30 września 2013

Kucharze

Caly poprzedni tydzien bylam na chorobowym wiec pisanie bloga sobie tez odpuscilam, w tym tygodniu mam jeszcze kilka dni zwolnienia ale juz mi sie nie chce lenic.
Meczy mnie caly czas to zapalenie uszu ale dzis w czasie wizyty kontrolnej laryngolog powiedzial, ze widac juz blone bembenkowa. Sama bym na to wpadla, bo go po prostu dobrze slyszalam :)
Wczoraj spedzilismy cala dzien w domu rozpadala sie nam jesien, jeszcze w piatek spedzilam wieczor w ogrodzie ubrana w  koszulke z krotkim rekawem a juz w niedziele zrobilo sie zimno.
Postanowilam dac kolejna szanse mojej hafciarce, wygrzebalam pliki z haftami sciagnietymi dawno temu i wyhaftowalam scierki do kuchni.
Mali kucharze to doskonaly motyw do mojej kuchni. Material na ktorym sa uszyte to staromony wzor, ktorego si juz nie uzywa po wlosku nazywa il nido d'ape czyli plaster miodu. Niestety nie wiem jaka ma nazwe w jezyku polskim

Powstaly 4 sciereczki obszyte czerwona lamowka w kratke.
Mam tych kucharzy jeszcze kilku wiec pewnie powstanie z nimi cos jeszcze, moze kolejne reczniki do kuchni.


22 września 2013

Herbatka

Wracam do picia herbaty, kiedys pijalam jej duzo potem przestalam jakos nie byla mi do niczego potrzebna.  Teraz coraz czesciej czuje potrzebe wypicia kubka herbaty lub miety a nawet rumianku. W takim wypadku ma racje bytu moja nowa podkladka po kubek. Baze do podkladki kupilam juz dawno temu, jak zwykle wyladowala w pudelku z przydasiami do xxx, potem znalazlam wzor maszyny do szycia w gazecie i tak oto powstala podkladka pod kubek do pracowni.
Dzieki niej moj stol do pracy nie bedzie poplamiony herbata. Farbami, lakierami, klejami i innymi swinstwami tak od herbaty bedzie go bronil ten krazek :)
Sliczna taka niebieska maszyna, szkoda, ze nie robia takich kolorowych maszyn naprawde. A teraz ide sobie zrobic 3 kubek herbaty dzisaj. To chyba moj rekord od 10 lat.

