26 kwietnia 2016

Trening czyni mistrzem

Gdzie ja sie podzialam? Ponad miesiac mnie tu nie bylo mnie ale dzialo sie duzo wiec blog musial poczekac. Zanalazlam nowa prace a wlasciwie nowa praca znalazla mnie, bo ja niczego nie szukalam. Zupelnie niespodziewanie okazalo sie, ze nareszcie moge robic to co najbardziej lubie i jeszcze mi za to placa:) Szyje, od poczatku miesiaca pracuje w malym laboratorium krawieckim. Moj kurs szycia przyniosl efekty, zaczelo sie od zdjecia pewnej sukienki, ktora uszylam. Wyslalam je Camillo on je pokazal pewnej pani, ta pani popatrzyla, pochwalila i na tym sie skonczylo. Zdarzylismy o tym zapomniec. Ta pani okazala sie wlascicielka firmy w ktorej teraz pracuje i zaproponowala mi odplatny staz u niej. No i szyje sukienki, naszym klijentem jest miedzy innymi ten sklep . Wystarczy tam wejsc wybrac sobie kombinacje top+spodnica w ulubionych kolorach, moze pasek do kompletu, zamowienie trafia do nas i prawie na 100% to ja uszyje zamowiony zestaw. Wszystkie zamowienia sa realizowane w ten sposob, nie istnieje magazyn kazda sukienka jest realizowana idywidualnie. Dla mnie to swietna praktyka,w 3 tygodnie nauczylam sie wiecej niz w ciagu kilku lat. Nauczylam sie uzywac profesjonalne maszyny do szycia i teraz tez taka chce.
A w domu ostatnio uszylam sobie koszule w krate z lekkiej, miekkiej flaneli.

A w miedzy czasie Camillo przestal palic papierosy. Nie pali od 29 lutego, musze o tym napisac, bo jestem z niego bardzo dumna. Przez ten czas nawet nie wspomnial o jednym papierosie.
Kupil sobie maszyne do suszenia owocow i warzyw, dzieki ktorej odkryl, ze mamy kuchnie. Sam wybiera, kupuje, przygotowuje owoce do suszenia.



Suszonymi owocami zastapil papierosy, mamy nawet rodzynki domowej roboty. A jak juz mi sie uda dopchac do maszyny to ususze pomidory, ktore bardzo lubie. Caly proces trwa ponad 10-12 godzin ale w zamian w domu unosi sie taki zapach ze nie wymysli tego zadna swieczka zapachowa. 


Ten post dedykuje śp. Ance, mojej wiernej czytelniczce i najlepszej kolazance z liceum. Ciagle nie moge uwiezyc, ze odeszla...



19 marca 2016

Historia pewne spodnicy

Proces tworzenia nowej torebki nie zawsze przebiega tak samo, czasami pomysl mi wpadnie do glowy i dokladnie wiem co chce uszyc i z czego. A czasami mam tylko ochote cos uszyc ale nie wiem co dokladnie, wyjmuje wtedy kilka materialow i mysle, czekam na inspiracje.

Wyjelam taki zestaw i gapie sie, gapie, dumam przekladam, przykladam, moze nawet cos potne. Chcialam uszyc zielona trebke a wyszlo jak zwykle. Zielona torebka musi poczekac. Moj wzrok padl na cos co kupilam ostatnio- spodnice z ekologicznej skory. Wypatrzylam ja w sklepie Caritasu, to pierwszy raz kiedy kupilam uzywane ubrania w Szwajcarii ale chyba nie ostatni. 
Kupilam ja z zamiarem pociecia na paski/raczki do torebek ale im dluzej na nia parzylam tym bardziej mi bylo jej szkoda. I tak nie byla w moim rozmiarze ale miala idealne wymiary by stac sie baza do torebki. Odrazu wiedzialam, ze podszewka ma byc zolta. 

I to od niej zaczelam szycie, wszylam kieszen na zamek, druga zamykana na zatrzaski i magnetyczny guzik, bo torebka bedzie dla mnie i tak mi jest wygodniej. Ja wiem ze sa tacy, ktorzy musza miec torebke porzadnie zamykana ale z doswiadczenia mojego i innych wiem ze to nie ma wielkiego znaczenia jesli chodzi o zlodziei. Niedawno pewna pani opowiedziala mi jak ukradziono jej torebke z samochodu na parkingu wloskiego supermarketu. Wsiadala wlasnie z kierownice, torebke polozyla na siedzeniu pasazera, nagle uslyszala odglos upadajacych monet, nachylila sie by je podniesc i podac osobie, ktora wlasnie przechodzila obok a w tym czasie ktos zabral jej torebke z drugiej strony. Takze ma male znaczenie jak jest zamykana jak zechca to i tak ukradna. 





Oto jest nowa torebka na wiosne, raczki ostatecznie zrobilam z grubej bawelny kupionej w Ikeii. Jak widac  cale moje myslenie, projektowanie to strata czasu, nie taki byl plan jak wyjmowalam materialy na stol. Zielona torebka tez sie kiedys doczeka swojego momentu, i to moze nawet niedlugo. 
A w sklepie Caritasu kupilam jeszcze jedna rzecz- sweterek wiosenny, lekki bawelniany bardzo znanej wloskiej marki Elena Mirò i to byl zakup roku, taki sweter nowy kosztuje okolo 200frankow a ja wydalam 4 na cale zakupy:) Spodnica byla marki H&M. Obie rzeczy w doskonalym stanie, wlasciwie chyba wcale nie noszone. 





