30 kwietnia 2014

Bedzie maj

Postanowilam, ze bede pisac posty takie jak sama lubie czytac, bede pokazywac to co sam lubie ogladac. A lubie ogladac normalne zycie na normalnych zdjeciach dobrze zrobionych ale nie przekombinowanych w fotoszopie.
 Ostatnio odkopalam nawet maszyne do szycia i powstalo kilka rzeczy. Niestety wszystko jest juz w paczkach w drodze do nowych domow. To maja byc niespodzinki wiec na razie nie moge nic pokazac.
Jutro bedzie maj a konkretnie pierwszy maj czyli dzien wolny. Beda tacy co beda swietowac wstapienie do Uni Europejskiej, beda tez tacy co sie na to beda patrzec z niedowierzaniem. Ja po 12 latach mieszkania we Wloszech czyli w kraju UE z wielka radoscia przenioslam sie do niezaleznej i neutralnej Szwajcarii.
Jak tu sie zyje juz czasami pisalam, mozna to tez przeczytac na wielu innych blogach. Wszyscy pisza o tym ze Szwajcaria to drogi kraj i wiekszosc mieszkancow robi zakupy za granica w Niemczech, Francji a w moim przypadku Italii. My zaliczamy sie do mniejszosci, bo sporadycznie zdarza nam sie wybrac na zakupy do Wloch. Tak w krajach osciennych jest troche taniej, jednak w naszym przypadku jakosc tego co mozna kupic we Wloszech pozostawia duzo do zyczenia. Odrazu po przeprowadzce zauwazylismy, ze warzywa i owoce w Szwajcarii sa duzo lepsze. Jablka smakuja jak jablka a nie nie jak gabka do naczyn, od cebuli sie placze a szwajcarskie truskawki nie sa wielkosci sredniego kartofla.
 Mieso tez jest lepszej jakosci ale kosztuje 3-4 razy wiecej my wybralismy jesc go mniej ale z lokalnych hodowli, wiec kupujemy to drogie szwajcarskie.
Dzis wybralam sie na zakupy "swiateczne"  o czym swiadcza 2 butelki gazzosy czyli takiej tutejszej oranzady :)

Prawie wszystkie produkty pochodza z kantonu Ticino czyli tego w ktorym mieszkam. Tutaj bardzo duzy nacisk stawia sie na lokalna produkcje.
Ja staram sie kupowac wszytko jak najbardziej naturalne, bez konserwantow, barwnikow i innych tego typu dodatkow ale o to mozna zauwazyc juz po moich przepisach np. kostki rosolowe.
We Wloszech jest np zakaz uzywania wielu ulepszaczy do zywnosci, nie ma tak duzo chemicznego jedzenia(np. zupy w proszku)jak tutaj tylko co z tego skoro np. cale poludnie Wloch jest usiane radioaktywnymi wysypiskami smieci, czesto nielegalnymi. To swinstwo przedostaje sie do wod gruntowych i potem rosna na tym np. pomidory. Ostatnio robi sie o tym co raz glosniej, mowi sie o tym w telewizji, czyta w gazetach co chwile wybuchaja nowe eco-skandale  Sa regiony w poludniowych Wloszech gdzie zachorowania na raka jest kilka razy wieksze niz w innych czesciach kraju. Dzis wzielam do reki opakowanie truskawek z etykietka kraj pochodzenia Wlochy i odlozylam na miejsce. Wole poczekac na szwajcarskie.
Czesto tez robie zakupy w sklepie ze zdrowa zywnoscia. Znalazlam tam sok z Aronii bardzo go lubie a trudno go dostac w normalnych sklepach nigdy go nie widzialam. Do tego kupilam kasze jaglana i mleko z prosa z ziarna z ktorego ta kasza jest robiona. To pierwszy raz z tym mlekiem zobaczymi jak mi posmakuje. Sojowego np.  nie znosze ryzowe ujdzie jesli z czyms wymieszne.
 Do tego biala herbata oczywiscie mietowa.
W zeszlym tygodniu zrobilam zestawienie cen ze szwajcarskiego i wloskiego supermarketu. Po prostu ceny z tutejszego paragonu porownalam do cen wloskich wyszlo mi ze zaoszczedzilibysmy tylko jakis 25 frankow. to nie duzo biorac pod uwage dodatkowa strate czasu, wymiane franka na euro no i benzyne aby do tego wloskiego sklepu dojechac. Po za tym sa duze ograniczenia w przewozeniu produktow spozywczych przez granice np. miesa mozna przywiezc tylko 0,5 kg na glowe tzn takiego czystego, mieso przetworzone np. wedliny 3.5kg, 1 litr oleju z oliwek, 10kg owocow i wiele wiele innych. A od lipca prawo ma sie zmienic i bedzie mozna przywiezc juz tylko 1 kg miesa bez wgledu na rodzaj. Jednorazowe zakupy nie moga przekroczyc kwoty 300 frankow lub 250 euro, bo inaczej trzeba zaplacic clo.
A na koniec piosenka, ktora nie wiedziec czemu spiewam od jakis 2 tygodni:)
Fajnego maja zycze.