21 września 2013

O sposobach

Czy u was sa komary? Tutaj jest ich strasznie duzo mam ich juz dosc a razem z nimi lata. Lato sie konczy do Bozego Narodzenia jeszcze daleko ma byc jeszcze jesien w miedzyczasie powinny spasc lisci i takietam przygotowania do zimy a dzis w supermarkecie widzialam juz pelny asortyment swiatecznych slodyczy. Czkoladowe mikolaje, renifery, balwanki i tym podobne rzeczy zalegaja juz na polkach. To pierwszy raz kiedy je wystawiaja tak wczesnie. Przeciez to do swiat straci waznosc bedzie nie jadalne.
 mialo byc o sprzataniu a konkretnie o myciu okien. Zainspirowala mnie do tego posta moja kolezanka z Polski, ktora napisala mi, ze jej sasiad myl okna domestosem a konkretnie biale ramy okienne. Pozolkly troche to se chlop wymyslil, ze je potraktuje w ten sposob. Zamiast odpisywac jej w mailu co o tym mysle i jakie mam na to sposoby napisze to tutaj to moze jeszcze ktos skorzysta :)
Nie ma co sie oszukiwac w wypadku bialych plastkiowych okien nie da razy zastosowac babcinych sposobow, bo nasze babcie takich okien nie mialy. Domestos itp. to tez nie dobra metoda.
Ja w takim wypadku uzywam jeden skuteczny srodek mianowicie wloski odtluszczacz uniwersalny Chante clair.
To kultowy plyn do czyszczenie roznych powierzchni, wiekszosc wloskich pan domu ma go zawsze na stanie. Ma zapach mydla marsalskiego, bo jest na bazie tego produktu. Juz nie wyobrazam sobie porzadkow w moim domu bez niego. Myje nim wszystko co trudno jest domyc: okap, meble kuchenne szczegolnie tam na gorze gdzie jest zawsze ten tlusty kurz, piekarnik, szafki, drzwi, no i ramy okienne, tluste garnki, grille. Nadaje sie tez jako odplamiacz do ubran, swietnie odtluszcza rozne oleje i smary samochodowe itp. Wiem ze jest dostepny w Polsce ja po wielu probach z tanszymi zamiennikami juz nie oszczedzam. Wystarczy popsika po chwili przetrzec wilgotna szmatka i efekt widac odrazu. Nie nadaje sie do mycia lazienek, luster i szyb.
Jest drugi sposob na uzyskanie bialych ram okiennych jeszcze latwiejszy niz z tym plynem. To biala magiczna gabka.
Pewnei tez ja znacie ale gdyby jeszcze ktos nie mial okazji wyprobowac to polecam. Ja dzieki niej pare razy uniknela malowania scian. Dziala jak gumka do olowka usuwa plamy bez zadnych detergentow. Najlepiej sie prawdza na jasnych powierzchniach, wystarczy ja namoczyc lekko wycisnoc i przecierac poplamione miejsca. Na zdjeciu widac, ze po uzyciu nie wraca do dawnej formy jak klasyczna gabka dzieje sie tak, bo sie zuzywa wlasnie jak gumka do olowka. Za pomoca takiej gabki tez mozna umyc te nieszczesne okna, chociaz to chyba troche drozej wyjdzie, zalezy od ilosci okien. Dzis wlasnie za pomoca tej gabki "odnowilam mieszkanie" zmylam po prostu wszystkie plamy ze scian. Jesli ktos ma biale meble to ta gabka jest po prostu obowiazkowa, nadaje sie tez do bialych butow sportowych. 
Na koniec jeszcze o suchym szamponie do wlosow, ktory jestem zmuszona uzywac. Nie moge normalnie umyc wlosow, bo moja sierpniowa infekcja ucha jeszcze nie minela na dobre i za kazdym razem jak mocze glowe bol ucha wracajak bumerang. Jestem wlasnie po 5 wizycie u lekarza i 5 zmianie lekow w poniedzialek jade po raz 6.
Kupilam wiec ten specyfik zeby odswierzyc troche wlosy bez moczenia ich. Mam nadzieje ze to nie potrwa dlugo, bo to tylko zastepuje mycie wlosow nastepnym krokiem bedzie lysa glaca, bo mi sie koltun na glowie zrobi. I potem nie dosc, ze bede gluch to do tego lysa. Dobra, to sobie troche ponarzekalam ale mam prawo raz na jakis czas.
Fajnej niedzieli  zycze :)

20 września 2013

Cycaty prezent

Lato sie konczy, przynajmniej tak slyszalam,  bo u nas dzis bylo 25 stopni. Dzis mial byc post o czyms innym, mial byc ostatni w tym roku letni przepis ale nie bedzie. Akurat jak nioslam aparat do kuchni, by zrobic zdjecia naszej kolacji wszedl do domu Camillo z wielkim bialym pakunkiem.
Gdyby ktos sie nie zorientowal to jest to papier ozdobny do pakowania prezentow, poznaje sie to po wzorkach namalowanych rozowym ewidencjatorem na gorze. Zamiast wstazki bezbarwna tasma klejaca zgodnie z obowiazujaca moda na tasmy klejace. Tak, to jest moj prezent urodzinowy dostarczony kilka dni wczesniej, bo w dniu urodzin za banalne jak dla  C.
 Kupowanie papieru do prezentow tez za proste, zawsze wykorzystuje  co ma pod reka a zazwyczaj jest to wlasnie papier do plotera, kiedy ma wiecej czasu rysuje cos w autocadzie i drukuje papier we wzorki :)
No nie wazne jak zapakowane, ciekawsza jest zawartosc.
Manekin krawiecki z regulacja rozmiarow, uzywany ale w bardzo dobrym stanie, brakuje mu tylko nogi ale to zalatwimy jutro. Nawet nie wiecie jak sie ciesze, mam nadzieje ze z jego pomoca bedzie mi latwiej szyc ubrania dla mnie. Juz nie moge sie doczekac kiedy kupie material na nowy plaszczyk alboc cos w tym stylu na sezon jesien-zima 2013.  Dwa lata temu uszylm moj pierwszy w zyciu plaszcz, lekko koslawy ale jak na pierwszy raz calkiem niezly. Nameczylem sie wtedy z przymiarkami i porawkami teraz z nowym przyjacielem powinno byc to latwiejsze ale  chyba powinnam powiedziec przyjaciolka, bo przeciez cycata :)
 Wczoraj wykresilam kolejna pozycje z listy rzeczy do zrobienia. Kiedys widzialm na jakims targu poduszki wypelnione pestkami czeresni, ktore sie uzywa na cieplo albo na zimno jako oklady. Oczywiscie nie kupilam tylko wpisalam na liste rzeczy do uszycia, bo taka poduszke to ja w 5 minut bla, bla, bla. Samo szycie zajelo 5 minut zabranie sie do tego- kilka lat, bo pestki czekaly na swoja kolej dluuuuugo. 
A wystarczylo tylko uszyc worek na pestki i poszewke. 
wystarczy tylko zdjac poszewke wlozyc na troche do piekarnika na max 150°, ubrac poszewke i termofor gotowy. Akurat na zimne jesienne wieczory. 
 A juz za 2 tygodnie targi kreatywnosci mam nadzieje, ze zrobie tam zakupy na realizacje moich kolejnych pomyslow zostawionych w  poczekalni. 

