6 października 2012

Targi odc.1

Targi, targi i po targach, tak sie cieszylam, tyle czekalam i juz po wszystkim.
Wstalam dzis bladym switem, co ja pisze ciemna noc byla jeszcze jak wstalam, bo wyruszylam z domu o 6.30 o godzinie 9.30 stalam juz w kolejce po bilet, wlasciwie to stalysmy ja z kuzynka C. i jej corka. Zaraz po wejsciu zaparkowalysmy mala na parkingu dla dzieci, gdzie sobie spokojnie robila ozdoby choinkowe a my wyruszylysmy na lowy.
 
Odrazu zaznaczam, ze wiele zdjec nie udalo mi sie zrobic, bo prawie wszedzie byly zakazy. Nawet z jednym facetem sie o to poklucilam prawie, chociaz bardziej chodzilo mi o forme niz o tresc, otoz wszedzie wisialy kartki z napisami prosimy nie robic zdjec albo prosimy nie dotykac do tego na kocu bylo zawsze slowo dziekuje.
Jeden jedyny wystawca mial wielki karton  z napisami "nie dotykac", "nie fotografowac" i "nie odrysowywac" wszystko z wykrzyknikami. Jak akurat mialam aparat albo komorke w reku wiec on wyszedl przez swoje stanowisko sprawdzac czy mi czegos nie bede "krasc" jak zobaczylam ten napisto skomentowalam, ze taki malo sympatyczny, brakowalo tylko nie oddychac i nie kichac i stac na bacznosc. A on ze to jest ich praca i musza sie jakos chronic, pewnie ma racje tylko mozna to zakomunikowac w jakis bardziej kulturalny sposob a nie zywcem wziety z wojska. 
Znalazlam jednak tez takie stoisko gdzie mozna bylo robic zdjecia. 

Jak co roku byla wystawa patchworkowa i tam tez dalosie robic zdjecia, chociaz juz bylam ciutke zmeczona to pstrynelam pare.

Miedzy pawilonami ukazal sie nam widok na miasto, oto Bergamo w calej swojej okazalosci.
Jeden pawilon byl poswiecony haftowi, tam glownie mozna bylo kupic tkaniny do haftu albo gotowe zestawy, bo juz nici igiel i innych akcesoriow nie bylo. Obejzalam sobie z bliska stoisko z zestawami Michaela Powella ale oczywisie zadnych zdjec nie dalo sie zrobic, w kazdym badz razie ceny byly powalajace np. malusi zestaw do zrobienia zakladki 18 euro- nie ma mowy, ja takiej kasy nie wydam. Ogolnie zauwazylam ze ceny poszly mocno w gore juz sie nie oplaca kupowac na targach tak jak kiedys. W przeszlosci rozdawali duzo gratisow teraz sie ewentualnie usmiechna. Kryzys...
Kryzys, kryzysem a ludzi bylo strasznie duzo jeszcze tyle bab na raz w zyciu nie widzialam, trzeba bylo sie przepychac, stac w kolejkach itd. W ciagu 4 lat istnienia te targi staly sie tak popularne, ze w miescie byl jeden wielki korek, na ich strone www nie da sie wejsc od 2 dni.
O godzinie 16 skonczyly mi sie pieniadze, cierpliwosc i sily wiec wyruszylam w droge powrotna. mialam sliczny widok z okna pociagu przejezdzajac po ponad stuletnim  zelaznym moscie.
Na dzis tyle, bo oczka mi sie zamykaja. Co przyjechalo ze mna do domu z tej wyprawy dowiecie w nastepnym odcinku o targach. 
Wozeczek pelen dobroci :)


 

3 komentarze:

  1. szczerze zazdroszczę - i targów i Italii - marzy mi się i jedno i drugie :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawa jestem tej zawartości. Takie targi fajna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Halo! Ceny w gore, a Ty wor jak od Mikolaja przywiozlas? No i jeszcze mialas okazje odwiedzic prawdziwe robotkowe targi! Oraz popodziwiac piekne widoki! Dlaczego marudzisz? Zazdroszcze, ze hej! I juz mi tu robic zdjecia tego co w worku:D

    OdpowiedzUsuń