znowu fazę na haftowanie, skończenie kalendarza spowodowało, ze mam teraz ochotę haftować nowe rzeczy. A do tego trzeba mieć porządek w mulinach, każda haftująca osoba wie ze czasami przygotowanie potrzebnych kolorów trwa dłużej niż samo xxx. W zeszłym tygodniu wyciągnęłam na światło dzienne moje zapasy, bo chciałam sprawdzić co mam i gdzie. Od kilku lat miałam tabelkę z kolorami DMC wydrukowana z netu i zaznaczałam sobie tam co mam i ile.  Z taka lista łatwiej jest się zorientować.

Niestety po kilku latach lista była w opłakanym stanie, chcialm zrobić nowa i zaczęłam wertować internet żeby znaleźć coś gotowego do wydrukowania, zamiast tego znalazłam fajna aplikacje na tablety i smartfony. 
Jest darmowa, nazywa się Muliner można w niej sprawdzić odpowiedniki rożnych firm.  Ma możliwość zrobienia prywatnego archiwum własnych zapasów. Zamiast robienia tabelki wprowdzilam tam wszystkie numery moich motków wraz z ilością jesli mam wiecej niz jeden w danym kolorze. W bazie danych ma takie marki jak Dmc, Anchor i Madeira sa tez inne ale ja ich nie znam, nie posiadam wiec wykasowalam. Teraz moja liste kolorow mam zawsze przy sobie, bo to co mam na tablcie widze tez w moim iPhonie. Aplkacja nie ma jezyka polskiego ale jest angielski. 
Przy okazji uporzadkowalam nowe kolory, ktore kupowalam np. razem z gazetami, najpierw trafialy do zbiorczego pudelka. Na muliny Dmc mam segregatory takie zwykle z papierniczego, kupowalam do nich tylko wklady i specjalne patyczki na motki. 

Jak widac nie prezentowaly sie one zbyt arakcyjnie, dlugo myslalam jakby je tu ozdobić i dostalam olsnienia, przypomnialao mi sie o samoprzylepnej tkaninie we wzorki. W 3 minuty segregatory zmenily sie nie do poznania. 

Obok jest jeszcze jeden zwykly segregator ale ten czeka na swoje przeznaczenie puki co jest pusty. 
Jak je oklejalam to pomyslam ze moglabym podrasowac moje korytko na aktualny haft, zazwyczaj haftuje w salonie i tam wolalabm miec rzeczy ladne wiec drewniane korytko przeszlo tez metamorfoze. 

Uzylam do tego celu tej samego materialu co przy segregatorach. Wystarczy odkleic papier jak zwyklych naklejkach i przykleja sie latwo do wszystkiego. Jakby to kogos interesowalao to moje sa w arkuszach formatu A4. 

Kiedy juz wszystkie muliny byly na swoim miejscu, korytko i segregatory zostaly odstrojone tego samego wieczoru wyhaftowalam jeszcze turkusowe serduszko do ramki z magnesem. 

Na dzis tyle, lece przed telewizor haftowac nowy projekt, wloska edycja X Factor nadaje sie do tego znakomicie. 


21 września 2015

A ja znowu o szyciu

Pod poprzednim postem postem poproszono mnie o rozwiniecie tematu z nawlekaniem igły. Chodzi o to ze górna nitka powinna być nawleczona przy podniesionej stopce.  Ja sobie zapamiętałam to z czasów kiedy uczyłam się szyć na starym Łuczniku 466 mojej mamy. To jest model maszyny w której widać dlaczego ta stopka powinna być w gorze, bo mechanizm napięcia nici jest na wierzchu. Nitka musi być odpowiednio napięta, przechodzi ona przez takie jakby dwa metalowe talerze, które to regulują. Kiedy stopka jest na opuszczona talerze się zaciskają,wiec nitka nie możne miedzy nimi sie znaleźć i mechanizm nie ma już okazji uregulować napięcia nitki. dlatego przy nawlekaniu gornej nitki stopke sie podnosi.
Sprawdziłam podobny system jest w każdej maszynie elektronicznej i nie, w instrukcjach obsługi moich maszyn jest to samo- stopka w gorze przy nawlekaniu igły. Nie ma to nic wspólnego z automatycznym nawlekaniem igły.
Skoro jesteśmy przy szyciu to pokarze z czego będę szyć tej jesieni, to materiały kupione w sierpniu, bo przed wyjazdem na urlop tez zrobiłam zakupy :)






No a ze ze sklepu z takim asortymentem nie mozna wyjsc bez innych akcesoriow, w koszyku znalazly sie tez inne rzeczy do szycia. 