15 września 2013

Udany weekend?

Deszczowa niedziela padalo od samego rana a jeszcze wczoraj wieczorem siedzielismy w barowym ogrodku sluchajac muzyki na zywo i popijajac piwo.
 Mam duzo nowych pomyslow na nowe projekty tylko zeby realizowac te nowe musze uporac sie z tymi starymi. Jakis czas temu kpilam sobie ksiazke z lalkami Tilda, dzis wkoncu udalo mi sie jedna zrealizowac. To aniol, uznalam ze w naszym domu potrzebny jest przynajmniej jeden, do zatrzymywania dobrej energii. Od dzis mamy wiec aniola :)
Malo udany jak na moj gust ale na pierwszy raz wystarczy. Juz mam ochote uszyc nastepny, szkoda tylko ze ja tak bardzo nie lubie wypychac lalek. To wciskanie watoliny mnie bardzo denerwuje.
Na mojej liscie rzeczy do zrobienia moge tez skreslic metalowa tablice, ta na swoj dzien czekala dluzej, bo prawie 2 lata. Wczoraj w ramach odpoczynku po ciezkim dniu zabralam sie za malowanie.
Na pierwszym planie magnes kupiony w moim ulubionym sklepie z rzeczami do domu.
Do ozdobienia gory wykorzystalam papier do decoupagu ze slicznym, moim zdaniem motywem. Ramka zostala zrobiona z patyczkow do szaszlykow przecietych na pol w poprzek. Ucierpial przy tym moj palec, ktory tez zostal przeciety prawie na pol :)

13 września 2013

Po co komu mieso?

Niedawno ONZ opublikowala raport o najszczesliwszych krajach na swieci tzn. takich gdzie ich mieszkancy czuja sie najlepiej. Szwajcaria znalazla sie na 3 miejscu. Ja dla rownowagi chcialam napisac post o wadach zycia w tym kraju, narazie nic mi nie przychodzi do glowy ale moze do konca postu cos wymysle.
W miedzyczasie podziele sie z wami moimi pomyslami na obiad lub kolacje. Czy wy tez tak macie, ze wymyslanie posilkow czasem dluzej trwa niz samo ich przygotowanie. Slynne "co ja zrobie dzis na obiad" mnie czasami dobija, bo musi byc smaczne,zdrowe, pozywne no i najlepiej zeby za kazdym razem bylo cos innego.
 Ostatnio mam faze na warzywa. Mimo ze bardzo lubie ziemniaki to nie gotuje ich codziennie i jako dodatek do drugiego dania robie rozne warzywa. W tym tygodniu to byla cukinia, cebula i dynia. Oczywiscie nie wszystko na raz. Zacznijmy od cukini
Proscizna kroje cukinie w krazki, rozgrzewam na patelni olej z oliwek z zabkiem czosnku, wrzucam cukinie i dodaje 1 lub 2 z moich kostek rosolowych home made. Posypuje siekana pietruszka i dusze kilka minut az warzywo bedzie miekkie. Oczywiscie jesli sie nie ma mrozonych kostek wystarczy dolac troszke wody i posolic. Swietny dodatek do mies, ryb albo po prostu samo posypane parmezanem.
Potem dobralam sie do dyni, ktora kupilam w poniedzialek z jednej cwiartki zrobilam risotto, z reszty zamarzyla mi sie dynia pieczona. Pokroilam ja na kawalki ulozylam na naolejonej blasze wymieszalam w rownych ilosciach parmezan i bulke tarta. Posypalam tym dynie, dodalam cebule polalam po wierzchu olejem i do piekarnika na 15-20 minut az do miekkosci potem kilka minut w opcji grill i danie gotowe. Dobre tak samo jak cukinia samo albo jako dodatek.
Mozna polac po wierzchu glassa z octu balsamicznego.