24 kwietnia 2014

Alternatywne swieta

Na poczatku miesiaca pisalam ze meczy mnie kaszel, kilka dni przed swietami poszlam w koncu z tym do lekarza, bo seria nie przespanych nocy to nic milego. Okazalo sie, ze mam astme albo jak mowi lekarz pierwsza faze astmy. Tak ze swiata spedzilismy na spokojnie w domu jakos nie mialam ochoty na dlugie wycieczki, no nie, ochote to mialam ale nie mialam sily.
W niedziele mielismy dwa sniadania jedno z bialym barszczem i jajkiem na twardo a na drugie pojechalismy na cappuccino i brioche czyli wloskie sniadanie. Akurat tak sie zlozylo, ze wybralismy bar w centrum handlowym. W Wloszech jest taki kryzys, zeby sie ratowac sklepy sa otwarte nawet w swieta. Ja wykorzystalam okazje i zajrzalam do nowej perfumerii przy okazji zrobilam sobie prezent w postaci 4  lakierow.
Sklep jest podobny do perfumerii Kiko tylko ceny jeszcze nizsze niz w juz i tak tanim Kiko.
Po obiedzie tez zrobilismy sobie wycieczke postanowilismy sprawdzic czy fortuna nam sprzyja. Pojechalismy do kasyna. Odrazu powiem, ze mamy wiecej szczescia w milosci :)
Jednak widoki jakie sie nam udalo zlapac w moim malutkim aparacie wynagrodzily wszystko.



Miejscowosc nazywa sie Campione d'Italia jest to wloska enklawa na terytorium Szwajcarii. Troche dziwne miesce, bo teoretycznie sa to Wlochy a praktycznie wszystko jest wymieszne ze Szwajcaria np. samochody policyjne sa wloskie ale maja szwajcarskie numery rejestracyjne. 
We Wloszech sa 4 kasyna wszystkie w regionach o statusie specjalnym. To w ktorym bylismy tez nalezy do panstwa wloskiego w ktorym teoretycznie jest zakazana gra hazardowa. Troche to skomplikowane. 

Budynek kasyna to duma tego miejsca wszyscy sie nim zachwycaja, chwala architekta ja zupelnie tego nie rozumiem ale co ja tam wiem. 


18 kwietnia 2014

Odrazu lepiej

Denerwuje mnie moja kuchnia jest mala, ciasna i nic w niej sie nie miesci a przynajmniej nie to co ja bym chciala a ja malo nie chce. Powinno byc tam miejsce na wszystkie sprzety, polka na swierze ziola, otwarte polki tak zeby wszystko bylo pod reka, duzo miejsca na garnki, wiszace patelnie. No i oczywiscie duzy drewniany stol, kredens wielkie okno, moze nawet drzwi do ogrodu albo na taras. Ale jak sie nie ma co sie lubi to sie lubi co sie ma trzeba wykazac sie kreatywnoscia. Jak zwykle z pomoca przychodzi Ikea, bo tanio i praktycznie. Ta polke kupil Camillo do swojego studio muzycznego ale okazala sie zbedna po zmianie monitora do komputera, miala wyladowac w mojej pracowni az nagle mnie olsnilo. 
Zamontowalam sobie ja w kuchni i odrazu lepiej. Nie musialam nawet prosic o pomoc operatora wiertarki, ktorej ja sie boje uzywac, bo polke wystarczy przykrecic do stolu. 
W moim przypadku polka ma dodatkowe wsparcie, bo jak widac stol jest rozkladany. Nagle znalazlo sie miejsce na doniczki z ziolami i juz wczoraj kupilam pietruszke i bazylie. Na stole by przeszkadzaly a na podwyzszeniu stoja sobie spokojnie, dodalam tylko ozdobna tasme na brzydkich plastikowych doniczkach. 

Do tego znalazlo sie miejsce na dzbanek z woda do tych roslin, cukierniczke. 
Jest tez mala dekoracja swiateczna zrobiona z kolorowych jajek ugotowanych na twardo i ceramicznej pisanki z zeszlego roku. To tylko 79x19 cm a robi roznice. 


