24 października 2013

Wloskie klimaty

Po raz kolejny przekonalam sie, ze powiedzenie "nigdy nie jest tak zle zeby nie mogloby byc jeszcze gorzej" to swieta prawda". Nic sie na to nie poradzi ale nie bede tu narzekac, bo to nie dobre miejsce. Nikt nie powiedzial, ze bedzie latwo.
Moge za to po marudzic o pierdolach, bo wizyta na poczcie to prawie pierdola. Wiecie co trzeba zrobic, by na poczcie gdzie nie ma kolejki, bo jedna osoba to nie kolejka, spedzic godzine. Jest jeden warunek do spelnienia, urzad pocztowy musi byc wloski. Dzis rano mialm watpliwa przyjemnosc stac w tej "kolejce". Sytuacja wyglada tak mala poczta 4 stanowiska i 4 panie do nich a otwarte sa tylko 2, bo pozostale byly bardzo zajete rozgryzieniem strasznie trudnego programu do czegostam, kombinowaly tam we dwie prawie przez caly czas. Kiedy weszlam na poczte bylam  jedna osoba czekajaca ,bo pozostale dwie byly juz obslugiwane. Zadowolona usiadlam sobie ze swoim numerkiem, nagle pojawily sie 3 inne osoby, ktore mnie przeskoczyly, bo maja konto w banku pocztowym wiec wedlug zasad wloskiej poczty=pierwszenstwo. Glupi system ale to bym jeszcze wytrzymala gorzej panie za lada- srednia wieku 55 lat ale to nie bylby problem gdyby chociaz jedna byla rozgarnieta. Cyrk sie zaczal kiedy nadeszla wreszcie moja kolej. Pani, ktora mnie obslugiwala uzywala jednego palca na klawiaturze trwalo to wiecznosc, kiedy nagle te dwie w kacie, co kombinowaly z programem nagle zaczely zadawac jej pytania. A ona co robi? Rzuca wszystko i leci im z pomoca bez przepraszania, bez wyjasnien, a ja stoje przy ladzie i czuje sie jak w ukrytej kamerze. Wygladalo to  jakby one wszystkie sie czegos nawachaly, bo pani ze stanowiska obok tez zostawila klientke w trakcie. Po prostu w pewnym momencie zlapala za torebke i zwiala na zaplecze bez slowa wyjasnienia. To byl moment w ktorym pomyslalm, ze to cyrk nie poczta a mnie dzis zabraklo dobrego humoru, by przyjac to wszystko z dystansem. Takie troche inne oblicze slonecznej Italii, ktorego turysci zakochani w krajobrazach, uroczych miasteczkach i pysznej pizzy nie maja okazji poznac.
Skoro juz tam bylam to poszlam do sklepu z uzywanymi rzeczami. Coz zrobic lubie tam kupowac:)
Najbardziej ucieszyla mnie ksiazka kucharska z 1975 roku, oczywiscie kupilam ja ze wzgledu na tytul "Ewa w kuchni". Koszyk to wiadomo- nigdy za duzo, domek na ktory mam juz pomysl i jak go zrealizuje to pokaze no i mini naczynia miedziane.
Do kompletu kupilam jeszcze inspirujace gazety. Od dawna nie kupowalam tych decoupagowych ale swiateczne motywy zawsze sie moga przydac. Najwyzsza pora zajac sie ozdobami zimowo-swiatecznymi.
Nie potrafie wyjsc ze sklepu z jedna gazeta wybralam jeszcze taka z xxx.
Najbardziej podobaja mi sie kapsulki nespresso to przeciez moja ulubiona kawa :)



12 komentarzy:

  1. Powiem przekornie, miło wiedzieć, że nie tylko w Polsce wizyta na poczcie wygląda w taki sposób ;) Myślałam, że to nasza narodowa specjalność. Nie przesadzając, nie ma wizyty podczas, której nie doszłoby do jakiejś "interesującej" sytuacji, czy to ze mną w roli głównej, panią z okienka czy innym klientem/petentem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego chyba jednak nie da się porównać. Oni wszystko robią ze stoickim spokojem i tylko Polak gotuje się w kolejce:) Mam wrażenie, że Włosi kochają kolejki!!!!!!

      Usuń
    2. Tak czesto polacy mysla ze tylko oni tak potrafia i to we wszystkich dziedzinach a prawda jest taka ze nasz narod nie jest taki wyjadkowy.

      Usuń
  2. Och, jak ja dosknale Cię rozumiem z tą pocztą. Sobotni poranek na poczcie to koszmar! Godzina albo dwie stracona i tylko po to żeby wsyłaś kartkę z życzeniami. Włosi niestety pod pewnymi wzgledami są bardzo zacofani i na hasło konto interentowe szeroko otwierają oczy:) i na kilka innych spraw reagują podobnie. Trzeba tu trochę pomieszkać, żeby przekonać się jak jest naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety nie byla to moja najgorsza wizytan na wloskiej poczcie. Kiedy kiedy jeszcze tam mieszkalam w naszym prawie 50tys. miescie byl tylko 1 urzad pocztowy i to co sie tam czasami dzialo to nawet cyrkiem nie mozna bylo nazwac. Do tej pory mam traume po tym jak weszlam na poczte wzielam numerek a przedemna bylo dokladnie 126 osob. Wsadzilam sobie go do kieszeni i wyszlam, poszlam na zakupy zanioslam je do domu, posprzatalam kuchnie, odkurzylam itp. Wrocilam po ponad 2 godzinach tam a moja kolejka jeszcze nie minela, bilet z numerem byl dalej wazny. Czekalam jeszcze prawie godzine na moja kolej, potem zaczeto zamykac kolejne okienka, bo zblizala sie godzina zamkniecia o 13. Ludzie sie juz wtedy zaczeli tracic cierpliwosc i prawie doszloby do rekoczynow. Na szczesci zdazylam opuscic to miejsce.