Jak juz mialam nagrzany piekarnik to przygotowalam tez warzywa na kolacje. Wybor padl na cebule, ktora o tej porze roku smakuje najlepiej. Nie bede ukrywac ze cebula to moje ulubione warzywo i bez niego nie wyobrazam sobie mojej kuchni.
Nalezy wybrac taka ani duza ani mala. Przygotowujemy nadzienie z bulki tartej, pietruszki, suchego oregano, 1-2 fileciki anchois w oleju (czyli sardele po polsku) posiekane bardzo drobno, olej z oliwek, ocet balsamiczny- proporcji nie pamietam. Wazne, zeby nie przesadzic z filecikami, bo sa bardzo slone. Tak przygotowana papke ukladam na przekrojonych na pol cebulach ulozonych w naczyniu do pieczenia wysmarowanym olejem. Piecze sie dosyc dlugo, bo nawet godzine ale nie wiecej niz 180°. Cebula musi byc miekka. Zasatosowanie jak wyzej czyli dodatek do glownego dania albo jako przystawka.
Na koniec cos czym czasami zastepujemy chleb. Nazywa sie to farinata zrobione jest z maki z ciecierzyc.
Jest to jedno z najstarszych dan w historii , bo siega az starozytnego rzymu. Przygotowuje sie je bardzo szybko trzeba tylko zaczac odpowiednio wczesnie. Ja zazwyczaj robie ciasto rano a pieke wieczorem. Wsypuje do miseczki ok 300g maki dolewam ok 100 ml oleju z oliwek i wlewam wode ile zabierze, szczypta soli i mieszam konsystencja musi byc dosyc gesta Tak zeby sie dalo rozsmarowac na papierze do pieczenia. Zostawiam to na kilka godzin przykryte sciereczka.
Piecze sie szybko, bo jakies 15-20 minut w nagrzanym piekarniku. Kroje na kawalki i tak podaje do na stol. Swietne do salaty, salatek, do zupy pewnie tez ale nie probowalam :)

Post dobiegl konca a mi zadna wada nie przyszla do glowy, no moze tylko to ze tu w Szwajcarii mieso jest baaaaardzo drogie. Kilogram piersi z kurczaka kosztuje nawet 30 frankow a to jedno z najtanszych mies. Tylko jak tak patrze na moje menu to nie jestem pewna czy to minus... Bez miesa mozna zyc nawet podobno zdrowiej.
Zycze milego weekendu.

11 września 2013

Metamorfozy

Wszyscy ciagle juz tylko o jesieni mowia chociaz lato kalendarzowe bedzie nam milosciwie panowalo jeszcze ponad 10 dni. My w niedziele mielismy tu przedsmak jesiennej pogody lalo jak z cebra a wieczorem to jak z 2 cebrow albo i wiecej.
Nasza rzeczka a wlasciwie strumyczek, taki bardziej miernota, ktory normalnie wyglada jakby wcale tam wody nie bylo, a w niedzielny wieczor wygladal przerazajaco.
Normalnie tej rzeki nawet z okna nie widac a tamtego wieczoru dala rade zalac nam pralnie i pol korytarza.
Tak sie prezentuje a raczej prezentowala wiosna, kiedy wody w niej jest najwiecej. Dzis juz poziom wody opadl i znowu wyglada jak wyschnieta.
Wlasnie w ta deszczowa niedziela zabralam sie za decoupage, w czerwcu wygrzebalam na smietniku blaszane pudelko po amaretti, dopiero niedawno nabralo waznosci i przeszlo metamorfoze.
Juz kiedy ja taszczylam ze smietnika do domu wiedzialam jakie bedzie jego przeznaczenie.
Zamieszkaly w nim tkaniny do haftu, dlatego napis haft krzyzykowy. Do zorobienia napisu uzylam pisaka akrylowego, o istnieniu, ktore dowiedzialam sie dopiero niedawno. Narazie kupilam tylko czerwony ale mam zamiar powiekszyc kolekcje, bo sa swietne.