Na zdjęciu zakupy zbiorcze z rożnych sklepów z 2 rożnych krajów :) Ta kremowa tkanina, przydaje  mi się jako usztywnienie do toreb, wynalazłam ja 2 albo 3 lata temu w pasmanterii w Como. Pani ekspedientka pokazała mi ja kiedy sie zapytałam o sztywna flizelinę. Powiedziała ze flizeliny nie maja ale jest taki coś co już leży kilka lat w magazynie i nikt tego nie kupuje, bo nie wiadomo wiadomo  co to jest, nie pamiętała nawet nazwy. Z bliska wgląda jak grube, sztywne płótno. No i kopiłam na probe, pani wyceniła to na 2 euro za metr. Uszyłam z tego torebkę okazało się świetne i wróciłam po jeszcze, opowiedziałam pani do czego to używam i jak .Ona mi powiedziała, ze maja tylko ta bale z której mi sprzedaje kawałek i prawdopodobnie już nie zamówią, bo nie pamiętają dostawcy. Dala mi do zrozumienia, ze nikt tego nie kupuje i nawet nie leży to na wystawie. W lipcu znowu byłam tam na zakupach i znalazłam ten materiał normalnie na polce,  akurat w tym czasie pytała sie o to inna klientka a moja pani ekspedientka powiedziała jej dokładnie to samo co ja jej opowiedziałam jakiś czas temu czyli jak tego używać i do czego. Okazało się ze odnaleźli sprzedawce sprowadzili to znowu i materiał z magazynu trafił na sklepowa polkę, oczywiście cena została uaktualniona czyt. podwojona. 
A i żebym miała czym to wszystko zszyć kopiłam tez słoik nici, bo w Szwajcarii sprzedaje się nici  w słoikach:)


Na koniec dwa kubki wynalezione w sklepie ze sprzętem kuchennym, jak je zobaczyłam to powiedziałam ze bez nich nie wyjde, chyba wiadomo dlaczego. 




19 września 2015

Co ma wisieć nie utonie :)

Obiecałam sobie ze skończę, to skończyłam. Prawie 4 lata temu zaczęłam haftować jeden z kalendarzy Lizzy Kate, mieszkaliśmy wtedy jeszcze we Włoszech. W tym tygodniu udało mi się go wreszcie skończyć, teraz mogę zacząć myśleć nad nowym projektem. 
Ten kalendarz wyparzyłam kilka lat temu w małym sklepie w Mediolanie, nie była to klasyczna pasmanteria ze wszystkim tylko sklep poświęcony w całości haftowi. To było piękne, klimatyczne  miejsce, które zdarzyłam odwiedzić tylko 2 razy zaraz potem został zamknięty, niestety. 

Całość ma ponad 70 cm, muszę tylko znaleźć odpowiednie miejsce dla niego, bo już niestety nie mamy ściany na która był zaplanowany :) W oryginale był haftowany ręcznie farbowanymi nićmi marki Weeks Dye Works, które były dostępne w wyżej wspomnianym sklepie. Niestety jak się zabrałam do realizacji sklepu już nie było i skończyło się klasycznie na DMC. 

Tak się prezentuje na ścianie, na lewej stronie przykleiłam flizelinę w kremowym kolorze, dzięki temu ten długi pasek aidy trzyma formę. Całość obszyłam zygzakiem żeby się nie strzępiło. Więcej kalendarzy już pewnie haftować nie będę teraz skupie się na 300 małych motywach z mojej nowej książki:)
Jest jeszcze jedna dobra wiadomość do domu wróciła moja najlepsza przyjaciółka- maszyna do szycia. Naprawiona, zrewizjonowana, wyczyszczona, naoliwiona zwarta i gotowa do nowych działań. Wielkie podziękowania należą się naszym znajomym Francesco i Victorii, bo to oni zawieźli i odebrali ja z naprawy. 

Dostałam przykazania od pani z serwisu aby nigdy nie nawlekać igły z opuszczona stopka, bo maszyna się tak psuje i z czasem zaczyna źle działać. Niby zawsze tego pilnowałam ale kto tam wie. 

Chciałabym powitać tez na moim blogu polskie literki, już w kilku poprzednich postach pojawiały się sporadycznie. Teraz wreszcie zrozumiałam jak ich używać. Komputer chyba sam się zorientował, ze pisze po polsku i zaczął mi sugerować prawidłową pisownie w moim ojczystym języku. W każdym razie ja nie zmieniałam żadnych ustawień a system jest zainstalowany po włosku wiec to albo mój nowy Mac albo blogger coś zmienił. 
Najważniejsze, ze  nareszcie jest tak bardziej po naszemu:) 


15 września 2015

Letnie migawki

Nie mamy duzo czasu na wycieczki ale czasami sie udaje. Tego lata tez nie bardzo mielismy ochote na wypady przy temperaturze 40 stopni lepiej nie opuszczac klimatyzowanych pomieszczen. Pierwszy raz od kiedy mieszkamy w Szwajcarii wybralismy sie na wycieczke za przelecz San Gottardo czyli tak jak sie tutaj mowi do Szwajcarii wewnetrznej. Na poczatek nie daleko, bo do Lucerny, Camillo wpadl na genijalny pomysl by zabrac z nami Brick, ktory nie przyzwyczajony jest do spacerow w miescie, no i ucieklismy po 2 godzinach chodzenia za naszym psem. Ale udalo mi sie zrobic kilka zdjec, zeby pamietac ze musimy tam wrocic na dluzej.




