27 lipca 2014

Wloski obiad

Znowu bylismy na obiedzie u moich tesciow. Mama i tata Cammillo to naprawde swietni kucharze. Robia prawie wszystko sami, nie uznaja gotowego jedzenia. Pochodza z regionu Puglia, ktory slynie ze swojej kuchni to z tamtad pochodzi najlepszy olej z oliwek. Moi tesciowie innego oleju nie uznaja, nigdy nie uzywali oleju z nasion. Na oliwie z oliwek smaza nawet frytki koniec i kropka. Wszystkie inne olej to trudzizna wedlug nich i nawet nie warto ich przekonywac ze jest inaczej. Oni przyzyli tak 80 lat i nie zamierzaja tego zmieniac. Dzis mam dla was przepis na drugie danie prosto z kuchni Marii i Gregorio, bo trzeba wam wiedziec, ze ja do nich mowie po imieniu:)
Maria byla strasznie podekscytowana, kiedy jej powiedzialm, ze chce sfotografowac jak przygotowuje kurczaka. Tlumaczyla mi krok po kroku kazdy etap.
Probowalam jej tlumaczyc co to jest internet, blog itd. ale nie wiem ile z tego zrozumiala.
Do tego dania potrzebujemy:
piers z kurczaka
galazke rozmarynu
make
biale wino
sol
no i ozywiscie olej z oliwek
Piersi z kurczka kroimy na cienkie plastry, nie myjemy przed gotowniem. Ja nigdy tego nie robie i nigdy nie widzialam, zeby tu to robiono. Zimna woda nie zmyjemy bakteri a tylko przeniesiemy je na deske, noz i cala reszte sprzetow i produktow, ktore dotkniemy potem.
Tak przygotowane plastry kurczka obtaczamy w mace.
Na patelni dobrze rozgrzewamy olej i wrzucamy galazke rozmarynu. Ukladamy wszystkie kawalki kurczaka i smazymy na zloty kolor z obu stron.

Jak widac na zdjeciach tego oleju jest spora ilosc ale to wlasnie jest Puglia style :) Rozmaryn w niczym nie przeszkadza, bo mozna mawet na nim ulozyc plastry. 
Osmarzone z jednej i drugiej strony solimy wedlug uznania. 

Kiedy jest juz usmazone z drugiej strony wlewamy mniej wiecej pol szklanki bialego wina. Po chwili kiedy wino lekko odparuje zostawiamy pod przykryciem juz na wylaczonym palniku. Z winem nalezy uwazac jesli robimy to na gazie to przed wlaniem go, radze zmniejszyc ogien do minimum a potem znowu odkrecic. 
To oczywiscie nie bylo jedyne danie, bo porzadny wloski obiad nie moze sie obyc bez pasty w naszym przypadku bylo to spaghetti najbardzie klasyczne z klasycznych Barilla n.5 gotowane dokladnie 8 minut. 
Do wody na makaron nie dodaje sie oleju, bo prawdziwy wloski makaron sie nie skleja. Nie dodaje sie tez oleju ani masla po ugotowaniu a juz bron boze nie przelewa sie go zimna woda. Makaron ma byc gotowany w ostaniej chwili, kiedy juz wszyscy siedza przy stole i wcinaja przystawki. 

Sos do naszego spaghetti byl juz gotowy, przygotowny w sobote. Gregorio ulepil mnostwo maciupkich pulpecikow, wielkosci mniej wiecej poziomek. Do nich potrzebne jest mielone mieso wolowe, parmezan, jajko i sol oraz duzo cierpliwosci. Gotowe pulpeciki wrzuca sie na wrzatek chwilke gotuje, odcedza i dodaje do sosu pomidorowego. Ten natomias jest zrobiony z zeszkonej na oleju drobno pokrojonej cebuli, pomidorow bez skorki(moga byc z puszki po wlosku nazywaja sie pelati) i tyle. Sos czyli po wlosku sugo gotuje sie az pomidory sie dobrze rozgotuja i odparuje woda. 

Ze wzgledu na nasze psy, ktore do domu nie maja wstepu stol zostal nakryty w ogrodzie. 
Do kurczaka nie bylo ziemniaczkow i sorowki, bo akcja sie dzieje pod Mediolanem:) Byly za to grillowane plastry baklazana przyprawine pietruszka, czosnekiem i czym? Jak to czym? Olejem z oliwek. 

Najlepiej to zrobic dzien wczesniej, bo wedlug Marii i Gregorio im dluzej stoja w tej olejowej zaprawie tym sa lepsze. Nalezy je trzymac w lodowce. 
Na stole nie moglo zabraknac oliwek, parmezanu no i oczywiscie chleba, ktory Gregorio niezmiennie od lat piecze zawsze sam. Na deser byly owoce i lody a na sam koniec kawa dla wszystkich, bo bez kawy niedzielny obiad sie po prostu nie liczy. 
Na koniec zostalismy obdarowani. Po pierwsze dostalam 12 krysztalowych szklanek, ktore moi tesciowie dostali w prezencie slubnym w 1958 roku i ktore po 50 latach doczekaly sie premiery.