Jak juz mialam wszystko na wieszchu to pod pedzel poszla tez drewniana szczotka do naczyn.
Teraz jest taka bardziej vintage czyli tak jak lubie. Mam w planach jeszcze pare przedmiotow niektore nawet juz swiateczne.


9 września 2013

Sniadanie mistrzow

Musze jesc sniadania to bardzo wazne nikomu chyba nie trzeba tlumaczyc dlaczego. problem w tym ze ja nie zawsze mam ochote robie wiec tak zeby mi sie chcialo i zeby zajelo mi to malo czasu.
Ostatnio na topie jest jogurt za ktorym normalnie nie przepadam ale odpowiednio "przyprawiony" da sie zjesc. "Przyprawianie" po mojemu to domowe musli, oczyiscie moglabym kupic gotowe ale w takich mieszankach jest zawsze cos co mi nie smakuje.  Kupilam wszystkie skladniki, ktore sobie dozuje wedlug potrzeb.
Zjadam taka miche, potem owoc i na koniec oczywiscie kawusie.  Owoce zawsze musza byc szonowe tzn. nie jem truskawek w grudniu albo mandarynek w czerwcu. Teraz zaczyna sie sezon na jablka wiec one kroluja w mojej kuchni. A propos jablek to nasz znajomy szwajcar opowiadal nam, ze kiedy on chodzil do szkoly to w pazdzierniku mieli ferie z okazji zbioru jablek. Po zdazalo sie, ze w szkole bylo duzo dzieci nie obecnych, opuszczaly lekcje aby pomagac rodzicom w zbiorach tych owocow. Zarzadzono wiec tydzien ferii z tej okazji i choc juz teraz dzieci nie pomagaja w sadach to dalej maja ferie jesienne.  
Jak mi sie znudzi jogurt i miksem to bede jesc suchary z marmolada oczywiscie domowej roboty. W tym roku zrobilam juz sliwkow, jablkowo-morelowa i pomaranczowa. Dzis kupilam figi, bede eksperymentowac pierwszy raz zrobie dzem z tych owocow.
Nie omieszkam doniesc o rezultatach :)
A dzis na kolacje bedzie dynia, wlasnie szukam jakiegos fajnego przepisu.
Moja milosc do kuchennych gadzetow byla juz demonstrowana na blogu kilka razy, tym razem wybralam cos co zawsze uwazalam za niepotrzebne a mianowicie pojemnik na plyn do recznego mycia naczyn(niestety nie wszystko sie da myc w zmywarce) z miejscem na gabke.
W sklepach widzial takie ladne  ceramiczne, ja wybralam ten plastykowy ze wzgledow praktycznych. Oczywiscie odrazu go spersonalizowalam za pomoca kolorowych tasm klejacych. Mam ich cala kolekcje i juz nie raz ratowaly rozne smutne sytacje.
Nie moglam ich trzymac nigdzie indziej tylko w sloiku tym razem po ogorkach. Recykling rzadzi ;)
Na koniec zdjecie- zapowiedz tego co bedzie w nastepnym poscie
Jak widac na zalaczonym obrazku wena wrocila...

P.S.
Tak naprawde sniadanie mistrzow jadamy tylko w niedziele, tak nazwal je Camillo. Odkad mu pokazalam jajecznice kilka lat temu zawsze chce ja na niedzielne sniadanie. Dla niej zrezygnowal nawet z typowo wloskiego rogalika i cappuccino. A niedawno nauczyl sie ja robic sam.