Dzis na deser mamy marchewkowe muffiny, zabralam sie juz za swiateczne gotowanie a te babeczki to tylko wstep do swiatecznych specjalow. W tym roku stawiam na polskie dania po raz pierwszy ugotuje barszcz bialy, bo w Szwajcarii w przeciwienstwie do Wloch jest dostepna odpowiednia smietana. Bede tez robic pasztet, faszerowane jajka. Jesli pogoda na to pozwoli moze wybierzemy sie na piknik wedlug wloskiej tradycji. 
Nie wiem czy bede miala czas jutro na blogowanie, pewnie nie. Skladam wiec juz dzisiaj wszystkim ktorzy tu zagladaja zyczenia wesolych i szczesliwych swiat. 
Ostatni swiateczny akcent to puszka po m&m i to by bylo na tyle w sprawie dekoracji w naszym domu. 






15 kwietnia 2014

Pokoje zyczliwosci

Dzis bedzie drugi post, bo nie moge czekac do jutra zeby go napisac. Dostalam maila z prosba o zamieszczenie notatki o Pokojach zyczliwosci. Tak nazywaja sie sale w szpitalach na oddzialach dzieciecych ale o tym przeczytacie za chwile w ich notatce. Ja chcialabym dodac cos od siebie. Jako bardzo male dziecko bylam zmuszona przebywac w szpitalu i to 2 razy. Pierwszy raz moze mialam 5 lat trzymano mnie na odziale troche ponad tydzien. To byl moj pierwszy pobyt poza domem bez rodzicow, w tamtych czasach rodzice nie mogli zostac z dzieckim na noc. Ja pamietam prawie wszystko ze szczegolami a dzialo sie to juz prawie 30 lat temu i nie sa to mile wspomnienia.
Przezycie bylo traumatyczne do tej pory mam przed oczami scene z drewniana bramka w drzwiach sali . Ja przy niej dre sie na cale gardlo i placze, bo glupia pielegniara wypraszala moja mame. Scenariusz powtarzal sie codziennie i ja kazdy swoj dzien zaczynalam w oknie wypatrujac kogos z mojej rodziny.
W dniu zabiegu calkiem zabroniono rodzicom wstepu na oddzial wyobrazcie sobie male dziecko bez mamy musi zostac samo caly dzien i to ten dzien najgorszy z calego pobytu. Nie przypominam sobie nikogo kto by probowal mnie pocieszac caly personel mial chore dzieci w nosie, zamykano nas na sali, bo wlasnie po to byla ta bramka, zeby nie zamykac calkiem drzwi a miec nas na oku. Pamietam tylko jedna zyczliwa osobe prawie pielegniarke-praktykantke.
 Nudzilo mi sie strasznie, nie mialam wielu zabawek, bo to byl jednak szpital, nie potrafilam jeszcze czytac, nie bylo przenosnego odtwrzacza dvd ani nawet nintendo. Nuda wymieszana z tesknota przeplatana strachem.
Dzis kiedy odebralam tego maila pomyslalam, ze gdyby wtedy na oddziale byl taki pokoj w ktorym na chwile mozna by bylo zapomniec o rozstaniu z rodzicami i o tym ze znowu trzeba dac sie pokuc itd. to moze oszczedzilo by mi to kilka lat traumy i koszmarnych snow w wiele miesiecy po tamtym pobycie.
Ja wiem ze jest wiele osob, ktore mysla ze polskie szpitale maja wieksze problemy niz te ale sa juz inni, ktorzy sie zajmuja zbiorkami pieniedzy sprzet medyczny. Ja mam nadzieje, ze sytuacja juz nie jest tak dramatyczna jak w latach 80, ze rodzice moga zostac z dzieckiem na noc albo byc obecni przy zabiegach, nikt ich nie wyrzuca sila z oddzialu.
Poczytajcie sami o co chodzi z tymi pokojami zyczliwosci i  jak mozna pomuc.

Kolorowe miejsca dla dzieci w szpitalach - Pokoje Życzliwości

"Pokój Życzliwości" to zbudowana od początku lub odświeżona świetlica w szpitalu na oddziale dziecięcym. 20 metrów kwadratowych – wstęp tylko dla dzieci. Przytulne sofy, specjalna kolorowa ściana z okrągłymi półkami i dywan w szachownicę. Tak właśnie wyglądają Pokoje Życzliwości. Ideą projektu jest stworzenie na szpitalnych oddziałach takich pomieszczeń, w których dzieci czują się jak u siebie w domu oraz chociaż na chwilę zapominają o trudnej rozłące z rodzicami i szpitalnym leczeniu.
"Pokoje Życzliwości" składają się z czterech stref: artystycznej, zabawy, edukacji i czytelni. Dzieci mogą tam korzystać ze sprzętu komputerowego, telewizyjnego, gier edukacyjnych i przyborów szkolnych a profesjonalny personel dba o bezpieczeństwo i prawidłowy przebieg każdej aktywności dzieci. W ten sposób możliwe jest połączenie podczas pobytu w szpitalu zarówno zabawy jak i edukacji.
Do tej pory udało nam się wybudować/wyremontować już cztery takie świetlice: 2 we Wrocławiu, 1 w Żorach oraz 1 w Oławie. Kolejna świetlica powstanie w Szpitalu Wielospecjalistycznym w Jaworznie. Jednak kolejne 40 placówek z całej Polski czeka na swoją kolej.