Moim zdaniem podrozowanie po Szwajcarii samo w sobie jest przyjemne, nawet nie wysiadajac z samochodu mozn oczy nacieszyc fajnymi widokami z autostrady. 






Nawet Brick znalazl dla siebie "lokal" na stacji benzynowej na ktorej zrobilismy postoj na obiad. Jak widac kazdy pies znajdzie cos dla siebie. To bylo w na poczatku lipca. 
Testowalismy tez duzo restauracji w okolicy wiecz czesto byly spacery nocne. Mieszkamy w takiej okolicy ze daleko szukac nie trzeba. Bylo wiec Lugano noca





Okazalo sie ze i w Szwajcarii potrafia dobrze gotowac i calkiem niezle wychodza im potrawy z ryb i owocow morza. Do tej restauracji wrocilismy kilka razy. 
Pewna obietnica zlozona przez Camillo sprawila ze pewne czwartkowego wieczoru znalezlismy sie na kolacji w Mediolanie a dokladnie w jego poludniowej czesci w dzielnicy zwanej Navigli. To bijace serce miasta, tam Mediolan nigdy nie spi. Wszyscy ci ktorzy kiedykolwiek byli we wloskiej stolicy a nie odwiedzili, szczegolnie noca tego miejsca musza wycieczke powtorzyc :) 
Navigli to kanaly sa tak stare jak Mediolan tera jesz tam pelno knajpek, restauracji, lokali sa wystawy, muzyka na zywo dzieje sie duzo na wodzie i na brzegach kanalow. Mozna spotkac otwarte sklepy nawet noca, dla kazdego cos milego nawet gdyby ktos chcial jest tez otwarty kosciol. spotkac mozna znane osoby. 






Tu nasza kolacja nie doczekala sie zdjecia, dotarlismy na miejsce bardzo puzno i bylismy glodni jak wilki. Nawet kelnerka zwrocila sie do nas po angielsku, bo stwierdzila ze musimy byc zagranicznymmi turystami(i troche tak bylo:)), bo chcemy jesc kolacje tak puzno. 
Byly tez spacery o swicie po naszej wsi, to najlepszy pora, by cieszyc sie Balerna. 










11 września 2015

300 motywow zeby wrocic do haftowania


Kiedy znalazlam przed tym regalem mysle, ze niechcacy opadla mi szczeka iphon juz mialam w rece i automatycznie zrobilam zdjecie. Pojawil sie nowy asortyment w jednym z moich ulubionych sklepow, duzo dodatkow do toreb i nie tylko. Kilka z tych rzeczy wrocilo ze mna do domu ale dzis mam co innego do pokazania. Kupilam tez ksiazke, ktora wzielam do reki przez przypadek, gapilam sie na to wszystko a reka sama powedrowala na dolna polke z ksiazkami. Kiedy sie ocknelam okazalo sie ze mam w reku ksiazeczke ze schematami do haftu krzyzykowego. 

300 motywow do haftowania i najchetniej wyhaftowalabym je wszystkie, pierwszy na mojej liscie znalazl sie cupcake. Zabralam sie za niego odrazu i jest juz magnesem na lodowce. Jakis rok temu kupilam 2 drewniane ramki przeznaczone dotego celu. 
Niestety mialam tylko biala kanwe, wiec zmienilam troche odcien kolorow na mocniejszy. 
A teraz zajrzyjmy do srodka, co mnie w tej malej ksiazeczce zachwycilo. Sa jeszcze inne ksiaki z tej serii i napewno je sobie kupie jak tylko wroce do tego sklepu. 









A na koniec jeszcze wczorajsze zakupy szyciowe, znowu mi sie zrobilo to samo przed polka z asorymentem firmy Tchibo, ktore mozna dostac w naszym supermarkecie gdzie normalnie robimy zakupy spozywcze. Weszlam po szpinak i jogurt a wyszlam ze spinaczami do szycia i zamkami do nowych torebek, no i z wielkim usmiechem na buzi . Dwa najbardziej udane zakupy ostatnich tygodni, bo takich spinaczy szukalam bardzo dlugo sa alternatywa dla szpilek a w przypadku szycia kilku warstw gdzie szpilki juz nie daja rady, one spisuja sie doskonale. Natomiast zamki blyskawiczne sa w Szajcarii na wage zlota, kosztuja bardzo, bardzo duzo. Jeden 50cm zamek potrafi kosztowac tyle co ja zaplacilam za cale to opakowanie 10 sztuk.