16 marca 2016

To co lubie najbardziej-torebki

Udalo sie nareszcie, uszylam 3 kolejne torebki. Nie wszystkie na raz, pierwsza zaczelam jeszcze w pazdzierniku, druga jakis miesiac temu tylko trzecia torebka ma mniej niz tydzien, nawet material na nia nigdy nie trafil na polke, zostal pociety juz w dniu zakupu. Zacznijmy od tej ostatniej, jedynej przeznaczonej dla mnie chyba. Ostatnio mam obsesje na punkcjie koloru mietowego-pistacjowego, wiec jak zobaczylam ten material to musialam go kupic.

Torebka poczeka na wiosne, na cieple dni kiedy juz nie bedzie trzeba nosic tych okropnych cieplych kurtek. 
Wczesniej zaczelam szyc torebke z materialu, ktory kupilam latem uzylam po raz kolejny moj ulubiony wykroj ale badzie to chyba ostatni raz, bo juz zaczynam miec go dosc. 
Ta torebka jest zamykana na zamek i ma liliowa podszewke. 
Nareszcie torebka, ktora wylezala sie w mojej pracowni dlugo, bardzo dlugo jak na moje mozliwosci.  
Nie wiedzialam jak ja skonczyc, z czego zrobic pasek zabraklo mi weny, az wkoncu sie wkurzylam i ja skonczylam. 

Jak widac na zdjeciu ma dlugi pasek do noszenia na ukos, podszewka w kropki strasznie mi sie podoba i moim zdaniem bardzo pasuje do czarno-bialego komiksu. 
Do zdjecia uzylam manekin na ktorym wisi moj kolejny projekt, biala koszula ale o tym napisze innym razem. 




8 marca 2016

Moje zycie w pocztowce i 24 godzinna zima

Nie tylko szyje, codziennie wychodze tez na spacery czasami z psem, czasami bez ale zawsze mam przy sobie telefon i prawie codziennie robie zdjecia. Juz wiele razy to pisalam ale miaszkamy w bardzo ladnym miejscu. Camillo mowi, ze mieszkamy w pocztowce:)
Kazdego dnia jest inaczej, jest inne swiatlo, na niebie jest mniej lub wiecej chmur. A mi sie chyba nigdy nie znudzi robienie zdjec tej pocztowce.

Tam daleko jest snieg, tego dnia myslalam ze tej zimy zobacze go tylko z daleka.  Okolica tu na dole  moze nie jest najpiekniejsza, bo to jednak przemyslowy region, sa fabryki, magazyny, autostrada, niezbyt ladne budynki ale wystarczy podniesc wyrzej glowe i napewno wyparzy sie cos ladnego na horyzoncie. 
Zdjecie zrobione o godzinie 14, zanosilo sie na deszcz. 
W zeszlym tygodniu pojechalam z kolezanka i jej dwoma psami na spacer do parku Villa Olmo w Como nad samym jeziorem. Mimo, ze mieszkam tu juz prawie 4 lata bylam tam tylko 2 razy. Jakos nie moge namowic Camillo na takie wycieczki. A warto. 






A tu juz sama Villa Olmo czyli letnia rezydencja jakiegos wloskiego arystokraty. Taki tam letni domek :)

Wycieczka do Como byla w czwartek a juz w sobote krajobraz zrobil sie czarno-bialy z przewaga bialego. Stalo sie to co sie mialo stac spadl snieg, pierwszy w tym roku tu na dole w dolinie. I to jak spadl!!. W naszej miejscowosci az tak nie padalo, wlasciwie padal bardziej deszcz niz snieg, dlatego to nas zmylilo. Wybralismy sie na zakupy w najgorsza zawieruche, bo jak tylko wyjechalismy na autostrade okazalo sie ze snieg tak sypie, ze nic nie widac, wycieraczki nie nadazaly, co chwile mijalismy samochody na zakopane w zaspie na pasie awaryjnym, najczesciej odwrocone do kierunku jazdy. Zrobilo sie niebezpiecznie, bardzo nawet niebezpiecznie na szczescie samochod Camillo mam naped na 4 kola ale w drodze powrotnej przezylismy chwile grozy, zablokowaly sie wycieraczki i kilka kilometrow do najblizszego parkingu przejechalismy prawie na slepo.  Oboje zalowalismy ze wyszlismy z domu. 

To zdjecie zrobione juz kilka godzin po tej nieszczesnej wycieczce, sytuacja juz byla opanowana. A zdjecie zrobilam na dowod ze u nas tez byla zima. To wszystko trwalo mniej niz 24 godziny. Juz w niedziele rano, nie bylo sladu po tym co dzialo sie w sobote. Wczesnie rano, byla niebieska mgla i troche zamarznietego sniegu. 