Przekazując 1% Twojego podatku Sam/Sama możesz pomóc w akcji i przyspieszyć czas oczekiwania na nową świetlicę w kolejnych szpitalach! :) 
KRS 0000280273



Stowarzyszenie Pozytywne.com




To bedzie piekna przyjazn

Zaczyna sie sezon wakacyjny ludzie beda wyjezdzac na urlopy, bedzie seria dlugich weekendow. Dla niektorych psow oznacza to tylko jedno-trafia na ulice, zostana przywiazane w lesie albo zostana porzucone przy autostradach. Taki los spotkal naszego Bricka komus sie do samochodu po prostu nie zmiescil.
Do tej pory nie moge darowac moim sasiadom, ktorzy swojej 6 letniej corce sprawili szczeniaka na Mikolaja. Pies trafil do nich 6 grudnia a w polowie stycznia juz go nie bylo. Okazalo sie ze 4 miesieczny szczeniak jest za bardzo agresywny, zle reaguje na inne psy w czasie spaceru podobno nawet  ugryzl innego psa.
Zostal odeslany tam skad wrocil czyli do jakies podejzanej"hodowli" we Wloszech. Sasiadka tlumaczyla mi ze oni sie starali nawet byli na jakims kursie dla szczeniakow ale pies nie chcial sie nic a nic nauczyc. Stwierdzila ze szczeniak w wieku 4 miesiecy jest za stary na to by go czegokolwiek nauczyc a ona sie boi trzymac takiego zlego psa co pokazuje zeby, bo ona ma male dziecko i tego typu belkot. Ja i Camillo oferowalismy nasza pomoc w ulozeniu psa, tlumaczylismy, ze potrzeba na to wiecej niz kilka tygodni, ze wszyscy specjalisci zalecaja zaczynac szkolenie od 6 miesiaca zycia, ze nawet dorosle psy sie szkoli. Nic jak grochem o sciane. Pozbyla sie psa. A zapomnialam napisac jakiej rasy byla ta grozna bestja, siejaca strach po okolicy-jamnik miniaturka...To Brik robi wieksza kupe niz ten "potwor". Mam nadzieje, ze Aisha trafila do lepszej rodziny.
A do psow trzeba miec cierpliwosc. Nasz Brick tez nie lubi innych psow trzymamy sie od nich z daleka. Kiedy miala przyjechac Popa tez balismy sie jak to bedzie czy nie sie nie pozagryzaja. Przez 2 miesiace trwalo poznawanie, obwachwanie sie, warczenie, pokazywanie zebow ale codziennie bylo lepiej, kazdego dnia nastepuja zmiany.
Wczoraj nastapil wielki przelom, doszlo do przyjaznego kontaktu cielesnego, po raz pierwszy byly tak blisko siebie i zadne z nich nie uciekalo.  Juz wczesniej byly znaki, ze to bedzie wielka przyjazn. Brick spi z nami w sypialni a Popa w salonie. Rano wstaje pirwszy Camillo i pierwsza rzecz jaka robi to otwiera drzwi do ogrodu, Brick jak tylko to slyszy odrazu biegnie na siku ale zawsze po drodze traci nosem glucha, spiaca Pope, bo ona po prostu nie slyszy wiec trzeba ja obudzic. On pozwala jej jesc z jego miski a ona pozwala nam wychodzic na nasze dlugie spacery i zostaje grzecznie sama w domu, bo niestety nie nadaza za nami.
A dzis rano zastalam ich w jednym "lozku" :) Mysle ze to dobrze, ze sie nie poddalismy i dalismy im czas.
Nigdy nie zrozumiem ludzi, ktorzy pozbywaja sie z domu psa w taki okrutny i chamski sposob albo ci, ktorzy mowia, ze chcieliby miec psa ale znajduja 1000 wymowek by go nie miec.
Nam wolontariuszka ze schroniska gdzie wzielismy Bricka powiedziala, ze kazdemu psu bedzie lepiej w malym apartamencie na 10 pietrze ale z ludzmi, ktorzy go kochaja niz w wielkim schronisku.

