18 sierpnia 2013

Hardcorowo

No i juz po wszystkim, urlop skonczyl sie oczywiscie za szybko ale lepsze to  niz nic zwlaszcza ze w zeszlym roku nigdzie nie bylismy.
Wyruszylismy w sobote po poludniu nad jezioro Como do miejscowosci Piona, tam nasi znajomi maja letni dom i zaprosili nas na kolacje. I po kolacji zaczela sie nasza wyprawa a zaczelo sie hardcorowo. Obralismy kierunek polnoc to oznaczalo nocna przeprawe przez przelecz Spluga. Zdjecia z internetu, bo my bylismy tam noca w kompletnych ciemnosciach.
Mialam wrazenie, ze przejazd ta serentyna trwal wiecznosc po wloskiej stronie jeszcze jako tako, byly zabezpieczenia przy drodze natomiast po szwajcarskiej stronie droga juz byla bardzo stroma i zadnych barierek. Odetchnelismy jak juz wyjechalismy na prosta droge. Potem byl czas na drzemke i gdzies na parkingu przy niemieckiej autostradzie postanowilismy sie przespac w samochodzie. Zasnelismy kiedy bylo komletnie ciemno i dopiero po przebudzeniu okazalo sie gdzie jestesmy. Lubie takie momenty. 

Nastepnie prosto na Zgorzelec po drodze robiac zdjecia ciekawym obiektom(skrzywienie zawodowe).
Oczywiscie byl z nami Brick to pies podroznik, az trudno uwierzyc ze sie go ktos pozbyl przed wyjazdem na wakacje. Gdybym spotkala tych ludzi, ktorzy go przywiazali do barierki przy obwodnicy Mediolanu to zafundowalabym im to samo.
Jak juz pewnie zauwazyliscie naszym celem okazala sie byc Polska wlasciwie do konca nie wierzylam ze tam wyladujemy bylam przekonana, ze nasza wyprawa skonczy sie nad jeziorem Bodenskim ale zawazyl czynnik ekonomiczny.
No i wjechalismy do Polski ja nie bylam tu ponad 3 lata dla Camillo to druga przygoda z tym krajem. W pierwszym momencie na polskiej autostradzie pomyslelismy, ze byl jakis wybuch nuklearny albo co. Droga wygladala jak na zdjeciu brakowalo tylko takiego koltuna co sie toczy po drodze jak na filmach. 
Oczywiscie nie mielismy nic zarezerwowanego, zdecydowalismy sie szukac czegos do spania w Boleslawcu. Pierwsza proba byla nieudana, bo znalezlismy kwatere prywatna po prostu panswo wynajmowali pokoje w swoim domu. Zgodzili sie przyjac nas z psem, jak juz wpakowalismy sie tam z calym majdanem zaczelu dzwonic dzwony z kosciloa na przeciwko a pies zacza wyc jak do ksiezyca. Nici z noclegu, przeprosilismy panstwa za klopot i wpakowalismy sie do samochodu.

 Ostatecznie pierwsza noc spedzilismy w hotelu Protea. No i bylo ok umylismy sie, wyspalismy, na kolacje zamowilismy pierogi, dostalismy pyszne sniadanie. W hotelu byl sklepik ze slynna ceramika z tego miasta. Nawet pierogi dostalismy na talerzach recznie malowanych. 
 Rano ruszylismy w dalsza droge, juz w samochodzie okazalo sie ze naszym ostatecznym celem bedzie Jelenia Gora. 




Po drodze robilam zdjecia widokow z samochodu, bo Camillo nie mial czasu sie rozgladac skupiony byl na kierowaniu autem. Niestety, by jezdzic po polskich drogach trzeba skonczyc odpowiednie kursy. Dla niego widok ciezarowki pedzacej z naprzeciwka na pelnym gazie i waska droga bez pobocza to nowosc. 
Dojechalismy do naszego celu, niestety piekna panorame miasta jako widac przy wjezdzie zaslania gigantyczny bilbord. 
To tylko jeden z przykladow jaki zaobserwowalismy kiedy reklama jest wazniejsza niz walory estetyczne. 
O naszym pobycie, wrazeniach i widokach z Jeleniej Gory napisze w nastepnym poscie. 

6 komentarzy:

  1. O 'matyldo'! jakie serpentyny! We Włoszech nie jeżdżą ciężarowe auta?
    Ojjj te big reklamy - też tego nie lubię! A już na Długiej w Gdańsku mnie po prostu wku....ą! Idziesz sobie i oglądasz te piękne budynki a naprzeciw patrzysz a tam BIG...!!!

    Szybko minął ten Wasz urlop i kto by się spodziewał, że zawitacie do Polski :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiscie ze jezdza ciezarowe auta ale rzadko sie zdaza spotkac je na malych drogach gdzie jest jeden pas w jedna jeden w druga strone. A na drodze z Boleslawca do Jeleniej Gory tak wlasnie bylo do tego zadnego pobocza tylko odrazu row. A ci kierowcy mysla ze te czerwone kola przy drodze z napisem 40 to tak dla ozdoby. Pedza tak jak by sami na drodze byli. We Wloszech drogi sa jednak ciutke lepsze.

      Usuń
  2. szkoda, że nie wiedziałam wczesniej, ale i wy też pewnie tego nie planowaliscie
    zamówiłabym sobie u Ciebie jakąs ładną filizanke albo talerze z Bolesławca (zboczenie ex-zawodowe, do dzis, kiedy wpadnie mi w ręce cos do kuchni, to najpierw firmę sprawdzam tak z ciekawosci juz tylko)

    a wyprawy do polski zazdroszczę, na dluższe wakację ostatnio wybrałam się... (aż wstyd się przyznać) 5 lat temu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasciwie w samym Boleslawcu nie bylismy, ja kupilam jeden talerz w Jeleniej Gorze.

      Usuń
  3. Czytałam cała w nerwach, mam nadzieję że mimo wszystko urlop się udał. Mnie się marzyła przełęcz Spluga oczywiście w dzień, miałam takiego "hopla" żeby pójść w ślady Mickiewicza ale jakoś mi się nie udało, czego strasznie żałuję....Gorąco pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiscie ze sie udal, szkoda tylko ze tak krotko.

      Usuń