8 września 2013

Rosol nie tylko na niedziele

Czy uzywacie kostek rosolowych? A wiecie, ze zostaly one wymyslone przez szwajcara o nazwisku Maggi. Ja ich prawie wcale nie uzywam wole przygotowywac wszystko w domu wtedy wiem co w takiej kostce jest. A niestety wiem jak produkowane sa te przemyslowe szczegolnie pewnej wloskiej firmy.
Co jakis czas robie rosol bardzo esencjalny i intensywny.  Mocniejszy niz normalny na niedzielny obiad.
Wszystkich skladnikow jest 4 razy wiecej a wody daje tyle co do normalnego rosolu. Zostawiam na wolnym ogniu kilka godzin. Jak sie skonczy gotowac i wystygnie odcedzam wywar i przelewam go do pojemnika na kostki lodowe i mroze. Potem uzywam wedlug potrzeb. Zasady gotowania rosolu sa proste i wazne jest zeby ich przestrzegac.
-mieso wkladamy do zimej wody razem z przyprawami-lisc laurowy, pieprz ziarnisty, ziele angielskie
-nie solimy, soli sie na samym koncu gotowania
-jak sie zagotuje woda z miesem, wywar zaczyna sie pienic powstana tak zawne szumowiny, ktore trzeba zbierac specjalna lyzka
-do oczyszczonego z piany wywaru dodajemy wszystkie warzywa
-cebule trzeba wczesniej opiec aby rosol mial ladny kolor i intesywniejszy smak
Jak widac na zdjeciach ja ulatwiam sobie zycie gotujac to w garnku do gotowania makaronu, na koniec mam mniej problemow z odcedzaniem. Po prostu wyjmuje sitko ze wszystkim i zostaje tylko rosol. Czasami biore czesc warzyw i je miksuje bardzo dokladnie potem dodaje do wywaru wtedy kostki maja jeszcze wiecej smaku. Oczywiscie na koniec nalezy wszystko posolic jeszcze przed wystudzeniem. Soli powinno byc duzo za duzo, bo i tak potem sie kostki rozciencza w innych potrawach. Z taka kostka zrobie np. kazdej zupy potrwa naprawde chwile. Wystarczy sie raz poswiecic a potem mozna karmic rodzine zdrowo i smacznie.
Przy okazji robienia zakupow na ten rosol kupilam duzo za duzo warzyw, ktorych nie wykorzystam szybko. Zeby nadwyzki nie wyladowaly w smietniku za 2 tygodnie, pakuje je prozniowo w malych porcjach.
A do gotowania potrzebny jest fartuszek, ktorego ja prawie nigdy nie uzywam, pewnie ,dlatego ze nie mam odpowiedniego. Dzis w koszu z ostatnimi wyprzedazami wygrzebalam kit do uszycia fartucha kuchennego, nie dosc, ze kosztowa 1/4 poczatkowej ceny to zaplacilam za niego specjalnymi kuponami gotowkowymi, ktore dostaje raz na 2 miesiace.
Do kompletu kupilam  tez 2 opakowania fimo na takich samych zasadach. Takie zakupy to ja lubie :)
Milej niedzieli 

7 września 2013

Chyba jak na haju

Dziekuje wszystkim za zyczenia powrotu do zdrowia juz dzis czuje sie prawie dobrze. Najwazniejsze ze wraca mi sluch, bo biedny Camillo zaczynal wariowac od mojego ciaglego powtarzania "co powiedziales?", "powtorz, nieslyszalam", albo najbardziej wkurzajace "eeeeeee?"
Wczoraj wieczorem wrocila mi wena, przegladajac blog Dmc znalazlam pewien wzor i dostalam olsnienia. Odrazu wiedzialm co z nim zrobie, jakie wybiore kolory kanwy i nici. Nie czekalm dlugo ucielam kawalek materialu wyjelam igle i wpadlam w ciag.
Siedzialm nad tym do 1 w nocy, po prostu nie moglam przestac chyba bylam na "glodzie". Ramka to tez moje dzielo, zrobilam ja 2 lata temu jeszcze we Wloszech.
Dzis musze nadrobic zalegosci w domu, bol ucha nie sprzyjal sprzataniu. Na pocieszenie wlacze sobie troche muzyki. Piosenka, ktora kiedys bardzo wkurzala moja mame a ja kiedy mialam lat 16 bardzo lubilam ja tak wkurzac ☻
Chociaz bardziej wkurzal ja ten zespol i glos wokalistki.