12 kwietnia 2014

Kokosowa odyseja

Zaczelo sie wszystko kilka miesiecy temu od posta na blogu Kasi o oleju kokosowym. Nie, to nie byl pierwszy raz kiedy uslyszalam o tym oleju to byl moment kiedy o nim sobie przypomnialam po raz pierwszy.
Wczesniej czesto spotykalam olej kokosowy w pracy wiedzialam ze jest uzywany do produkcji mydla, kremow ogolnie kosmetykow. Zachcialo mi sie go sprobowac ale jakos troche mi zeszlo zanim zaczelam go szukac w sklepach tzn. we wszystkich szwajcarskich supermarketach mozna kupic olej kokosowy ale jest on rafinowany

 ja potrzebowalam takiego organicznego extra vergine tloczonego na zimno. Jakis  miesiac temu zaczelam moje poszukiwania na serio bylam w kilku sklepach ze zdrowa zywnoscia gdzie teoretycznie taki olej powinien byc sprzedawany. W pierwszym sklepie malutki sloiczek kosztowal 40 frankow to za duzo za cos co bede testowac. Szukalam dalej. W kolejnym sklepie, ktory wygladal na dobrze zaopatrzony zapytalam sie o ten olej i sprzedawca powiedzial, ze akurat mu sie skonczyl ale ma mleko kosowe w puszkach, ma wiorki kosowe, suszone platki kokosa. Tak tylko ze ja o olej sie pytalam... W dalszej rozmowie wyszlo ze klamie, bo moim zdaniem nigdy tego oleju nie mial. Powiedzial, ze klijentki czesto go kupuja  do pieczenia ciast i tu sie nie mylil, mozna go uzywac do wypiekow ale zdradzila go dalasz czesc wypowiedzi. Zaproponowal mi inne olejki zapachowe w bardzo malych buteleczkach... Wtedy zorientowalam sie ze on nie wie o czym ja mowie. Wytlumaczylam mu ze chodzi mi olej,  ja chce go uzywac w celach kosmetycznych np. do zmywania makijazu lub olejowania wlosow. On na to, ze ma w sklepie wode rozana lub jakies inne tego typu specyfiki. Opadly mi rece ten facet nie kumal o co mi chodzi a sklep wygladal tak profesjonalnie.
Skoro w Szwajcariì mi nie wyszlo to moze uda sie w Italii. Zachaczylam o kilka sklepow ze zdrowa zywnoscia i nic. W jednym olej byla ale... Pani podala mi opakowanie a tam buteka jak do syropu wydobycie oleju bez rozpuszczania go jest nie mozliwe. Do tego wielki wolami napisane, ze olej jest rafinowany a ja nie tego szukam. Tez musialam tlumaczyc dlaczego go nie kupie. Wrocilam do domu z zamiarem zamowienia go w sieci a tak chcialam tego uniknac. Poskarzylam sie C. na te wszystkie zle zaopatrzone albo drogie sklepy a on odpowiedzial "dlaczego nie zrobisz sobie tego oleju w domu? No wlasnie dlaczego, bo nie wiem jak. Ja nie wiem ale google wiedza:) Poczytalam i teraz  wiem. Olej kokosowy robi sie z mleka kokosowego a zeby miec mleko trzeba wydoic kokosowa krowe :) Tak przynajmniej uczyli w nas w szkole. A tak naprawde to wystarczy wydoic wiorki kokosowe.
Do zrobienia oleju kokosowego wystarcza : garnek lub czjnik z ciepla woda, durszlak, szmatka bawelniana, oczywiscie dobre wiorki bez dodatkow, nie wybielane.
Tak zaopatrzona zabralam sie za produkcje oleju, ktora jest prostsza i tansza niz to cale latanie po slepach.
Z 200g wiorek wyszlo mi prawie 100g oleju kokosowego. Gotujemy wode ok 1 litra zalewamy wiorki i mieszamy sa zrodla, ktore mowia ze mozna uzyc blendera. Ja za drugim razem tak zrobilam. Taka mieszanine odstawiamy do wystygniecia. Kiedy wszystko jest juz zimne, przecedzamy wiorki.
Czyli na miske dajemy durszlak, na to czysta bawelniana szmatke i odsaczamy caly plyn. Nastepnie ten plyn wstawiamy do lodowki i po kilku godzinach mamy olej gotowy. Po prostu olej jest lzejszy od wody wiec zebral sie na gorze a pod spodem mamy wode czyli odtluszczone mleko kokosowe dzieje sie tak samo jak z krowim mlekiem i smietana.