Po poludniu wrocila wiosna, snieg zostal tylko wysoko w gorach czyli wszystko wrocilo do normy. Wyszlo znowu slonce, niebo zrobilo sie super niebieskie, nic tylko robic pocztowkowe zdjecia az mi szkoda siedziec w domu. 












Na szczescie nagly atak zimy nie zniszczyl moich dziko rosnaczych kwiatkow w ogrodzie. Od miesiaca mamy trawnik pokryty stokrotkami, prymulkami i fiolkami.
















1 marca 2016

Wyszywam

Jednak wyszywam, to slowo przypomniano mi w komentarzach pod porzednim postem.Dziekuje:)
Malo, bo malo ale pare krzyzykow udalo mi sie postawic w lutym. Mam taka tradycje ze co roku ogladam festiwal piosenki wloskiej w Sanremo i zawsze wtedy wyszywam. W tym roku postanowilam zrobic biscornu dla mojej instruktorki szycia.

Po raz pierwszy uzylam nowej muliny DMC coloris i musze powiedziec ze efekt jest zadowalajacy. 
Z okazji pierwszego marca zycze sobie wyszywac wiecej, ma nadzieje ze mi sie to uda. 
Kupilam sobie w koncu odpowiednie pudelko do trzymania haftu, miesci sie tam wszystko co potrzebne jest pod reka. 





Jest wystarcza duze, by wlozyc tam sredniej wielkosci tamborek, kiedy koncze wyszywanie, zamykam i zostawiam w salonie. Podoba mi sie jego kolor, pasuje mi do wystroju, bo kanape mam tez szara. To pierwsze pudelko tego typu, ktor kupilam sobie sama. Juz kiedys mialam podobne, duzo mniejsze, bardzo brzytkie, bo w majtkowych kolorach i bez plastykowej wkladki z przegrodkami. Dostalam je na urodziny od kolezanki i niestety nie przetrwalo przeprowadzki do Szwajcarii czyt. wyrzucilam, bo mi sie nie podobalo.  Mam jeszcze 2 niciaki, klasyczne drewniane oba tez byly prezentami od kolezanek w pewnym momencie zaczelam myslec ze wszystkie moje kolezanki zmowily sie by dac mi wszystkie mozliwe rodzaje takich pudelek :) 
Pudelko przydasie to zakup jeszcze chyba ze stycznia, natomiast w zeszlym tygodniu wrocilam z ksiegarni z nowa ksiazka. Bardzo podobaja mi sie projekty w tamborkach do haftu, kupilam sobie ksiazke poswiecona tylko takim wlasnie pracom. Narazie nie mam w planach nic takiego robic ale moze kiedys. 


Wlasciwie juz kiedys cos takiego zrobilam, nie pamietam czy juz pokazywalam to na blogu, zdaje sie ze nie. Jest to wyszywany zegarek z prawdziwym mechanizmem na baterie. Nie wyszedl  mi najlepiej wiec pewnie dlatego sie nie chwalilam :) Niedawno szukalam zegara do mojej pracowni i postanowilam ze powiesze ten. 





25 lutego 2016

A ja znowu o haftowaniu tylko teoretycznie

Mozna by pomyslec ze haft krzyzykowy odkrylam dopiero niedawno a tak naprawde znam go od zawsze, w moim rodzinnym domu byla jedna taka ksiazka z haftami i  to z niej dowiedzialam sie ze mozna haftowac xxx. Pisze byla, bo od tygodnia jest w moim domu tu w Szawjcarii, mimo ze nie widze w niej nic ciekawego, jakosc wydania pozostawia duuuuzo do zyczenia to jednak chcialam ja miec w swojej kolekcji.

Sa w niej rozne rodzaje haftu nie tylko krzyzykowy ale ten mnie interesuje najbardziej obecnie. Nie ma w niej nic odkrywczego, nowego czy ladnego. Ksiazka pochodzi z roku1987 i jest juz trzecim wydaniem, kosztowala zawrotna  cene 380 zl. 
Ciekawe kto z was ma ja w swoich zbiorach?

Od niedawna mam tez w swojej kolekcji jedno ze secjalnych wydan Susanny, to ze zwierzetami. Nigdy nie kupowalam wydan specjalnych, raz tylko jeszcze przed powstaniem bloga w 2009 roku kupilam agende z tego wydawnictwa. Jest uniwersalna, bo ma tylko podzial na miesiace wiec mozna jej uzyc w kazdym roku, co mi sie od ponad 6 lat jeszcze nie udalo:)

Lezy sobie i czeka na swoje przeznaczenie, jest cala zlozona ze schematow do haftu xxx. Kazdy miesiac ma swoj temat przewodni. Cos czuje ze nigdy jej uzywac nie bede, bo troche mi szkoda a troche nie wiem co mialabym tam zapisywac. Na codzien uzywam kalenarza w telefonie

A wracajac do wydania, ze zwierzetami to musze powiedziec ze to akurat mi sie spodobalo, nie wiem czy kiedys cos z niej wyhaftuje ale lubie sobie popatrzec. Szczegolnie podobaja mi sie swinie no i oczywiscie psy albo ten krolik z opadnientymi uszkami.