28 sierpnia 2013

Biblia

Dzis znowu musialam pojechac do Como, nie byla to wycieczka dla przyjemnosci i taaaaaak mi sie nie chcialo. Po prostu mialam ochote zobaczyc jakies nowe miejsce. Jednak jak mus to mus. W drodze wymyslilam, ze jak wszystko pozalatwiam, pochodze sobie po ksiegarniach. Mialam zamiar kupic pewna ksiazke. Jak juz dotarlam do centrum to okazalo sie, ze akurat odbywaja sie targi ksiazki, na jednym z glownych placow rozstawiono wielki namiot i wszyscy ksiegarze z miasta i okolic byli w jednym miejscu. Minela mi cala zlosc na ten przymusowy wyjazd :)

Ten namiot jak by na mnie czekal w nagrode.
Poszukiwana przeze mnie ksiazka to biblia wloskiej kuchni napisana przez Pellegrino Artusi ponad 120 lat temu zatytuowana "Nauka w kuchni i sztuka dobrego jedzenia". To z tej ksiazki czerpia inspiracje najwieksi wloscy kucharze, to tutaj zawarte sa najwazniejsze wloskie przepisy. Ksiazka jest wydawana nieprzerwanie od 1891 i pomyslec, ze kiedy zostala napisana nikt jej nie chcial wydac. Po wielu nieudanych probach znalezienia wydawcy, autor wydal ja za wlasne pieniadze. Po prostu zaplacil za druk 1000 egzemplarzy i sam osobiscie wysylal ksiazke poczta do zainteresowanych.
W pierwszym wydaniu bylo 475 przepisow kolejne zostaly wzbogacone, ostatecznie jest ich 790 wszystkie wyprobowane przez niego osobiscie. Po jego smierci ksztalt ksiaki juz nie byl zmieniany i od 1911 roku jest dokladnie taka sama. Po prostu musialam ja miec i nie wystarczyla mi wersja cyfrowa, ktora zaczelam czytac kilka dni temu. Tak, tak to jest ksiazka, ktora nalezy przeczytac jak powiesc.
To czym dla wlochow jest jedzenie nie zrozumie nikt, kto tego  nie zobaczy na wlasne oczy. O jedzeniu sie mowi zawsze o kazdej porze, pierwsze wrazenia jakie sie opowiada z podrozy sa kulinarne. Jedno z pierwszych pytan jakie zadaja mi nowo poznane osoby to jakie sa typowe dania kuchni Polskiej.
Dobrym przykladem tego moze byc fakt, potrafia przejechac wiele kilometorw tylko po to by np. zjesc obiad czy kolecje w jakiejs rekomendowanej restauracji.
Mi zapadla w pamiec pewna jesienna niedziela z przed kilku lat. Pojechalismy z grupa znajomych do takiej malej gorskiej restauracji, ktora nie ma nawet szyldu(nazwy chyba tez nie), po drodze nie ma zadnego znaku. Nic. Jesli nie dostanie sie wskazowek od kogos kto juz tam byl to nigdy sie tam nie trafi. Lokal znajduje sie juz w gorach, zostal zrobiony ze starej stajni dla koni. Nie ma tam jakiegos specjalnego wystroju. Drewniane stoly przykryte zwyklymi obrusami, bo wloski stol jest zawsze nakryty obrusem do jedzenia a restauracjach jest on zmieniany po kazdym klijencie. Zostawiono nawet niektore elementy pierwotnego "wystroju" np. zlob dla koni. Gdzieniegdzie zawieszona jest jakas stara podkowa.



Rozciaga sie z niego widok na wschodnia odnoge jeziora Como, ostatni odcinek drogi nalezy pokonac na piechote, bo parking polozony jest nieco nizej. Wyjazd na taki obiad nie trwa godzine, wlasciwie czasu sie nie liczy, bo to przeciez niedziela no i po co sie spieszyc. Zwyczajem tego miejscania nie ma klasycznej karty, miejsca nalezy rezerwowac z duzym wyprzedzeniem i je sie to co zamowila osoba, ktora zadzwonila pierwsza z rezerwacja na dany dzien. A otwarte jest tam tylko 3 dni w tygodniu piatek, sobota i niedziela. Wszystko przygotowywane jest ze swierzych produktow, wlasciciele maja wlasne hodowle zwierzat, uprawiaja warzywa, wino wlasnej produkcji. No i rezerwowac nalerzy z kilku tygodniowym wyprzedzeniem, bo ilosc miejsc jest bardzo ograniczona. W cieple dni mozna sie powylegiwac na trawce miedzy jednym daniem a drugim. A dan jest zazwyczaj bardzo duzo kilka przystawek, 3 pierwsze dania, 3 drugie dania, deser no i na koniec obowiazkowo kawa. Kazdy znajdzie tam cos dla siebie i nikt nie wydzie glodny, bo kelnerzy kraza z polmiskami az do znudzenia.
Ja jechalam tam po to aby pierwszy raz sprobowac dania o nazwie pizzoccheri, to potrawa z tamtego regionu.
Przyrzadza sie ja ze specjalnego makaronu z maki gryczanej do tego sa ziemniaczki, kapusta(na moim zdjeciu jest szpinak, ktoryja uzywam zamiennie) ser, parmezan, czosnek, maslo.
Dokladny przepis po polsku mozecie znalezc tutaj ja nie bede go powtarzac. Na tej stronie jest tez przepis na makaron, ktory ja kupuje gotowy a podobno np. w Polsce nie do zdobycia.
Teraz jak widac potrafie sama to przygotowac, tylko nie mam odwagi dodac tyle masla co w przepisie:)
Danie jest typowo jesienno-zimowe u mnie w domu jadam je tylko ja, zazwyczaj robie duza porcje na poczatku sezonu, dziele i zamrazam a potem odgrzewam kiedy nie ma czasu na gotowanie.


4 komentarze:

  1. zdjecia cudne ... ale ci sie udało z targami pozdrawiam ciepluteńko

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe zdjęcia! Aż miło popatrzeć...ciekawa jestem gdzie byłaś? Ja osobiście nigdy nie uprawiałam takich wypraw ale często słyszałam od znajomych o podobnych wypadach. Zgadzam się z Tobą że Włosi w pierwszym rzędzie opowiadają ci gdzie i co zjedli a później dopiero mówi się o innych atrakcjach. Czasem mnie to denerwowało a innym razem nieco im zazdrościłam tego oddawania się przyjemnościom jedzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzies mniej wiecej w okolicy Calolziocorte tuz przed Lecco. Dzis tez moj C. pojechal w interesach do Losanny i pierwsza rzecz jaka mi opowiedzial po powrocie bylo to co jadl na obiad. Mi to nie przeszkadza :)

      Usuń
  3. Rany jak pieknie...
    A co do targow, to powinnas grac w lotka, jedziesz po ksiazke, to Ci sie wszyscy ksiegarze z okolicy wystawiaja ;)

    OdpowiedzUsuń