Oczywiscie to mleko tez nadaje sie do uzycia w kuchni. Moj olej kokosowy wyladowal w sloiczku. 
Wczoraj zrobilam go 2 razy. Pierwszy raz bez uzycia blendera drugi raz z blenderem i doszlam do wniosku zelepiej miksowac bedzie  wiecej oleju. Polecam druga metode tylko nie spodziewajcie sie, ze wiorki zmiksuja sie na gladka mase.  Odtluszczone wiorki podobno mozna zuzyc do pieczenia ciast albo do zrobienia scrabu do skory. 
Nie bede tu rozpisywac sie wlasciwosciach i zastosowaniach tego oleju, bo to zrobili juz inni. W kazym razie ja po wczorajszej produkcji przynajmniej przez 3 dni nie musze uzywac kremu do rak:)

10 kwietnia 2014

Nagly atak lata

Wlasnie sobie siedze i pisze list do swietego Mikolaja, no dobra pisze maila do mojej mamy z lista zyczen. Ma nas odwiedzic w maju i juz od miesiaca mnie meczy o ta liste wiec dzis ja wreszcie napisalam. Najlatwiej jest z Camillo, bo on ma staly zestaw szelki i wafelki Prince Polo i kabanosy. Najlepiej byloby zeby sama cos wymyslila ale ona nie chce wymyslac tylko chce przywiezc to co sie mi przyda.
Ja za to jestem zajeta ustalaniem programu urlopu, bo przeciez trzeba wszystko dobrze zaplanowac coby sie ten tydzien nie zmarnowal.
Najmniej martwi mnie pogoda, bo mam takie przeczucie ze bedzie cieplo. Dzis bylo slonecznie nawet bardzo slonecznie powiedzialabym, ze prawie upalnie. Zrobilam sobie jak co miesiac wycieczke do Como i jak zwykle nie obylo sie bez malych zakupow. Dzis byly to typowe zakupy na smutki.
 Najbardziej ucieszyl mnie lakier do paznokci w kolorze rozowo-fuksjowym marki Essie.
Zupelnie przypadkiem weszlam do takiej malej perfumerii i odkrylam ze bedzie to moj nowy ulubiony sklep z kosmetykami, glownie ze wzgledu na ceny. Ten lakier w kazdym innym sklepie kosztuje ok 15 euro, u mnie na wsi 19,90 frankow a ja zaplacilam 5 euro czyli za cene 1 moglam kupic 3:) Narazie wystarczy jeden do testowania. Zanim jednak znalazlam ten sklep to wstapilam do Kiko i tam wybralam sobie tez jeden lakier nie wiem co ja mam z tymi lakierami to zaczyna byc juz lekka mania, bo mowimy o jakis 60 kolorach no coz sa tacy co kolekcjonuja znaczki ja kolekcjonuje lakiery albo zbyt czesto bywam smutna. Ten z Kiko ma taka piaskowa strukture jak wyschnie to jest lekko chropowaty.
Ten nagly atak lata zmusil mnie do zapoatrzenia sie jak co roku(pierwszy raz w kwietniu) w krem z filtrem do twarzy. Niedawno odkrylam, ze takiego kremu nie mozna stosowac jako baze pod make up, bo traci swoja magiczna moc wiec w tym roku postawilam na krem kolorowy tzn. troche zastepuje podklad. Niestety mam bardzo mocne uczulenie na slonce i nawet na spacer z psem nie moge wysc bez nakremowanej buzi i kazdego kawalka odkryten skory.
Wczoraj wlasnie na spacerze z Brickiem zrobilam zdjecia naszej wsi z nowej perspektywy. Tak wyglada kwiecien na poludniu Szwajcarii albo na polnocy Wloch, bo na zdjeciach widac i jedno i drugie:)

Nasze psy maja dziwny uklad Popa ma swoja poduszke kolo kanapy ale od czasu do czasu pozwala na niej spac Brickowi ale wtedy sama nie ma gdzie sie "walnac" wiec dalam jej koc polarowy. 

A po chwili...Hop, siup zmiana dup..
Dziwne jakies te psy a szczegolnie Brick, bo moze spac spokojnie na kanapie a kradnie miejsce biednej Popie, ktora na kanape nie potrafi sie wdrapac.