      Usuń
  3. A mnie najbardziej podoba się ten drewniany domek ze zdjęcia. Nie wiem jakie ma wymiary, ale jest taki śliczny! No a te miniaturowe naczynia, chyba miedziane... Rewelacja! Och, jak bardzo Ci zazdroszczę właśnie tych zakupów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domek ma wymiary 22/17 cm a okienka-przegrodki sa 3/3 cm. Ja bardzo lubie malusie rzeczy mam ich cala kolekcje.

      Usuń
  4. No i tu się podpisuję rękoma i nogami!!! Moje przejścia z włoską pocztą w tym również listonoszami to jedne z najgorszych wspomnień mojego życia. Począwszy od osobistych wizyt które wyglądały bardzo podobnie, listach poleconych odsyłanych z adnotacją "nie mieszka" bo listonosz nie był w stanie porównać nazwiska na kopercie z tym na furtce a skończywszy na pieniądzach przesłanych do Rumunii zamiast do Polski, mimo iż na przekazie jak wół stało "Polonia" a nie "Romania". Czasem miałam wrażenie że pracują tam analfabeci, którzy ledwo posługują się długopisem nie mówąc o komputerze. Do tego nawyk ucinania sobie pogaduszek na tematy zupełnie prywatne z zaprzyjaźnionymi klientami. A szczyt szczytów przeżyłam pewnego roku gdy w drugiej połowie sierpnia jedyna czynna poczta to była główna poczta w Mediolanie i to w okrojonych godzinach!!! Gdyby sądzić po poczcie to ten kraj powinien dawno upaść ale na szczęście mają też parę zalet. Natomiast co do sklepu czy byłaś może w "Mercato di usato" w Como tym za autostazione? to mój ukochany sklep gdzie sprawiłam sobie masę wspaniałych gadżetów do domu i przepięknych albumów oraz książek na temat architektury, malarstwa oraz różnych przewodników. Niektóre albumy kupowałam jeszcze zafoliowane a płaciłam np. 3 euro...Jeśli to był inny sklep to polecam ten "mój" warto zajrzeć! A na rzeczy które kupiłaś sama bym się skusiła. Serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja juz nawet nie chce wsponinac tych wszystkich wizyt w urzedach gminy, urzedach miejsckich, tego ciaglego odsylania po kolejne dokumenty, zaswiadczenia, znaczki skarbowe itp. Ksiazke mozna by bylo o tym napisac. A juz ignorancja pan z poczty jest juz po prostu legendarna i lepiej nie bedzie, bo rzad wloski zablokowal zatrudnienie na poczcie do 2015 roku a w takich miejscach pracuja ludzie glownie po znajomosci a nie z powodu umiejetnosci.
      Co do mercatino del usato o ktorym mowisz to tam najczesciej bywam, bo jest blisko centrum Como.
      Natomiast ten wczorajszy byl w Ponte Chiasso. Ostatnio te miejsca staja sie bardziej popularne, kiedy glownie zaopatrywali sie tam imigranci teraz duzo wiecej ludzi oddaje tam rzeczy i wiecej robi tam zakupy. Wczoraj na drzwiach wejsciowych zastalam kartke mowiaca o tym ze nie przyjmuja juz ubran, bo nie maja na nie miejsca. To chyba znak kryzysu.

      Usuń
  5. To współczuję doświadczeń z poczty. W Polsce jest różnie, chyba zależy to od danego urzędu pocztowego. Ja jakoś, odpukać, nie mam złych doświadczeń, czasem wprost odwrotnie. Jestem pozytywnie zaskoczona prędkością z jaką działa nasza poczta.
    Zakupy bardzo udane. Ja mam manię koszykowo-pudełkową, więc koszyk mam super. Chyba jest zamykany?

    OdpowiedzUsuń
  6. Nawet mi nie mów- ja tam dziś też spędziłam pół dnia z wiszącą na mnie wyjącą Eleną, bowiem zmienił się system doładowywania Postepay , a że nowe gęby w okienkach(plotka niesie ,że dyrektor został zwolniony za jakieś przekręty) a nowe gęby nie wiedziały dokładnie jak ten nowy system działa:( Raaatunku, a do tego kolejka już za mną spora, hałas jak w ulu ,bo przecież okazja do wymiany plotek (SIC!) o temperaturze ponad normę nie wspomnę.Jeśłi nie nabawię się przeziebienia to będzie jakiś cud.
    A zakupy super jak zwykle - ciekawa jestem czy na domek masz pomysł też taki jaki przyszedł mnie do głowy? No ale poczekam na rewelacje twoje :) Miłego weekendu:)

    OdpowiedzUsuń
  7. O jej to ja w takim razie nie mogę nic złego na moją obecna pocztę powiedzieć, choć unikam jej jak ognia, bo niedaleko ma punkt pocztowy skąd mogę nadawać listy i przesyłki, więc nie muszę gnać na tamtą pocztę. o chyba że mam avizo wtedy nie mam wyboru, ale najbardziej wnerwia mnie problem z parkowaniem niż sama poczta i dojazd, bo w ciągu dnia korki, ale wieczorem raczej lajtowo ;)

    OdpowiedzUsuń