6 września 2013

Pozytywnie zaskoczona

Nic sie nie dzieje, nie mam sily na nic siedze w domu i glownie czekam az wyzdrowieje. Wczoraj mialam krotka wycieczke do lekarza, wrocilam zachwycona i troche zdziwiona. Po latach obcowania najpierw z polska sluzba zdrowia potem z wloska gdzie trzeba miec konskie zdrowie do chorowania, dalej nie moge uwierzyc w to jak sie tutaj obchodza z pacjentem. Nie wiem czy w calej Szwajcarii dziala to tak samo, bo kazdy kanton jest inny.
  Wyszlam od lekarza z opadnieta szczeka, nigdy mi sie nie zdarzylo, zeby lekarz wyszedl ze mna do recepcji, aby mnie umowic na wizyte kontrolna. Przedtem dowiedzialam sie, ze bede musiala wykonac tez pewne badanie specjalistyczne, ktore jak to on powiedzial mi zorganizuje. Do tej pory lekarz dawal mi do reki skierowanie i musiala sobie sama radzic, szukac, dzwonic rejestrowac sie i czekac w dlugich kilkutygodniowych kolejkach. I to nawet nie byl moj lekarz rodzinny tylko zastepca.
Centrum medyczne znajduje sie tuz przy granicy z Wlochami wykorzystalam to i poszlam do kiosku po gazety z ciekawosci chcialam zobaczyc co jest nowego. Zostalam pozytywnie zaskoczona. Po miesiacach nie kupowania robotkowych czasopism znalazlam wiele nowych tytulow.
Kupilam tylko 2 jedna z szyciem jedna z haftem krzyzykowym.
Tej nigdy wczesniej nie widzialam, a ze podobaly mi sie wzory z okladki to postanowilam ja miec w mojej kolekcji. Cos czuje ze projekty z niej nie sa calkiem wloskie, wiekszosc z tych haftow sa wykonane na plastyikowej kanwie, ktorej nie znajdzie sie we wloskich sklepach. I to chyba pierwsza wloska gazeta gdzie jest biscornu. Jedyna wada to, ze schematy nie maja symboli tylko same kolory ale to chyba tylko kwestia przyzwyczajenia.
Druga gazeta jest mi bardzo dobrze znana, kupowalam ja co miesiac przez ostatnich 7 lat az do lutego tego roku kiedy postanowial przestac. Wczoraj ja wzielam z sentymentu, zeby sprawdzic co nowego. Odpowiedz- nic:)
Pozostaje przy postanowieniu nie kupowania tych gazet z malymi wyjatkami.

4 września 2013

Rownowaga

W przyrodzie musi byc rownowaga i chyba wlasnie dlatego jutro ide do lekarza drugi raz w ciagu 2 tygodni. Od prawie 2 lat nie mialam nawet kataru a teraz zapalenie ucha, ktore sobie przywiozlam z Polski nie chce mnie opuscic. Wczoraj skonczyly mi sie lekarstwa przepisane w zeszlym tygodniu, siegnelam wiec po zapasy do mojej domowej apteczki a tam okazalo sie wszystko przeterminowene. Pierwszy raz mi sie zdarzylo wywalic 3/4 lekarstw, zawsze bylam chorowita wiec nigdy nic nie tracilo daty waznosci. Coz, mam nadzieje, ze tym razem to bedzie ostatnia wizyta i klimat szwajcarski bedzie mi sluzyl jak do tej pory. Mysle ze to jest powod mojego robotkowego zastoju.
No ale ja nie o chorobach chcialm pisac, bo za mloda jestem na gadanie wylacznie o tym.
Mialo byc o ruskich pierogach albo raczej o tym jak zrobic dobre ruskie pierogi. Jak sie mieszka w Polsce to nie jest takie trudne tutaj jest podobnie pierogi robi sie tak samo latwo tylko odleglosc do najblizszego sklepu z twarogiem jest troche wieksza :)
mi sie udalo przywiezc ten dobry ser i oto pierogi. Zrobilam na zapas i juz czekaja zamrozone na swoja kolej. To jedno z niewielu polskich dan, ktore naprawde lubie. Od dawna wiadomo, ze te pierogi sa tylko z nazwy ruskie. To tak jak z wloskimi lodami, ktore mozna dostac tylko w Polsce, bo napewno nie w slonecznej Itali. W czasie mojej niedzielnej wycieczki zafundowalam sobie takie prawdziwe wloskie lody w moich ulubionych smakach owocow lesnych i jogurtu.
 zdjecie dla mnie na pamiatke