4 kwietnia 2014

Italiano czyli wloski w 30 dni

Juz od dawna o tym myslalam i dzis postanowilam, ze napisze post o tym jak nauczylam sie jezyka wloskiego moze akurat komus moje dziwne metody przypadna do gustu. Od kiedy pamietam chcialam sie nauczyc jezyka obcego. Kiedys myslam, ze bedzie to tylko angielski potem zycie zweryfikowalo moje marzenie(jak zwykle).
Zaczne od tego dlaczego mieszkajac w Szwajcarii i mowie po wlosku to proste-mieszkam w jedynym calkowicie wlosko-jezycznym kantonie Szwajcarii-Ticino. Dla wiekszosci z was to oczywiste ale ja znam osoby, ktore tego nie wiedza i co ciekawe sa to osoby mieszkajace we Wloszech nie wiecej niz 50km od granicy ze Szwajcaria. Przeprowadzilismy sie tutaj 2 lata temu ja po prawie 12 latach mieszkania w Italii a dla Camillosie tam urodzil.
Moja szwagierka(wloszka) zapytala sie mnie w jakim jezyku sie tu mowi.  Znam tez takich, ktorzy mysla, ze w calej Szwajcarii mowi sie po wlosku ale to tylko taka mala dygresja.
Ostatnio kilka osob z mojego otoczenia zapisalo sie po raz kolejny na kurs jezyka angielskiego w czym ja nie widze wiekszego sensu, bo sa to osoby, ktore angielski mialy we wszystkich stopniach edukacji od podstawowki po szkole srednia. Potem co kilka lat zapisuja na jakis kolejny kurs gdzie ucza sie za kazdym razem tego samego i efekt jest zawsze ten sam. Ani be, ani me po angielsku, bo czego mozna sie nauczyc w 2 godziny raz w tygodniu.
Moim zdaniem zeby nauczyc sie dobrze jezyka obcego to oczywiscie jakis kurs sie przyda na poczatek  aby  nauczyc sie przede wszystkim wymowy, podstaw gramatyki i ogolnych zasad. Cala reszta zalezy od nas. Ja niestety(albo na szczescie) nie mialam okazji chodzic na zaden kurs mimo ze we Wloszech w wiekszosci miast sa organizaowne darmowe kursy jezyka dla obcokrajowcow ale dowiedzialam sie o tym juz bardzo puzno kiedy jezyk znalam dobrze.
Moja nauka wloskiego nabrala tempa kiedy zrozumialam, ze chcac pracowac i mieszkac we Wloszech mowienie tylko po angielsku jest niewykonalne. Zaczelam sie wtedy uczyc codziennie, mialam kilka zeszytow zapisanych  slowkami a nawet calymi zdaniami, bo to moim zdaniem jest najwazniejsze. Kiedy sie zna duzo slow wtedy gramatyke i akcent mozna dopracowac. Wymyslilam sobie taka metode, ze codziennie ogladalam ten sam film, ktory juz  dobrze znalam wybor padl na Dirty Dancing. We Wloszech wszystkie filmy zagraniczne sa z dubbigiem wiec nie slyszalam oryginalu. Za pierwszym razem zrozumialam moze 10 slow, za drugim 30 i tak dalej w miedzyczasie wypisywalam sobie nowe wyrazy i tlumaczylam. Malo ambitny wybor ale zadzialal. Wtedy mialam niewielki wybor filmow jeszcze w w wersji VHS. Kilka lat temu kupilam sobie ten film na DVD w slicznym metalowym pudelku tak na pamiatke:)