Ostatnim razem poskarzylam sie, ze niemam nawet kafetiery w domu tym razem czekala na mnie nowiutka, fioletowa maszynka, jak mowia oni, do robienia kawy. 
Do domu wrocilismy tez z 2 litrami oleju, kilkoma sloikami oliwek, mini cebulek w occie czyli dokladnie to co ja kupilam podczas ostatniej wizyty u nich. Uznali, ze skoro w Szwajcarii olej z oliwek kosztuje tak duzo to oni beda nas w niego zaopatrywac osobiscie, zeby nam przypadkiem nie przyszlo do glowy uzywac jakiego swinstwa :)

15 komentarzy:

  1. A ja myję mięso, w sumie to racja, że to w niczym nie pomoże he he he!
    Zazdroszczę mówienia po imieniu do teściów! Tego najbardziej zazdroszczę właśnie innym krajom, że u nich to takie oczywiste a u nas dziwny zwyczaj mówić: mamo/tato do rodziców męża. Przecież ma się 1 mamę i 1 tatę!
    Kiedy ja doczekam się zięcia to na bank nie pozwolę do siebie mówić mamo, no chyba, że się ten ktoś uprze jak osioł, no to oki :D
    Piękny prezent dostaliście, sentymentalny...No i w końcu doczekał się prezentacji!
    A swojego makaronu teściowie nie robią?
    U nas kiedyś się robiło, pamiętam nawet takie maszynki były specjalne.
    Ciekawe informacje...U nas zalecają wlać olej do makaronu, do wody, hmmm...ciekawe czy ten niby włoski to faktycznie włoski, czy ściema?
    Kafetierki mam kilka w domu, ale nie takich ładnych, teraz kawę robi ekspres, ja tylko naciskam guziczki.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przez 9 lat małżeństwa nie wycedziłam słowa mama ani tata do teściów, ot jakoś tak umiejętnie się wymiguję:)

      Usuń
    2. Heah...mnie też to się tak udaje, ale łatwiej mi by było po imieniu albo: proszę pani, proszę pana ;)

      Usuń
    3. Prezent piekny rzeczywiscie ale teraz chcialbym jeszcze porcelanowy serwis obiadowy :) Rownie stary jak szklanki.
      Moze nastepnym razem?
      Nie wiem kto wam zaleca lac ten olej ale to jakis ignorant. Makaron jak jest zrobiony z odpowiedniej maki to nie musi byc made in italy. Moi tesciowie nie robia domowego makaronu, bo taki robi sie niezwykle rzadko i zazwyczaj na specjalne okazje. Nie daloby rad jesc codziennie makaronu na jajkach. Ten paczkowany jaj nie ma w skladzie.
      Ja tez wole ekspers do kawy, kafetiera potrzebna jest mi na urlop.

      Usuń
    4. A mam jeszcze obiecan srebrna tace i garnki, ktorych juz wlasciwie nie potrzebuje :)

      Usuń
  2. Muszę koniecznie zrobić to danie:)
    Kobieto jak ty uchowałaś się bez kafeiery? Ja mam całą kolekcję już a ostatni nasz nabytek jest z grajkiem;)
    Chleb wygląda obłędnie a bakłażanami jesem zachwycona od dawna.
    Co do oliwy to my zawsze zaopatrujemy się prosto od plantatora z Umbrii albo z Sycylii ale ta z Umbrii smakuje nam najbardziej.
    Pozdrowionka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kafetiery to ja mialam nawet kilka ale slowo klucz to mialam. Nigdy nam taka kawa szczegolnie nie smakowala i czesciej pijalismy ja w barze niz w domu, potem kupilismy ekspres nesperesso i kafetiery staly sie zbedne, rozdalam je po ludziach. Olej tez kiedys tak kupowalismy, teraz mozemy przewiezc przez granice tylko 1 litr na glowe wiec kupowanie hurtowe nie wchodzi w gre :(

      Usuń
    2. My też mamy ekspres ale kawa z kafetirki to taki rytuał. Mój Marek bardzo lubi się tak pobawić:) Nam taka kawa bardzo smakuje:)

      Usuń
  3. Mięsa co prawda nie jadam, ale ten grillowany bakłażan.. Mniammm.
    Ja ostatnio pokroiłam go w krążki, na to dałam fetę i tyle, do piekarnika. Sama byłam zaskoczona jakie to proste i pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio unikam fety, chociaz bardzo lubie ale jest za slona a probuje wyeliminowac sol z mojej diety. Ale robie mini pizze z krazkow baklazana to zdecydowanie moja ulubiona wersja:)

      Usuń
  4. Dla mnie kawiarka to podstawa funkcjonowania, szczególnie rano;) Danie wygląda przepysznie:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez bez kawy nie potrafie zyc szczegolnie rano ale teraz mam moje kapsulki i kafetiera potrzebna mi bedzie tylko na goscinnych wystepach w barbarzynskim kraju gdzie trudno o dobra kawe. Obym tylko pamietala by kupic zwykla sypka kawe przed wyjazdem :)

      Usuń
    2. Ewa, ja kupiłam 14 kg. Jak zapomnisz to wstąp do Kraśknika po drodze:)

      Usuń
  5. Mnie, wegetariance, ślinka pociekła na widok grillowanego bakłażana. Uwielbiam!!!
    Szklaneczki, choć wiekowe, idealne!

    OdpowiedzUsuń