1 września 2013

Normalnie wrzesien

 wszystkim kojarzy sie tak samo-szkola. Tutejsze dzieci tez zaczynaja jutro lekcje jak te w Polsce, natomiast wloscy uczniowe pociesza sie jeszcze wakacjami ze 2 tygodnie to zalezy od regionu. O tym jak edukacja  maluchow wyglada w Szwajcarii dowiedzialam sie  od sasiadki, ktorej dziecko zaczyna szkole Rodzice szwajcarskich uczniow(przynajmniej tych w naszym kantonie) nie musza im kupowac wyprawki. Jedyny wydatek na edukacje dzieci to zakup plecaka cala reszte dzieci dostana w darmowej, publicznej szkole. Podobno nawet wszystkie szkolne wyjscia typu kino, teatry, wycieczki tez jest sponsorowane przez szkole. Natomiast druga sasiadka( uroki wspolnej pralni :))opowiadala mi o swojej corce, ktora w tym roku zdala mature. Dziewczyna zdecydowala sie na studiowanie pedagogiki specjalnej. Szkola, ktora wybrala wymaga od swoich studentow skoczenia rocznego, platnego  stazu w szkole dla dzieci z problemami. Dziewczyna zanim zacznie studiowac juz bedzie wiedziala czy to jest zawod dla niej czy nie. Proste i sprytne.
Dla mnie wrzesien nie ma juz nic wspolnego z edukacja, chociaz nie. Dzis rano Camillo odbyl swoja pierwsza lekcje spiewu i bedzie kontynuowal przez najblizsze tygodnie. Tak wiec mozna powiedziec, ze mam w domu ucznia :)
W moja pierwsza wrzesniowa niedziele nie chcialo mi sie siedziec w domu. Nosilo mnie.
 Po poludniu wybralam sie znowu do Como, targi ksiazki jeszcze trwaja wiec chcialm pobuszowac w ksiazkach. Camillo mial swoje spotkanie z tv wiec pojechalam sama. Grzebanie w ksiazkach okazalo sie nie mozliwe, bo w namiocie bylo po prostu za goraco. Zaczelam sie wloczyc po uliczkach starego miasta, spacer nad jeziorem tez byl trudny wsrod tlumu ludzi. Na szczescie niedzielni turysci nie zapuszczaja sie wszedzie. Udalo mi sie od nich uciec.

Skoro nie udalo mi sie zadbac o ducha, postanowilam, ze zadbam o cialo. Za kazdym razem jak jade do tego miasta mam w planach wstapic do slepu z naturalnym kosmetykami Lush i tyle razy ile to planuje tyle razy o tym zapominam. Dzis mi sie udalo, bo tego nie planowalam.
To te dziwne formy widoczne lepiej na drugim zdjeciu, juz sam fakt posiadania ich w lazience poprawia mi humor, bo pachna fantastycznie. Do kompletu kupilam pare jesiennych lakierow do paznokci, swieczki Yankee na dlugie jesienne wieczory i gumki do wlosow, ktore zawsze znikaja w niewyjasnionych okolicznosciach :) Teraz musze sie tylko skupic i zapamietac, ktory kawalek jest do czego, wiec puki pamietam to zielona kula to peeling do ciala, rozowe cos z kwiatkiem to do kapieli, podluzny kawalek po lewej to mydlo do mycia twarzy a niebieskie z bliska wyglada jak plastelina ten  kawalek dostalam na sprobowanie w ramach gratisu, mozna nim myc wszystko cialo, wlosy, twarz a w razie czego zrobic tez mala przepierke :) Lubie te ich kosmetyki na wage.
Ostatnie zdjecie zrobilam z zazdrosci, ja tez chcialam sie wybrac na wycieczke po jeziorze niestety moje zapalenie uszu jeszcze mi nie minelo do konca, wolalam nie ryzykowac.