Przez pierwszych kilka lat nie rozstawalm sie ze slownikiem. Oczywiscie mialm tez podreczniki do nauki wloskiego jeden z nich mial tytul jak tytul tego postu.
 Kiedy wracalam do Polski w moim rodzinym domu zamontowalam antene satelitarna i dzieki temu mialam kontakt z jezykiem poprzez wloska telewizje.
Na poczatku najwazniejsze bylo dla mnie sluchac duzo i starac sie zrozumiec jak najwiecej wiec do filmow i telewizji doszla tez muzyka czyli wloskie piosenki. Pierwsza piosenka nauczona na pamiec tez byla malo ambitna ale akurat byla na topie i najczesciej mozna ja bylo uslyszec w telewizji.
Oczywiscie przebywanie w kraju w ktorym mowi sie danym jezykiem bardzo ulatwia sprawe ale nie jest regula, bo znam emigrantow co mieszkaja we Wloszech od 30 lat a w sklepie dalej nie porafia poprosic o 100 g szynki. Najwazniejsze to to zeby sie odwazyc mowic trzeba gadac od samego poczatku nawet do siebie byleby w obcym jezyku sa osoby ktore znaja nawet dobrze jezyk ale sie wstydza, sa niesmiale. Kiedy sie przekroczy ta granice to wtedy jestesmy na dobrej drodze. Dla mnie takim momentem przelomowym byla w pierwsza samodzielna wizyta w sklepie musialm sobie kupic karte telefoniczna taka do automatu. Probowalam to tlumaczyc sprzedawcy tak jak zalecala moja pierwsza ksiazka do j. wloskiego i slownik polsko-wloski.Czyli tlumaczylam ze chce carta telefonica i jakos mi to chyba slabo szlo, bo facet jak zrozumial, ze jestem cudzoziemka  zrobil to co robia  prawie wszyscy, ktorzy cos tlumacza obcokrajowcom-podniols glos. Zaczal po prostu krzyczec , nie wiem czemu ale ludzie mysla ze jak sie beda wydzierac to wtedy bedzie latwiej ich zrozumiec. Wtedy przydalo mi sie jedno jedyne zdanie, ktorego nauczylam sie na pamiec z ksiazki do wloskiego : "Io non parlo bene l'italiano ma non sono sorda" czyli "Ja nie mowie dobrze po wlosku ale nie jestem glucha". Sprzedawca sie tylko usmiechna sprzedal mi to po co przyszlam. Potem dowiedzialm sie ze nikt nie mowi na katre telefoniczna-carta telefinica tylko uzywa sie slowa scheda ale tego z ksiazki sie nie dowiedzialam.
Od tego momentu nie balam sie juz uzywac mojego nowego jezyka a kiedy do mnie dotarlo ze wiekszosc wlochow nie mowi dobrze w swoim ojczystym jezyku, bo jest tu wiecej dialektow niz regionow to juz wcale nie mialm oporow. Zdaza sie, ze nikt nie zauwaza ze robie bledy, bo po prostu sam nie wie jak powinno byc poprawnie.
Po filmach i piosenkach przysla pora na ksiazki tzn. normalne powiesci czytane dla rozrywki. Wybor padl znowu jak w przypadku filmu na ksiazke juz mi znana w polskiej wersji : Dziennik Bridget Jones :)
Ksiazka tez czytalam ze slownikiem w drugiej rece na co sa dowody, bo  zachowly sie notatki.
Potem juz bylo tylko lepiej. Najwazniejsze zeby caly czas miec kontakt z jezykiem kiedy ja zaczynalam bylo troche trudniej. Teraz  wystarczy wlaczyc You tube i mozna nauczyc sie jezyka wloskiego jednoczesnie uczac sie np. make up :) Ja polecam kanal Gabrielli , ktora mowi bardzo poprawnym jezykiem, jednoczesnie bardzo wyraznie, uzywajac malo wyrazow pochodzacych z dialektow, mowy potocznej itp.
Kolejnym etapem mojej nauki wloskiego byl moment kiedy zmienilam radykalnie prace i zaczelam sie uczyc calkiem nowych rzeczy, ktore w Polsce byly dla mnie obce. Bylo to slownictwo typowo techniczne ale tego uczylam sie juz tak jak male dzieci ucza sie mowic czyli od podstaw. Jesli w pierwszym etapie uczylam sie np. jak jest stol po wlosku to teraz uczylam sie co to jest flangia do czego sluzy jakie sa rodzaje itd. wtedy nie musialm wiedziec jak to jest po polsku i do niedawna nie wiedzialm.
 Wszystko tlumaczono mi, badz sama czytalam tylko i wylacznie po wlosku lub angielsku przez co nie potrafie opowiadac szczegolowo o mojej pracy po polsku. Po prostu w Polsce nigdy nie mialam do czynienia z ta dziedzina i nigdy nie uzywalam takiego slownictwa. Z tego powodu kupilam sobie slownik techniczny polsko-angielski i angielsko polski,  ale tym razem  sluzyl mi bardziej do nauki polskiego :)
 Moim zdaniem do nauki jezykow nie trzeba miec jakiegos wielkiego talenu, nie potrzeba nawet kosztownych kursow ani super nauczycieli. To wszystko oczywiscie sie przydaje ale jesli nie jest sie zdeterminowanym i nie poswieci sie na to chociaz pol godziny dziennie to nic z tego nie bedzie.
Mam nadzieje, ze na cos sie przyda ten przydlugi post. A wy jakie macie doswiadczenia z jezykami obcymi jak sie ich uczyliscie albo uczycie?


2 kwietnia 2014

Ramki

 Ktos ma ochote na herbate mietowa? Ja przez ostanie 3 dni wypilam jej tyle co przez caly 2013, bo nie przepadam za herbata bardziej kawowa jestem. Teraz pije jej  tyle, bo kaszle jak opetana a cieple napoje przynosza mi ulge. A ze najbardziej lubie mietowa wiec za zwyczaj ja robie. Na szczescie mam nowy ulubiony kubek w rozyczki :)


A w sobote przyjechal do mnie fajny prezent az Padwy mieszkaja tam rodzice mojej sasiadki. Jej tata kiedys przy okazji odwiedzin u corki byl u nas na kawie i zobaczyl w naszym salonie sciane pelna zdjec w ramkach niektore sa ozdobione technika decoupage inne nie. Powiedzial ze ma w domu resztke ramek, ktore mu zostaly po zamknieciu sklepu i mi je przywiezie coby sie nie marnowaly w piwnicy. Jak powiedzial tak zrobil. Teraz mam 13 ramek do zagospodarowania.
Na niektore mam juz pomysly, inne zostana zachomikowane na jakies hafty. Jedno jest pewne zadna sie nie zmarmuje tym bardziej, ze wszystkie sa z dobrej jakosci drewna nie jakies tam badziewie plastikowe. No i wszystkie sa Made in Italy co ostatnio rzadko sie spotyka, bo rynek zostal zdominowany przez made in China.